fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rząd Australii wygrał z wirusem, ale ma inne problemy

Scott Morrison
Premier Australii Scott Morrison jest „zszokowany” doniesieniami o sprowadzaniu przez niektórych deputowanych prostytutek do sali modlitewnej w gmachu parlamentu.
fot. Shutterstock
Odizolowany od reszty świata kontynent stoi otworem dla zagranicznych celebrytów. Kłopoty z powrotem do domu mają Australijczycy.

25-milionowa Australia jest jednym z nielicznych krajów, które w znacznej mierze ominęła pandemia koronawirusa. W środę zanotowano tam jedynie 14 nowych przypadków. Wszystkie wykryto u przybyłych z zagranicy. I to mimo odizolowania kraju od wielu miesięcy.

Wjazdu do Australii nie mają nie tylko turyści, nie może też wrócić do domu prawie 40 tys. Australijczyków, których epidemia zastała za granicą. A to dlatego, że wprowadzono limity kwotowe dla przybywających. Na pokładach samolotów może być zaledwie 40 pasażerów. Zwiększa to ceny biletów (z Londynu co najmniej 3 tys. dol. australijskich, czyli prawie 9 tys. zł). Nie wszystkich stać. Po przybyciu trzeba zapłacić za obowiązkową kwarantannę w specjalnych miejscach. Koszt: 3 tys. dolarów od osoby.

Nie mają z tym najmniejszego kłopotu przybysze z odpowiednimi zasobami – piszą miejscowe media. Amerykańska aktorka Julia Roberts w towarzystwie brytyjskiego piosenkarza Eda Sheerana odbywa kwarantannę na luksusowym ranczu niedaleko Sydney. W idyllicznej nadmorskiej miejscowości Byron Bay schronił się inny aktor z USA Matt Damon. Natalie Portman spędza czas na wędrówkach po Blue Mountains Nationalpark. Podobno pierwszym, który odkrył uroki Australii w czasie pandemii, był amerykański aktor Zac Efron. Jak twierdzi „Sydney Morning Herald" takich turystów są dziesiątki. Mają specjalne zezwolenia na odbycie kwarantanny w wybranych przez siebie miejscach. Nie podoba się to wielu Australijczykom, zarzucającym rządowi nierówne traktowanie. Rząd Scotta Morrisona ma obecnie inne problemy. Niedawno pojawiły się informacje o sprowadzaniu przez niektórych deputowanych prostytutek do sali modlitewnej w gmachu parlamentu.

W obiegu znalazły się zdjęcia, na których pracownik parlamentu masturbuje się na miejscu przeznaczonym dla jednej z posłanek. – Jestem zszokowany – powiedział premier Morrison. Nieco wcześniej pracowniczka biura minister obrony Lindy Reynolds zawiadomiła ją o gwałcie, którego ofiarą padła w biurze. Minister podobno nie zareagowała. Powróciły także oskarżenia o gwałt, jakiego miał się dopuścić przed laty prokurator generalny Christian Porter. Wytoczył on w tej sprawie proces publicznej telewizji ABC. Premier zareagował przesunięciem pani minister, jak i prokuratora do innych zadań. Oficjalnie bez związku z oskarżeniami pod ich adresem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA