fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosja: Zmęczony car Władimir Putin

W tym roku Putin występował cztery godziny, rekordu nie pobił.
AFP
Putin opisał, jakie porozumienie chciałby zawrzeć z Trumpem, ale nie powiedział, czy wystartuje na kolejną kadencję.

Z wielką pompą w Rosji odbyła się jubileuszowa, 15. „Gorąca linia z Putinem" – organizowany co roku rodzaj telewizyjnej konferencji prasowej prezydenta z mieszkańcami kraju.

Moskiewscy astrologowie zwrócili uwagę, że w numerologii liczba 15 (15. konferencja, 15 czerwca) uważana jest za szczęśliwą liczbę, będącą symbolem silnych osobowości. „Ale nie działa to w odniesieniu do całych państw" – zastrzegł jeden z nich.

Tematy zakazane

Dopiero pod sam koniec czterogodzinnego maratonu jego uczestnicy ośmielili się zapytać Putina, czy wystartuje w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Ale on uchylił się od odpowiedzi.

Wcześniej urzędnicy Kremla, występując anonimowo w mediach, ostrzegali, że prezydent nie będzie chciał o tym mówić. – Swój stosunek do tego, kiedy należy ogłaszać decyzję o udziale w wyborach, Putin przedstawił jeszcze w 2010 roku: im bliżej daty wyborów, tym lepiej – przypomniał były kremlowski urzędnik Konstantin Kostin.

Mimo fali aresztowań wśród wyższych urzędników za łapówkarstwo mało było też chętnych do rozmowy o korupcji wśród rządzących. Sam Putin tłumaczył to tym, że „korupcja nie jest priorytetowym problemem dla mieszkańców".

Nikt również nie zapytał, a prezydent sam nie poruszył tematu opozycji i ulicznych manifestacji w całym kraju: zarówno 26 marca, jak i 12 czerwca. Jednak cień protestujących padał na całe „reality show" z Putinem.

– Przeniesiono je z marca na czerwiec, gdyż prezydent nie chciał mówić o protestach – uważa szef socjologicznego Centrum Lewady Lew Gudkow. Ale opozycja dopadła Putina i trzy dni przed jego wystąpieniem wywołała manifestacje w całym kraju.

Organizatorzy show – trzy ogólnokrajowe kanały telewizji – włączyli obecnie do telewizyjnej transmisji sieci społecznościowe, wcześniej rozprowadzono specjalne „apki" do smartfonów umożliwiające oglądane na nich „Linii". Można też było przysyłać pytania w formie nagrań wideo ze swoich telefonów. Wszystko z myślą o młodzieży, która jest siłą napędową ostatnich protestów.

„Możecie być usłyszani i wpłynąć na losy kraju" – zachęcała młodych Swietłana w sieci społecznościowej Vkontaktie. Ale spośród 2,6 miliona pytań do prezydenta, jakie w ciągu 11 dni napłynęły do studia telewizyjnego, najwięcej zadały kobiety po 55. roku życia, a nie młodzież. Akcja spaliła na panewce.

Ponad 90 proc. czasu „bezpośredniej linii z Putinem" zajęły prezydentowi odpowiedzi na pytania dotyczące poziomu życia, wypłat świadczeń socjalnych, złego stanu dróg czy mieszkań w poszczególnych wioskach. W dwóch przypadkach, kilkanaście minut po skargach mieszkańców do prezydenta na warunki, w jakich żyją, prokuratura generalna i Komitet Śledczy Rosji wszczęły śledztwa. Mieszkańcy Kraju Stawropolskiego, którym tygodniami nie wypłacano należnej zapomogi popowodziowej, dostali pieniądze, nim program się skończył. Przynieśli im je do domu miejscowi urzędnicy. – Mam nadzieję, że jeszcze dziś odwiedzi was gubernator – rzucił od niechcenia prezydent w telewizji. Natychmiast pojawiła się informacja, że urzędnik zamiast iść w odwiedziny, podał się do dymisji.

– Reality show ma pokazać żywego i zdrowego prezydenta i jego przesłanie: żyjcie sobie spokojnie, ja się wszystkim zajmę – sądzi politolog Nikołaj Mironow.

Propozycja dla Ameryki

Mówiąc o wzroście PKB czy wymieniając wielkości należnych dopłat socjalnych, Putin wydawał się przygaszony, a chwilami trochę zagubiony. Ożywiał się tylko wtedy, gdy zaczynał mówić o polityce zagranicznej, zbrojeniach lub armii. Jego głos nabierał mocy.

– Z USA możemy współpracować przy kontroli nierozprzestrzeniania broni masowego rażenia (a mówię tu nie tylko o problemie Korei Północnej) czy w walce z biedą na świecie, biedą, która rodzi radykalizm – powiedział, o czym zamierza rozmawiać z prezydentem Donaldem Trumpem w czasie lipcowego szczytu G20 w Hamburgu. Wśród tematów tej rozmowy dopiero na końcu wymienił „problem syryjski (i w ogóle Bliskiego Wschodu)" oraz „konflikt na południowo-wschodniej Ukrainie". – Ale przyjmiemy tylko konstruktywne, podkreślam – konstruktywne podejście strony amerykańskiej – zastrzegł od razu przy Ukrainie.

Przedstawił też polityka, którego Moskwa będzie popierała nad Dnieprem – prawdopodobnie również w czasie ukraińskich wyborów prezydenckich, które odbędą się za dwa lata. Chodzi o Wiktora Medwedczuka, byłego szefa kancelarii prezydenta Kuczmy. Putin jest ojcem chrzestnym jednej z jego córek. Przez kilkanaście minut rosyjski prezydent zachwalał zalety Medwedczuka, byłego współpracownika KGB, nazywając go „ukraińskim nacjonalistą".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA