fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Włochy: Salvini idzie po władzę. Rząd upadnie?

Giuseppe Conte – premier Włoch od 1 czerwca 2018 r.
AFP
Premier Giuseppe Conte zapowiedział, że składa urząd, jeśli koalicjanci z Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd się nie porozumieją. A na to raczej nie ma szans.

Tym razem kraj już naprawdę doszedł do ściany. W tym tygodniu Komisja Europejska wyśle do Rzymu formalne żądanie ograniczenia deficytu budżetowego i długu, największego w strefie euro po Grecji. W przeciwnym razie Bruksela jest gotowa rozpocząć procedurę, która prowadzi do nałożenia 3 mld euro kary na Rzym. To byłby pierwszy taki przypadek w historii Wspólnoty.

Rozwiązać polubownie spór próbował minister finansów Giovanni Tria. Zapowiedział, że prześle do unijnej centrali „kompleksowy przegląd naszych wydatków i dochodów". Ale Tria, podobnie jak sam Giuseppe Conte, to raczej figurant, do którego w ostatecznym rachunku nie zależy, w jakim kierunku pójdzie kraj. Dlatego znacznie ważniejsza od deklaracji profesora jest twitt, jaki w odpowiedzi na apel Unii napisał lider Ligi i szef MSW Matteo Salvini: „W czasach, gdy w niektórych regionach bezrobocie wśród młodzieży osiąga 50 proc., ktoś w Brukseli domaga się od nas, w imię przebrzmiałych regulacji, kary trzech miliardów euro".

W ub.r., zamiast spadać, dług Włoch wzrósł ze 133,7 do 135 proc. PKB, przede wszystkim dlatego, że każda z partii rządzących ciągnęła w swoją stronę. Mocno lewicowy Ruch Pięciu Gwiazd stawiał na rozbudowę zabezpieczeń socjalnych, w tym utworzenie powszechnego zabezpieczenia dla bezrobotnych 700 euro miesięcznie, co jest niezwykle popularne na południu. Ale Liga, do tej pory silna przede wszystkim wśród zamożnych wyborców Mediolanu i Turynu, odwrotnie: domagała się ograniczenia obciążeń dla przedsiębiorców, a więc przynajmniej przejściowo ograniczenia dochodów państwa. To musiała pogłębić dziurę w finansach publicznych, tym bardziej że włoska gospodarka rozwija się teraz najwolniej z całej Europy (-0,1 proc. w ujęciu rocznym w I kwartale tego roku).

Lorenzo De Sio, profesor nauk politycznych na rzymskim Uniwersytecie Luiss, mówi jednak „Rzeczpospolitej", że ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego mogą przełamać ten zaklęty krąg, bo Liga, która w wyborach parlamentarnych sprzed roku otrzymała 17 proc. głosów i była słabszym koalicjantem w rządzie, teraz dostała 34,5 proc. głosów, dwa razy więcej niż Ruch Pięciu Gwiazd. Co jeszcze ważniejsze, formacja Salviniego stała się partią pierwszego wyboru nie tylko na północy, ale też na południu kraju.

Matteo Salvini rzeczywiście uznał to za mandat do przeprowadzenia radykalnych reform liberalnych. Zapowiedział „szok podatkowy", który miałby uwolnić potencjał kraju i wreszcie wyrwać go z gospodarczego marazmu. Temu służyłoby wprowadzenie 15-procentowego podatku liniowego na wzór tego, który wiele lat temu wprowadziła Rosja (13 proc.). Salvini zarzucił Luigiemu Di Maio i całemu Ruchowi Pięciu Gwiazd, że blokuje nie tylko tę reformę, ale także decentralizację kraju i szereg inwestycji infrastrukturalnych, na czele z budową superszybkiego połączenia kolejowego między Włochami i Francją. – To jasny sygnał, że dni koalicji są policzone – uważa profesor De Sio.

W ewentualnych, przedterminowych wyborach Salvini raczej nie miałby trudności w zbudowaniu większościowej koalicji opartej na Lidze i uzupełnionej deputowanymi centro-prawicowej Forza Italia i skrajnie prawicowego ruchu Braci Włochów. W takim układzie Salvini już zupełnie oficjalnie stałby się najważniejszym politykiem kraju, przejmując tekę premiera.

To jest jednak rozgrywka nie tylko między Ligą i Ruchem Pięciu Gwiazd, ale także Brukselą. W nieco technicznej analizie Komisja Europejska wskazuje bowiem, że „potencjalny wzrost gospodarczy" Włoch tylko nieznacznie (0,3 pkt proc.) przekraczy obecne wyniki kraju. Inaczej mówiąc: zdaniem unijnych ekspertów bez głębokich i mozolnych reform strukturalnych, w tym poluzowania rynku pracy, ograniczenia praw socjalnych, większych inwestycji w innowacje i infrastrukturę, Włochy nie będą się szybciej rozwijać. Gdyby przyjąć tę analizę, oznaczałoby to, że jedynym efektem „szoku fiskalnego" Salviniego byłby spadek dochodów państwa, jeszcze większy deficyt budżetowy, dług publiczny i ryzyko bankructwa.

Ale to kontrowersyjna ocena. Co prawda Tommaso Monacelli, profesor prestiżowego Uniwersytetu Bocconi, ją podziela, ale już Olivier Blanchard, były główny ekonomista MFW, a dziś ekspert znanego waszyngtońskiego Instytutu Petersona, uważa, że obniżenie podatków pozwoliłoby ograniczyć bezrobocie do 6 proc. i ograniczyć w ten sposób wydatki socjalne, redukując dziurę w finansach publicznych.

W tym sporze rozstrzygająca może okazać się reakcja rynków finansowych. Na razie jest wyczekująca. Co prawda, w tym tygodniu po raz pierwszy od dziesięciu lat rentowność włoskich obligacji przekroczyła grecką, ale przy 1,8 proc. (dla pięcioletnich obligacji) wciąż pozostaje nieco niższa niż podobnych papierów polskich. Przy długu wartym prawie 2,6 bln euro utrata zaufania inwestorów do programu Salviniego zmusiłaby włoskiego premiera do podporządkowania się zaleceniom Brukseli, bo inaczej nie byłby on już w stanie finansować działalności państwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA