fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gorący spór o usadowienie posłów na sali obrad

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nie jest pewne, gdzie dokładnie zasiądą kluby w ławach przy Wiejskiej. Kością niezgody jest m.in. Konfederacja.

– Z tego spotkania wszyscy wyszli niezadowoleni – mówi Marek Sawicki z PSL. W ten sposób relacjonuje przebieg wtorkowej pierwszej rundy negocjacji w sprawie podziału miejsc na sali plenarnej. Część klubów nie zaakceptowała propozycji Kancelarii Sejmu. A chce ona, począwszy od prawej strony, usadzić kolejno: PiS, PSL, PO i Lewicę.

Teoretycznie podział miejsc na sali plenarnej powinien być formalnością. Od czasu rewolucji francuskiej zwyczajem jest to, że prawica siedzi na prawo, a lewica na lewo. W polskim Sejmie ta zasada obowiązywała do 2015 r. Wtedy do Sejmu nie dostał się zajmujący tradycyjnie lewą stronę SLD, więc trzeba było wymyślić coś nowego.

Sejmowi urzędnicy zaproponowali wówczas podział, który zyskał akceptację najważniejszych sił politycznych: na sali plenarnej, począwszy od prawej strony, siedzą kluby w kolejności od największego do najmniejszego. Czyli w 2015 r. usadzono kolejno: PiS, PO, Kukiz'15, Nowoczesną i PSL.

Jednym z promotorów tamtej formuły był poseł PiS Marek Suski. Argumentował, że dzięki usadzeniu największego klubu po prawej stronie będzie miał on nieskrępowany dostęp do ław rządowych.

„Formuła Suskiego" miała obowiązywać przed długie lata, jednak przetrwała tylko jedną kadencję. Wszystko dlatego, że do Sejmu wrócił SLD, który będzie miał trzeci co do wielkości klub, ale nie wyobraża sobie innego wariantu niż zajęcie miejsc z lewej strony sali obrad. Poza tym mandaty zdobyła Konfederacja, która z racji mocno prawicowego programu powinna siedzieć na prawo od PiS.

Dlatego we wtorek Kancelaria Sejmu zaproponowała przedstawicielom klubów i kół wariant, w którym znów po lewej stronie siedzi lewica. A co z Konfederacją? Urzędnicy zaproponowali jej rzeczywiście miejsca z prawej strony od PiS i obok ław rządowych, tyle że... w tylnych rzędach.

I od początku było wiadomo, że Konfederacja nie zaakceptuje tego wariantu. – Nie rozważamy rozmieszczenia na sali plenarnej, wedle którego jako jedyna siła polityczna siedzielibyśmy w ostatnich rzędach – mówi Jakub Kulesza, szef Koła Konfederacji w nowej kadencji. – W Sejmie jest 11 rzędów, a my mamy 11 posłów – dodaje. Jego zdaniem Konfederacja powinna siedzieć bliżej mównicy, bo na każdego posła głosowało więcej wyborców niż np. w przypadku PiS. Dodaje, że oddalenie od marszałka może utrudniać zabieranie głosu podczas burzliwych obrad.

Dlatego Konfederacja chce siedzieć bliżej centrum, np. między PiS a PSL. Zastrzeżenia mają też jednak inne kluby. Platforma chciałaby się zamienić miejscami z PSL, a więc przesunąć się bardziej do środka. Na to nie godzą się z kolei ludowcy.

Czym skończą się negocjacje? Z naszych ustaleń wynika, że na razie nic nie jest pewne. Wiadomo tylko, że nie zostanie zaakceptowany wariant usadzenia Konfederacji po jednym pośle w każdym rzędzie. Podczas wtorkowych negocjacji często podkreślano, że Konfederacja nie jest klubem, tylko kołem, więc ma mniejsze prawa.

Wstępnie omawiano też podział pomieszczeń w Sejmie. Tym razem obyło się bez sporu o to, kto ma zająć pokój 143, który uchodzi za pechowy. Powodem jest to, że od co najmniej 1997 r. każdy klub, który go zajął, przegrywał najbliższe wybory do Sejmu. Były to kolejno: Unia Wolności, Unia Pracy, Samoobrona, SDPL i Ruch Palikota.

Z powodu złej famy objęcia pokoju 143 w 2015 r. odmówił Kukiz'15. Wzięli go posłowie Nowoczesnej. Z tej okazji zorganizowali nawet konferencję w piątek 13. – Jesteśmy klubem, który nie wierzy w zabobony – deklarował Ryszard Petru, który niedługo później z hukiem pożegnał się z polityką.

Podobny brak wiary w zabobony deklaruje dziś Marcin Kulasek z SLD. To właśnie jego klub zdecydował się na zajęcie pokoju 143. – SLD jest pierwszą partią, która wypadła z Sejmu i wróciła pod własnym szyldem. Klątwy się więc nie boimy – żartuje Kulasek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA