fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Minister rozdzielał posady

Siedziba MSWiA
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Witold D., były wiceszef MSWiA, oskarżony. Śledczy: nadużył uprawnień, zlecając kosztowne analizy i zatrudniając.

Kolejna odsłona tzw. infoafery, którą wykryło CBA, znajdzie finał przed sądem. O przestępstwa, za które grozi do dziesięciu lat więzienia, warszawska prokuratura oskarżyła byłego wiceministra spraw wewnętrznych i administracji Witolda D.

D. usłyszał sześć zarzutów. – Oskarżyliśmy go o przekroczenie uprawnień polegające na wpływaniu na decyzje kadrowe oraz zlecanie nieuzasadnionych usług na rzecz Centrum Projektów Informatycznych – mówi „Rzeczpospolitej" Waldemar Tyl, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

Z aktu oskarżenia, którego tezy poznaliśmy, wynika, że kiedy D. nadzorował jako wiceminister CPI, na korzystnych warunkach posady otrzymały wskazane przez niego osoby. Prócz pensji wybrańcy dostawali premie sięgające kilkuset procent płacy.

W 2008 r. Witold D. polecił zatrudnić w CPI Macieja M. „z odpowiednio wysokim wynagrodzeniem", zastrzegając, że faktycznie będzie on wykonywał pracę w MSWiA. Polecony dostał etat specjalisty: 1,6 tys. zł pensji oraz 160 proc. premii (wynoszącej 2,6 tys. zł).

Rok później z polecenia D. w CPI zatrudniono Radosława B. (3,1 tys. zł pensji i 6,5 tys. zł premii) oraz Pawła S. (taka sama pensja i premia 6,7 tys. zł). Jedną premię ustalono na 217 proc. płacy, drugą na 218 proc. Obaj mieli wykonywać telepracę, ale dla MSWiA przy projekcie dowodów osobistych. Radosław B. – jak ustalili śledczy – pracował jednocześnie w warszawskim magistracie.

Prokuratura nie ma wątpliwości, że wiceminister nadużył uprawnień, wskazując, komu dać posadę, zwłaszcza że miał świadomość, iż osoby te nie będą świadczyć pracy w CPI. „Działał na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia przez zatrudnionych korzyści majątkowej" – uważa prokuratura.

Pozostałe zarzuty wobec D. dotyczą zleceń. Wiceminister także tu miał wskazywać, komu je dać. Po jego wskazaniu zamówiono w firmie doradczej analizę – według śledczych w części niepotrzebną (dotyczyła projektu ePUAP2), wydając 1,8 mln zł. Za nieuzasadnione śledczy uznali też polecenie D., by znany kryptolog wykonał analizę za 53 tys. zł, także w sprawie dowodów osobistych.

„Wiceminister nie miał kompetencji ani do wydawania wiążących poleceń dotyczących obsady kadrowej, ani zleceń na usługi doradcze" – twierdzi prokuratura.

Polecenia Witold D. miał wydawać dyrektorom CPI, w tym Andrzejowi M. – głównemu oskarżonemu w infoaferze (o przyjęcie 3 mln zł łapówek od przedstawicieli firm informatycznych za ustawianie przetargów). Część urzędników CPI i e-maile obciążyły D. On sam odrzuca zarzuty.

Witold D. został wiceszefem MSWiA w czasach Grzegorza Schetyny (tuż po jego wejściu do rządu PO) i przez blisko trzy lata odpowiadał za największe rządowe projekty informatyczne. To on namówił Schetynę, by powołać Centrum Projektów Informatycznych w MSWiA, i ściągnął do CPI Andrzeja M. z policji. CPI miało do wydania oszałamiającą sumę 2 mld zł, głównie z funduszy unijnych na informatyzację kraju. Dziś wiadomo, że część tych pieniędzy (według śledczych 1–2 proc. wartości kontraktu) trafiała dzięki łapówkom i ustawionym przetargom do rąk wskazanych przez Andrzeja M. firm. Z upoważnienia wiceministra Witolda D. kontrolę nad CPI sprawowali m.in. jego asystenci. To właśnie ich Andrzej M. na polecenie wiceministra miał zatrudnić na etatach w CPI.

Za rządów AWS Witold D. był asystentem wiceszefa MSWiA Wojciecha Brochwicza (dziś mec. Brochwicz jest jego obrońcą). Potem trafił do spółek Skarbu Państwa lub przez niego kontrolowanych, m.in. na stanowisko dyrektora w Totalizatorze Sportowym, a później do Polkomtelu. Zasiadał w radach nadzorczych spółek jako przedstawiciel Skarbu Państwa, m.in. w Stoenie i Zespole Elektrowni Ostrołęka. Pracował też w firmie informatycznej Ticons (w żadnym oficjalnym życiorysie nie chwalił się tą funkcją), w której pracował też Krzysztof Bondaryk, późniejszy szef ABW w rządzie Donalda Tuska.

Po odejściu z MSWiA (wiosną 2010 r.) otrzymał stanowisko w PGE Energia Jądrowa, był krótko pełniącym obowiązki prezesem tej spółki. Odszedł do branży telekomunikacyjnej, gdzie pracuje do dziś.

Ani D., ani mec. Brochwicz nie odpowiedzieli na nasze pytania.

Akt oskarżenia przeciwko D. jest drugim w tzw. infoaferze. Pierwszy, który już jest w sądzie, objął osiem osób, w tym głównego bohatera infoafery Andrzeja M. i jego bliskich.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA