fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Holandia. Mark Rutte na długo pozostanie u władzy

Mark Rutte
Mark Rutte jest premierem Holandii od października 2010 roku
AFP
Podobnie jak na całym świecie pandemia sieje spustoszenie w królestwie. A mimo to premier jest właściwie pewny zwycięstwa w wyborach za dziesięć dni.

Temu głosowaniu przygląda się cała Europa. W Holandii między 15 i 17 marca odbędą się pierwsze wybory parlamentarne w Unii w czasie szalejącej pandemii. Jeśli zmiotą dotychczasową ekipę rządząca, mogą uruchomić dynamikę nie do powstrzymania w całej Wspólnocie.

Ale na to się nie zanosi. Mark Rutte może rywalizować już tylko z Angelą Merkel i Viktorem Orbánem, gdy idzie o długość sterowania krajem. Pani kanclerz szykuje się po 16 latach u władzy do odejścia we wrześniu, Holender, który od 2010 r. stał na czele trzech rządów, szykuje się do objęcia po raz czwarty urzędu premiera.

– To jest kwestia osobistej charyzmy – mówi „Rzeczpospolitej" o znanym z ascetycznego stylu życia polityku Rem Corteweg z Holenderskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Clingendael. – Ale też spowodowanej pandemią apatii, która zgasiła niemal wszystkie debaty w tej kampanii.

Trudna sytuacja gospodarcza i socjalna mogłaby teoretycznie sprzyjać liderowi skrajnej prawicy Geertowi Wildersowi i jego Partii Wolności (PVV). Jednak najnowsze sondaże dają jej 20 spośród 150 mandatów w parlamencie, tyle samo, ile w ostatnich wyborach w 2017 r. Wilders wciąż koncentruje się na zwalczaniu imigracji i islamu, tematami, które dziś stosunkowo mało interesują Holendrów. Za to konserwatywna Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) Ruttego zbiera 30 proc. poparcia w ankietach, co może przełożyć się nawet na 40 mandatów. Wówczas premierowi wystarczyłoby przyciągniecie dwóch z trzech dotychczasowych koalicjantów – chadeckiej CDA i centrowej D66 – aby utworzyć nowy rząd, pozostawiając z boku mocno konserwatywną Unię Chrześcijańską.

Taki sukces może zadziwiać. Zaledwie w styczniu w Amsterdamie i innych głównych miastach kraju wybuchły największe od drugiej wojny światowej zamieszki, gdy Rutte zdecydował się na wprowadzenie godziny policyjnej (od 21.00 do 4.30).

Aresztowano ponad 400 osób. Później rząd podał się do dymisji, gdy okazało się, że ponad 20 tys. rodzin wielodzietnych było niesłusznie ściganych przez urzędy skarbowe za otrzymaną pomoc socjalną. Wreszcie kraj później niż większość Unii rozpoczął program szczepień (do tej pory otrzymało je nieco ponad 1,6 mln osób na 18 mln mieszkańców królestwa).

Ale mimo to Rutte zdołał przekonać rodaków, że w tak trudnych czasach nie warto ryzykować i stawiać na mniej doświadczonych polityków. Choć eksperci ostrzegają przed wzbierającą trzecią falą zakażeń, wsłuchał się też w oczekiwania społeczne: 45 proc. Holendrów chce poluzowania restrykcji w życiu społecznym. Dlatego premier zgodził się na powrót dzieci do szkół raz tygodniu, otwarcie innych niż pierwszej potrzeby sklepów dla osób, które umówią wizytę przynajmniej na cztery godziny wcześniej, a także otwarcia takich zakładów usługowych, jak fryzjerzy. 8 marca ma zapaść decyzja o tym, czy wznowić działalność będą mogły bary i restauracje, a 15 marca, tuż przed głosowaniem, czy kraj może już sobie pozwolić na zniesienie godziny policyjnej.

Dla Unii kolejne lata rządów Ruttego oznaczają, że zbudowana przez niego koalicja małych krajów północnej Europy (tzw. Nowa Hanza) nadal będzie naciskała na oszczędności i reformy strukturalne w zamian za wsparcie południa Europy. Holender był też najbardziej zdeterminowanym zwolennikiem powiązania wypłaty funduszy strukturalnych z przestrzeganiem zasad praworządności, w szczególności w odniesieniu do Polski i Węgier.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA