fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Witold Waszczykowski: Unia Europejska ostatnio się pogubiła

Witold Waszczykowski
Fotorzepa, Robert Gardziński
Tuskowi w UE wyszła tylko Wielka Brytania – mówi Witold Waszczykowski, były minister spraw zagranicznych, łódzka „jedynka" PiS w eurowyborach.

"Rzeczpospolita": Podczas spotkania z wyborcami częściej pan rozmawia o 500+ i kolejnych programach socjalnych, czy miejscu Polski w Unii Europejskiej?

Witold Waszczykowski: O Polsce w Unii. Tłumaczę znaczenie tych wyborów, że prawie 70 proc. prawa, które stosujemy, powstaje w instytucjach europejskich. Informuję o uzurpatorskim zawłaszczaniu prawa europejskiego przez Komisję Europejską, często przeciw nam. Mówię o problemie protekcjonizmu, jaki narasta w Unii wobec Polski. Rozmawiamy sporo na temat bezpieczeństwa, nie tylko wojskowego, ale i gospodarczego czy energetycznego. Tłumaczę, że nie jest prawdą, że Donald Trump jest dla nas większym zagrożeniem niż Putin, jak mówią niektórzy w UE. Dużo rozmawiamy o tożsamości Polski, wartościach, które są zagrożone przez liberalno-lewicowe ideologie, o tym, że w Europie zamykane są kościoły, do czego nie możemy w Polsce dopuścić.

Polska tożsamość jest zagrożona?

Widzimy atak na rodzinę, wartości katolickie, Kościół. Propozycja prezydenta Warszawy, żeby wprowadzić dyrektywy WHO, to atak na rodzinę. Nie jest przypadkiem, że film „Kler" powstał przed wyborami samorządowymi, a film Sekielskiego przed europejskim. Oba obrazy mówią o głębokich marginesach w instytucjach Kościołach, a jednak są wyolbrzymiane do niespotykanych rozmiarów i służą rozgrywkom politycznym.

„Kler" i film Sekielskiego to zreorganizowana akcja na wybory? Kto za nią stoi?

Nie wiem. Wiem, że instytucja rodziny, solidarności społecznej, Kościół przeszkadzają inżynierii społecznej, o której marzą środowiska lewicowo-liberalne. Pod pozorem walki o równouprawnienie chce się wprowadzić przywileje dla różnych mniejszości, co zmieniłoby charakter społeczeństw europejskich. Zwolennicy tzw. wykluczonych mniejszości promują marksizm kulturowy, któremu należy się przeciwstawić.

Czy liberalna Łódź, która wybrała ponownie Hanną Zdanowską na prezydenta, nie chce właśnie takiej otwartości?

Łódź to 700 tys. ludzi, a prawie 2 mln żyje w województwie łódzkim. Odwiedziłem kilkadziesiąt gmin i ludzie nie pytają o film Sekielskiego. Polaków interesują realne problemy, które trzeba rozwiązać w kraju i w Unii.

„Tylko nie mów nikomu" ma być nie bezpośrednim atakiem na PiS?

PiS nie chroni pedofilów. Przeciwnie. Walczymy z nimi, czego dowodem jest rejestr pedofilów, czy teraz wzmocnienie kar.

Film Sekielskiego nie będzie miał wpływu na wynik wyborczy?

PiS walczy z pedofilią we wszystkich grupach społecznych. To my dostrzegliśmy ten problem wiele lat temu, a nie nasi przeciwnicy, którzy tylko utrudniali nam zaostrzenie prawa wobec pedofili.

A czy panu, jako byłemu szefowi MSZ, nie przeszkadza śladowe pojawianie się tematów europejskich w kampanii wyborczej?

Oczywiście, że przeszkadza, dlatego staram się mówić o tym, że 70 proc. prawa, które obowiązuje również w Łódzkiem jest decydowane w UE. Trzeba się interesować sprawami europejskimi, bo dyrektywy tam smażone mogą dotknąć każdego z nas. Przez jedną dyrektywę nasi kierowcy mogą zostać wyeliminowani z usług transportowych np. z Polski do Portugalii, a młodzież może mieć cenzurę w internecie. To wszystko dzieje się na naszych oczach.

Jeżeli PiS będzie rządziło przez kolejną kadencję, to czy w ciągu najbliższych dwóch lat wdrożycie dyrektywę o prawach autorskich?

Będziemy zmierzać do stworzenia koalicji w nowym europarlamencie, żeby ją doprowadzić do zmian. Poprawimy dyrektywę lub ją zmienimy. Możemy też zaskarżyć do TSUE. Każde państwo ma dużą dozę swobody we wprowadzania dyrektywy. Zapewnimy maksymalną swobodę polskim internautom.

