fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Garną się do współpracy z reżimem

W grupie, mającej utrzymywać relacje z reżimem Aleksandra Łukaszenki, zasiadają takie tuzy, jak jeden z liderów Konfederacji Janusz Korwin-Mikke, a przede wszystkim wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z PiS.
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Polsko-Białoruska Grupa Parlamentarna, zakazana za rządów PO, bije teraz rekordy popularności wśród posłów.

– Było bardzo duże zainteresowanie powstaniem grupy, widoczne po każdej stronie sceny politycznej – mówi poseł PiS Mieczysław Baszko, przewodniczący Polsko-Białoruskiej Grupy Parlamentarnej, która 23 stycznia ukonstytuowała się w Sejmie.

Taka grupa istniała w polskim parlamencie do 2005 r. Rozwiązano ją, gdy władze w Mińsku zdelegalizowały kierownictwo Związku Polaków na Białorusi. Na wznowienie prac nie godzili się marszałkowie Sejmu z PO, jednak sytuacja zmieniła się po dojściu do władzy PiS. Grupę reaktywowano w 2016 r. Stało się to dzięki staraniom posłów Kukiz'15 i PSL, a te dwa kluby zdominowały jej skład. Na końcu kadencji liczyła 24 posłów.

Inaczej jest w tej kadencji. Zapisali się do niej politycy ze wszystkich klubów, a w składzie jest aż 41 posłów i jeden senator. W efekcie grupa jest jedną z największych w Sejmie, przewyższając m.in. grupę polsko-włoską (38 członków), polsko-francuską (32 członków) czy polsko-brytyjską (29 członków).

Sygnał dla Mińska

Została powołana jako jedna z pierwszych, co nie jest bez znaczenia. W ubiegłej kadencji celowo jako pierwszą powołano grupę polsko-węgierską, by podkreślić dobre relacje z tym krajem. W tej kadencji grupę polsko-węgierską powołano po polsko-białoruskiej i liczy mniej członków, bo 30.

Poza tym w grupie, mającej utrzymywać relacje z reżimem Aleksandra Łukaszenki, zasiadają takie tuzy, jak jeden z liderów Konfederacji Janusz Korwin-Mikke, a przede wszystkim wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki z PiS. – To pokazuje, że polski parlament jest zainteresowany jak najlepszą współpracą z sąsiadem – mówi Baszko.

– Zapisałem się, bo uważam, że dla Polski nie ma ważniejszej sprawy niż to, by Białoruś nie przyłączyła się do Federacji Rosyjskiej. Jak wiadomo, Federację Rosyjską bardzo lubię, ale wolę ją lubić na odległość – mówi Korwin-Mikke.

Nie wszyscy w Sejmie patrzą na rozwój grupy z entuzjazmem. Poseł Robert Tyszkiewicz, jeden z głównych ekspertów Koalicji Obywatelskiej w dziedzinie polityki wschodniej, przypomina, że w białoruskim parlamencie nie zasiada żaden przedstawiciel opozycji, a ostatnie wybory zostały skrytykowane przez niezależnych obserwatorów.

Propagandowy zabieg

Zauważa, że powstanie grupy wpisuje się „w politykę zbliżania się do ciepłego człowieka Łukaszenki", praktykowaną od objęcia władzy przez PiS. – Jednak ta polityka nie przyniosła żadnych rezultatów. Wszystkie najważniejsze kwestie, na których zależy Polsce, jak legalizacja Związku Polaków na Białorusi i uruchomienie małego ruchu granicznego, stoją dokładnie w tym samym miejscu. Jedynym realnym wymiarem tej grupy jest wpisywanie się w propagandę Białorusi – krytykuje Tyszkiewicz.

Wiceszef grupy Eugeniusz Czykwin, poseł KO i działacz mniejszości białoruskiej, odpowiada, że grupa jest potrzebna do załatwiania konkretnych spraw. – Gdy przed laty byłem jej współprzewodniczącym, podejmowaliśmy m.in. działania na rzecz wspólnej ochrony Puszczy Białowieskiej – przypomina.

W tej kadencji grupa ma skupić się na relacjach gospodarczych. Chce też spotkać się z ambasadorem Białorusi i podobną grupą z parlamentu w Mińsku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA