fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

W 2018 roku wybory samorządowe 11 listopada?

Marsz Niepodległości w 2018 r. może mieć o wiele większą frekwencję niż dotychczas. Stąd obawy, że jego uczestnicy zakłócą przebieg wyborów samorządowych. Na zdjęciu: Warszawa, 11 listopada 2015 roku.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Jeśli nie zmienią się przepisy, w 2018 r. do urn pójdziemy dokładnie w stulecie odzyskania niepodległości.

Choć setna rocznica odrodzenia Rzeczypospolitej przypada dopiero za dwa lata 11 listopada 2018 r., już trwają do niej przygotowania. Rząd chce powołać specjalnego pełnomocnika do spraw obchodów. Minister kultury Piotr Gliński zapowiedział, że tego dnia zostanie otwarte Muzeum Historii Polski. Z kolei w Nysie na Opolszczyźnie chcą odsłonić największy w Polsce pomnik Józefa Piłsudskiego. W stu miastach mają się odbyć specjalne biegi.

Nikt jednak nie przewidział, że 11 listopada 2018 r. przypadnie w niedzielę, w którą trzeba będzie przeprowadzić wybory samorządowe.

Sztywna data

Zgodnie z kodeksem wyborczym data wyborów prezydentów, burmistrzów, wójtów i rad gminnych, miejskich, powiatowych oraz wojewódzkich jest ściśle określona. Formalnie wyznacza ją premier, ale w odróżnieniu od np. terminu głosowania do Sejmu, nie ma pola do manewru. Wybory muszą wypaść w ostatnim dniu wolnym przed zakończeniem kadencji samorządów. Na fakt, że w 2018 r. będzie to niedziela 11 listopada, zwrócił uwagę autor petycji, która niedawno trafiła do Sejmu.

Jego zdaniem przepisy trzeba zmienić, by premier miał kilka terminów do wyboru. Powód? Autor petycji przestrzega przed „rozruchami na terenie lokali wyborczych". To aluzja do warszawskiego Marszu Niepodległości, który za dwa lata może mieć wyjątkowo masowy charakter.

O tym, że termin elekcji w 2018 r. nie jest najszczęśliwszy, mówi też specjalista od systemów wyborczych dr Jarosław Flis.

– Teoretycznie święto narodowe wydaje się wymarzonym dniem dla wyborów. Jednak w związku z tym, że lokalni politycy będą brali udział w uroczystościach, mogą się pojawić problemy z przestrzeganiem ciszy wyborczej – zauważa.

I dodaje, że problemu by nie było, gdyby nie to, że datą tych wyborów niemal zawsze rządził przypadek.

Zdaniem wielu specjalistów najlepszym terminem wyborów w samorządach jest wiosna. Frekwencji sprzyja dobra pogoda, a w dodatku nowo wybrane władze mogą spokojnie pracować nad budżetem. I rzeczywiście wybory lokalne w 1990 i 1994 r. odbyły się w maju i czerwcu. Zmieniło się to cztery lata później w związku z reformą samorządową. Przedłużono wtedy kadencję rad gmin, a wybory przeniesiono na październik.

W ówczesnej ordynacji wyborczej zapisano nieroztropnie mechanizm, w związku z którym daty kolejnych wyborów zaczęły się przesuwać w kierunku Bożego Narodzenia.

– Pracując w 2010 r. nad nowym kodeksem wyborczym, świadomie odwróciliśmy ten mechanizm, by wybory odbywały się coraz wcześniej – mówi poseł PO Marek Wójcik.

Przyznaje, że podkomisja zajmująca się kodeksem nie analizowała, kiedy wybory wypadną w następnych latach.

Przesunąć czy nie

Zdaniem Wójcika 11 listopada to nie jest jednak zła data. – W podobnym terminie wypadła druga tura wyborów samorządowych w 2002 r. i nic złego się nie stało – mówi. Innego zdania jest Marek Ast z rządzącego PiS. – Gdyby istniało jakieś pole manewru, organ zarządzający wybory raczej nie wskazałby daty 11 listopada. Sygnał od autora petycji zasługuje więc co najmniej na refleksję – podkreśla.

W ciągu trzech miesięcy petycję musi rozważyć specjalna komisja sejmowa. Autor pisma proponuje powrót do dawnej zasady mówiącej o przeprowadzaniu wyborów już po upływie kadencji samorządów, w związku z czym znów odsuwałyby się one na coraz późniejsze terminy.

Dr Jarosław Flis twierdzi, że wybory powinny się odbywać coraz wcześniej, a posłom radzi, by decyzję podjęli po dokładnej analizie. – W listopadzie przypada nie tylko Dzień Niepodległości, ale też Wszystkich Świętych. W te dni nie powinna odbyć ani pierwsza, ani druga tura wyborów. Najlepszym terminem byłby więc początek października – podkreśla Flis.

Jeszcze kilka miesięcy temu w Sejmie mówiło się, że PiS rozważa skrócenie kadencji samorządów. Pretekstem miały być nieprawidłowości podczas wyborów w 2014 r. lub rozpoczęte latem kontrole CBA w urzędach marszałkowskich. Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że ten scenariusz jest coraz mniej prawdopodobny. Jeśli partia rządząca chce więc uniknąć wyborów w cieniu jubileuszu polskiej niepodległości, będzie musiała znowelizować przepisy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA