Polityka

Amber Gold: Komisja śledcza próbowała przesłuchać prokurator Barbarę Kijanko

Prokurator Barbara Kijanko
PAP
Komisja śledcza próbowała przesłuchać prokurator zajmującą się Amber Gold. Posłom jednak nie udało się skłonić jej do zeznań.

We wtorek komisja ds. Amber Gold przesłuchiwała gdańską prokurator Barbarę Kijanko. Po długim okresie przebywania na zwolnieniu lekarskim prokurator po roku od pierwszego wezwania stawiła się przed komisją. Nie było chyba jednak wśród jej członków nikogo, kto byłby zadowolony z jej zeznań. Prokurator zasłaniała się niepamięcią i tajemnicą zawodową. „Szkoda czasu" – stwierdziła w końcu przewodnicząca Małgorzata Wassermann.

Linia zeznań pani prokurator była jasna i konsekwentna: „Mimo szczerych chęci nie jestem w stanie wypunktować swoich działań w sprawie Amber Gold" – to zdanie może być uznane za kwintesencję zeznań.

Dlaczego pamięć pani prokurator Kijanko ma aż tak duże znaczenie? Bo to właśnie ona jako pierwsza zajmowała się w 2010 r. w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz sprawą zawiadomienia złożonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Wynikało z niego, że firma Amber Gold prowadzi działalność o charakterze bankowym, ale nie ma na to wymaganych zezwoleń. I jako pierwsza, w całym szeregu osób przymykających oczy na działania Marcina P., sprawę „zamiotła pod dywan", umarzając postępowanie. Co więcej, kiedy sąd uwzględnił zażalenie KNF na tę decyzję, w maju 2011 r. pani prokurator zawiesiła postępowanie. Powód? „Przedłużające się sporządzanie opinii przez biegłego"...

Dlatego posłowie chcieli za wszelką cenę dowiedzieć się, czy Barbara Kijanko kogoś się boi i czy to jest przyczyną nagłej utraty pamięci, czy też może przyjęła korzyść majątkową albo w inny sposób stała się obiektem nacisków. Na wszystkie takie pytania odpowiedź świadka była przecząca. Podobnie jak na pytania sejmowych śledczych o brak reakcji jej przełożonych na dwukrotne umorzenie oraz m.in. zaniedbanie zlekceważenia wniosku policji o przesłuchanie ponad 400 poszkodowanych. Nikt w gdańskiej prokuraturze nie widział w tym nic podejrzanego. I pewnie dlatego prokurator mogła spokojnie oświadczyć: – Działałam w dobrej wierze, nie miałam sygnałów od swoich przełożonych, że robię coś nieprawidłowo.

Poseł Jarosław Krajewski (PiS) może chyba zapisać sobie po stronie sukcesów skłonienie pani prokurator do przyznania, że sprawa Amber Gold przerosła zarówno ją, jak i rejonową prokuraturę. Z kolei na pytania konkretne, takie jak to Małgorzaty Wassermann o to, dlaczego wydała akta śledztwa Marcinowi P. na tydzień przed jego przesłuchaniem, Kijanko nie odpowiedziała.

Ale i komisyjna większość należąca do PiS została złapana w specyficzną pułapkę: mecenas reprezentujący świadka wskazał, że jeśli politycy chcieliby się dowiedzieć więcej, mogli przecież zwolnić świadka z tajemnicy zawodowej, którą się także zasłaniała. Tylko że wtedy – jak zasugerował – posiedzenie musiałoby zostać zamknięte dla publiczności i mediów. A tego politycy sobie nie życzą.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL