Polityka

Macron ma program uzdrawiania kraju

Wersal jest miejscem, w którym prezydent Francji czuje się dobrze. Stąd podejrzenia, że tworzy prezydencką monarchię
AFP
Znany jest już program uzdrawiania kraju. Nie wiadomo jeszcze, jak zareagują obywatele.

Na protesty i demonstracje przeciwko reformom, w których organizacji specjalizują się francuskie związki zawodowe, jeszcze za wcześnie. Nikt nie ma złudzeń, że będą.

Na razie prezydent Emmanuel Macron dowiaduje się z mediów, że zamierza zamerykanizować demokratyczne zwyczaje polityczne Francji. – Dlatego, że podziwiał Baracka Obamę, stara wprowadzić do Francji zwyczaj dorocznych prezentacji „State of the Union" – pisał „Le Point". Chodzi o przemówienie, które wygłosił prezydent w poniedziałek w Wersalu przed Kongresem parlamentu francuskiego, czyli wspólnego posiedzenia Zgromadzenia Narodowego i Senatu.

Było ogólnikowe i sprowadzało się do wyliczenia problemów wymagających pilnego rozwiązania. Jednak nie w tym rzecz.

Kongres jest instytucją powołaną w zasadzie do rozstrzygania o zmianach konstytucji. Dopiero od 2008 roku może przed tym gremium występować prezydent republiki.

Nowa droga

Zarówno François Hollande, jak i Nicolas Sarkozy występowali przed Kongresem, pierwszy po zamachach terrorystycznych w Paryżu jesienią 2015 roku, drugi w 2009 roku w związku z światowym kryzysem finansowym. Jednak to obecny prezydent rozpoczyna urzędowanie tak mocnym akcentem. – Mamy do czynienia z monarchią prezydencką – ocenia Jean-Luc Mélenchon, lewicowy były konkurent Macrona w wyborach prezydenckich.

Wybrany w maju Macron zdołał już wykorzystać pałac Ludwika XIV dwukrotnie. Po raz pierwszy, przyjmując tam Władimira Putina. Posypały się oskarżenia, że prezydent dąży do osłabienia parlamentaryzmu, a także pozycji premiera Eduarda Philippe, który dopiero następnego dnia przedstawił w Zgromadzeniu Narodowym program swego rządu. Zagrożenie terroryzmem, problemy z finansami publicznymi oraz wysoki poziom bezrobocia – to zdaniem prezydenta najważniejsze obecnie wezwania.

Zapewnił o swej determinacji do przeprowadzenia „dogłębnych reform" i o wyborze „nowej radykalnej drogi". Mówił o współpracy z Niemcami, zapowiadając wspólną organizację „demokratycznych konferencji" otwartych dla wszystkich państw członkowskich UE, by bardziej zaangażować obywateli w działalność Unii i zreformować wspólnotę. Była i zapowiedź rychłego zniesienia stanu wyjątkowego.

Taniec na wulkanie

Następnego dnia, gdy media ogłosiły już, że sama idea prezydenckiego wystąpienia na 24 godziny przed prezentacją programu przez premiera jest co najmniej podejrzana, Eduard Philippe miał okazję do przedstawienia konkretów nowej drogi. Najważniejsza z reform zapowiadanych już w czasie kampanii wyborczych dotyczy liberalizacji kodeksu pracy. Trwają intensywne prace nad jej kształtem. Celem jest uelastycznienie rynku pracy poprzez m.in. ułatwienia w rozwiązywaniu umów o pracę czy ograniczenie wysokości odpraw.

Mowa jest o zniesieniu prawa do zasiłku dla bezrobotnych po odrzuceniu dwu propozycji zatrudnienia oraz miliardach euro przeznaczonych na program przekwalifikowania bezrobotnych. Cały pakiet będzie gotów do realizacji po wakacjach, czyli we wrześniu. Jeszcze przed wakacjami parlament zamierza przyjąć ustawę ramową, dzięki której rząd będzie mógł wprowadzać reformy dekretami, bez dyskusji w Zgromadzeniu Narodowym zdominowanym przez LREM, ugrupowanie Macrona. Świadczy to najlepiej o powadze sytuacji.

Nie wiadomo przy tym, jakie będą losy 35-godzinnego tygodnia pracy. W dużej mierze jest to regulacja obowiązująca już jedynie na papierze. System emerytalny zostanie gruntownie zreformowany do końca przyszłego roku. Sferę budżetową czekają już w tym roku drastyczne oszczędności. – Nasze sięgają 2147 mld euro. To nie do zaakceptowania – oświadczył premier Philippe. – Tańczymy na wulkanie.

Niedawno wyszło na jaw, że dziura budżetowa jest o 8 mld euro większa niż przypuszczano. Mimo to, premier obiecał, że Francja nie przekroczy już w tym roku dopuszczalnej 3-proc. granicy deficytu budżetowego liczonego w relacji do PKB. – Czekają nas nowe tragiczne wydarzenia i zamachy – powiedział Philippe, zapewniając, że rząd zrobi wszystko, aby im zapobiegać.

– Rząd ma spore szanse na sukces reform. Panuje sprzyjający klimat społeczny. Także związki zawodowe, z wyjątkiem komunistycznych, zdają sobie sprawę z konieczności głębokich zmian – mówi „Rzeczpospolitej" Georges Mink, politolog z Universite Paris Ouest oraz Kolegium Europejskiego w Natolinie. Jednak już na 12 lipca tego roku Jean-Luc Mélenchon wzywa do organizacji zgromadzeń w proteście przeciwko reformom prezydenta Macrona. Mélenchon zdobył w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich niemal 20 proc. głosów.

Prezydent i premier mają na razie inne zajęcia . Eduard Philippe prezentował w środę swą książkę będącą zbiorem literackich esejów. Prezydent zaś we wtorek udał się z wizytą na jeden z czterech francuskich atomowych okrętów podwodnych, na którego pokład opuścił się na linie z helikoptera.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL