Organizacje broniące wolności słowa alarmują, że wydarzenie jest wykorzystywane jako pretekst do ograniczania praw obywatelskich.

We wtorek turecka policja zatrzymała 225 osób, w tym nauczycieli akademickich, pedagogów oraz działaczy społecznych. Władze uzasadniają działania podejrzeniami o powiązania z organizacjami uznawanymi za terrorystyczne. Wśród zatrzymanych znalazła się także 79-letnia aktywistka ekologiczna.

Prokuratorzy stwierdzili, że 56 z aresztowanych to domniemani członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego, a 35 to członkowie Rewolucyjnej Partii Wyzwolenia Ludu/Frontu (DHKP-C), komunistycznej grupy uznawanej przez Turcję za organizację terrorystyczną, która przyznała się do odpowiedzialności za wcześniejsze ataki.

Równolegle wprowadzono szerokie restrykcje w stolicy. W Ankarze zakazano organizowania zgromadzeń publicznych, konferencji prasowych, egzaminów oraz rozwieszania plakatów. Do zabezpieczenia miasta skierowano około 40 tysięcy funkcjonariuszy policji.

Dziennikarze bez możliwości akredytacji

Kontrowersje wzbudza również decyzja o odmowie akredytacji dla niezależnych tureckich dziennikarzy, którzy chcieli relacjonować szczyt NATO zaplanowany na 7–8 lipca. Jak poinformował Uraz Kaspar z Międzynarodowego Instytutu Prasowego, decyzje te nie zostały w żaden sposób uzasadnione.

Wśród odrzuconych wniosków znajdują się te, które złożyli przedstawiciele mediów krytycznych wobec rządów Erdoğana.

Rzeczniczka NATO Allison Hart podkreśliła, że Sojusz opiera się na ocenach państwa-gospodarza w kwestii dopuszczenia dziennikarzy. Dodała jednak, że NATO pozostaje w kontakcie z tureckimi władzami i zaznaczyła, iż obecność mediów na tego typu wydarzeniach ma kluczowe znaczenie.

Krytyka ze strony organizacji międzynarodowych

Działacze na rzecz wolności mediów zarzucają NATO unikanie odpowiedzialności. Ich zdaniem Sojusz nie może całkowicie przenosić decyzji na państwo organizujące wydarzenie.

– Każda odmowa powinna być jasno uzasadniona i przejrzysta – podkreślił Kaspar.

Międzynarodowy Instytut Prasowy wraz z 14 organizacjami wystosował list do sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, wzywając do ponownego rozpatrzenia decyzji akredytacyjnych.

Dziennikarka Işın Eliçin z niezależnej stacji Halk TV, której odmówiono wstępu, wskazała, że brak przejrzystości ogranicza dostęp opinii publicznej do rzetelnych informacji o działaniach NATO.

„Kiedy autorytarny [rząd] organizuje szczyt, otrzymuje się arbitralne akredytacje medialne i ponad 200 osób zatrzymanych w ramach jakiejś »operacji prewencyjnej«” – napisał w mediach społecznościowych Nacho Sánchez Amor, główny ustawodawca Parlamentu Europejskiego ds. Turcji. „Niestety, nic z tego nie spędza Rutte snu z powiek”.

Napięcia wewnątrz NATO

Krytyczne głosy pojawiają się również wewnątrz samego Sojuszu. Jeden z dyplomatów NATO przyznał anonimowo, że szczyt nie powinien być wykorzystywany jako pretekst do represji.

Inny przedstawiciel Sojuszu zaznaczył, że sytuacja jest monitorowana, a kwestie te są regularnie poruszane w kontaktach dwustronnych z Turcją.

Według źródeł dyplomatycznych NATO prowadzi rozmowy z Ankarą w sprawie ponownej analizy listy akredytowanych dziennikarzy.

Rząd w Ankarze nie odniósł się do sprawy.

Turcja zajmuje 163. miejsce na 180 krajów w rankingu wolności prasy Reporterów bez Granic, co jest najgorszym wynikiem wśród wszystkich państw NATO. Jednocześnie należy do krajów z najwyższą liczbą uwięzionych dziennikarzy w Europie – ustępuje jedynie Azerbejdżanowi i Rosji.