A co z przyjęciem euro?

Z naszego punktu widzenia przyjęcie euro jest kwestią bardzo odległą. PiS nie chce wyrzec się polskiej waluty i instrumentów ekonomicznych, jakie daje rządowi. Trudno byłoby tez znaleźć większość konstytucyjną dla takich zmian w obecnym polskim parlamencie i przyszłym. Ekonomicznie pozbycie się waluty narodowej osłabiłoby polską gospodarkę.

Kraje Bałtyckie zyskała na przyjęciu euro. Poparcie dla wspólnej waluty w Estonii, Słowacji i na Łotwie sięga 80-85 proc. i jest jednym z najwyższych wśród krajów strefy.

To małe gospodarki kierujące się innymi regułami. Gdyby w Polsce presja społeczna dla przyjęcia euro była duża, to wkrótce mielibyśmy w kraju drożyznę. Nie możemy doprowadzić do gwałtownego skoku cen przez przyjęcie euro. Niemcy i Litwini przyjeżdżają do Polski robić zakupy, bo jest w Polsce taniej dzięki zachowaniu narodowej waluty.

A co z nowym traktatem unijnym, który kilka lat temu zapowiadało PiS?

Mówiliśmy o tym w 2017 r. i Unia powinna być poprawiona przez nowy traktat, ale obecnie nie ma klimatu dla przyjęcia nowych rozwiązań. W Unii mamy bałagan i chaos, który został wytworzony przez ten Parlament Europejski i Komisje Europejską. Wybory do europarlamentu są szansą na zmiany w Unii. Musimy wybrać nowe komisje, musimy mieć w PE swoich komisarzy, a nie panią Bieńkowską, która nie chce pracować dla Polski i głosuje za niekorzystnym dla nas projektem budżetu. Unia Europejska potrzebuje dobrej zmiany i skorygowania za pomocą najpierw istniejącego traktatu, ale w przyszłości może i nowego.

PiS wyjdzie z EKR i stworzy nową frakcję?

Nie mamy planów opuszczenia EKR. Będziemy przyglądać się tworzonemu sojuszowi Salviniego. Mnie marzy się sojusz Schumana – którego zaczynem mógłby być EKR – pod hasłem powrotu do korzeni. Nie dla federalizacji i ideologicznych fanaberii, tak dla wspólnego rynku.

Przez temat amerykańskiej ustawy 447 PiS może stracić poparcie na rzecz Konfederacji?

Ustawa ta nie wymienia żadnego kraju, nie wspomina o pieniądzach, nie mówi o konieczności restytucji. Temat amerykańskiej ustawy wprowadzają ci, którzy są przeciwnikami UE, sojuszu z USA, a Polaków chcą wprowadzać w błąd. Ustawa mówi tylko o raporcie, który ma przygotować sekretarz stanu, jak wygląda proces restytucji mienia zabranego w czasie II wojny światowej. Problem restytucji mienia żydowskiego w Polsce jest uregulowany i ostatecznie zamknięty. Konfederacja nie jest zagrożeniem dla PiS. Takie skrajności zawsze istniały, ale my przez nie nic nie stracimy. To nie nasz elektorat.

A PiS może stracić przez mobilizację wyborców opozycji przez Donalda Tuska?

Tusk nie ma już siły mobilizacji Polaków, co pokazał mniej liczny, niż się spodziewano, marsz opozycji, w którym szef Rady Europejskiej nie miał prawa uczestniczyć. Tusk jest problemem dla Polski. Nic nie zrobił przez pięć lat dla kraju. Nie współpracował z rządem, nie promował Polaków w instytucjach europejskich i nie był kandydatem Polski na szefa RE. Tusk nie wygrał 27:1, bo żadnego wyboru nie było i pogwałcono prawa jednego z państw członkowskich do przedstawienia swojego kandydata. Tusk był kandydatem maltańskim promowanym przez Niemców, nie Polskę. Unia miała być innowacyjna, a przegrywa z USA i Chinami. Miała się rozszerzać o Bałkany, Ukrainę, Gruzję, a  tymczasem kurczy się. Pogubiła się w sprawach emigracyjnych. UE nie potrafi rozwikłać konfliktu rosyjsko- ukraińskiego, Bliski Wschód płonie od lat, również Libia, a Tusk nie zasłynął jako rozjemca czy partner dla Putina, Trumpa, Xi Jinpinga. To, co wyszło Tuskowi w Unii Europejskiej, to Wielka Brytania – ale poza Unię. A w Polsce haratanie w gałę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA