fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Donald Trump wątpi w winy Rosji

W niedzielę 35 dyplomatów rosyjskich wyleciało do Moskwy. Nakazał im to Barack Obama.
AFP
Miliarder wątpi, że Rosja stoi za hakowaniem wyborów i że trzeba ją karać. To zapowiedź dealu z Putinem?

Prezydent elekt nie wierzy czołowym agencjom wywiadowczym, w tym CIA i FBI, które jasno ustaliły, że to Moskwa jest odpowiedzialna za włamanie do danych sztabu demokratów i ujawnienie kompromitujących dla Hillary Clinton materiałów na ostatniej prostej przed głosowaniem.

– To mógł być ktoś inny, więc nie można ich karać, jeśli nie jesteśmy całkowicie pewni, kto za tym stoi. O hakowaniu wiem wiele, także to, że ustalenie sprawcy jest bardzo trudne – powiedział Donald Trump w swojej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie – Odpowiedzialność na Rosjan zrzucają ci sami ludzie, którzy twierdzili, że Saddam ma broń masowego rażenia.

Trump dodał, że we wtorek lub środę ujawni nieznane dotąd informacje w tej sprawie.

Przyszły rzecznik Białego Domu Sean Spicer posunął się jeszcze dalej, sygnalizując, że przyszły prezydent może odwołać wprowadzone pod koniec ubiegłego tygodnia przez Obamę sankcje wobec Rosjan.

– Dlaczego takiej skali represje? 35 dyplomatów wyrzuconych, dwie posiadłości przejęte – we współczesnej historii nikt jeszcze tak ostro nie zareagował. Musimy zobaczyć, czy to było uzasadnione, czy nie – powiedział Spicer.

Obie deklaracje wpisują się w serię takich pochlebnych dla Putina deklaracji Trumpa, jak jego niedawny tweet, w którym uznał prezydenta Rosji za bardzo „sprytnego", bo wstrzymał się z odpowiedzią na sankcje Obamy. Wcześniej prezydent elekt mówił o NATO, że to „przestarzały" sojusz i podawał w wątpliwość, czy Ameryka w razie potrzeby przyjdzie z pomocą sojusznikom, którzy nie przeznaczają wystarczających środków na obronę.

– Żaden amerykański prezydent nie odnosił się w taki sposób do akcji dywersyjnej prowadzonej przez obcy rząd, to podważanie fundamentów dyplomacji USA ostatnich 50 lat – mówi „Rz" Andrew S. Weiss, wiceprezes Fundacji Carnegie i czołowy znawca Rosji.

Nie on jeden jest zatroskany.

– Przed zaprzysiężeniem Trumpa w NATO panuje ogólny nastrój zaniepokojenia. Sygnały, jakie wysyła prezydent elekt są bardzo niejednoznaczne. W szczególności powstaje pytanie, czy nie postanowi wycofać amerykańskich wojsk, które są teraz rozmieszczane w Europie Środkowo-Wschodniej – uważa Alexander Vershbow, do października zastępca sekretarza generalnego NATO, a wcześniej między innymi ambasador USA w Moskwie.

Podważając udział Kremla w hakowaniu amerykańskich wyborów i nałożenie z tego powodu sankcji na Rosję, Trump nie tylko jednak wchodzi w konflikt z odchodzącą administracją, ale co ważniejsze z całym Kongresem. Przewodniczący republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów Paul Ryan i republikańskiej większości w Senacie Mitch McConnell nie tylko poparli inicjatywę Obamy, ale uznali, że zaostrzenie polityki Białego Domu wobec Kremla powinna nastąpić dużo wcześniej. Natomiast senatorowie John McCain i Lindsey Graham, obaj również republikanie, zapowiedzieli, że będą starali się nałożyć jeszcze surowsze restrykcje niż to, co postanowił Obama.

W tym tygodniu wykryto, że Rosjanie umieścili wirus w systemie zasilania energetycznego stanu Vermont, który mógł posłużyć do sparaliżowania dostaw prądu. Takich wirusów zagrażających działaniu fundamentalnej infrastruktury USA może być więcej.

– Samo wytknięcie odpowiedzialności Rosjan jest już ważne. Ale na Putina działają też sankcje ekonomiczne, bo pokazują, jak bardzo rosyjska gospodarka jest zależna od Zachodu – chwali w rozmowie z „Rz" inicjatywę Obamy Mark Galeotti, profesor New York University i specjalista od polityki Kremla. Jego zdaniem następną ofiarą rosyjskich hakerów będą kraje europejskie, w szczególności Niemcy, które po wakacjach czekają kluczowe wybory do Bundestagu. Putinowi zależy, aby przegrała je Angela Merkel, która od aneksji Krymu stoi za twardą polityką Unii wobec Rosji.

Andrew Weiss ostrzega jednak: za wcześnie jeszcze wyrokować, jaka będzie nowa polityka Trumpa wobec Kremla.

– Podobnie jak w sprawie muzułmanów, Iranu czy muru z Meksykiem krótkie komentarze Trumpa dotyczące Rosji nie składają się na żaden rozsądny plan. To w najlepszym przypadku regres strategii dyplomatycznej USA, w najgorszym całkowita implozja. Ale Trump jeszcze nigdy nie wygłosił przemówienia w kwestii polityki zagranicznej, starannie unika w tej sprawie konferencji prasowych – mówi „Rz" Weiss.

Zdaniem wiceprezesa Fundacji Carnegie pierwszą poważną okazją do poznania planów nowej administracji będą przesłuchania w Senacie kandydata na sekretarz stanu Rexa Tillersona i sekretarza obrony Jamesa Mattisa. Mają się odbyć w połowie stycznia.

– Wchodzimy w niepewne czasy, w których tacy kluczowi sojusznicy USA, jak Polska, powinni robić wszystko, aby przekonać Waszyngton, że NATO jest także w interesie Ameryki, nie tylko krajów Europy – mówi Andrew Weiss.

Jest też inny fundamentalny problem: nawet, jeśli rzeczywiście Trump chciałby dojść do porozumienia z Putinem, co miałaby na tym zyskać Ameryka.

– Konflikt między Waszyngtonem i Moskwą nie jest spowodowany jednym czy dwoma problemami, nie da się go rozwiązać dzięki jakimś szczególnym zdolnościom negocjacyjnym Trumpa. To efekt polityki prowadzonej przez USA od 30 lat: poszerzenia NATO i uznawania krajów byłego ZSRR za państwa samodzielne, o własnej tożsamości. Dla Kremla to absolutnie nie do zaakceptowania – mówi Weiss. – A poza tym Putin to cyniczny gracz, który wykorzysta każdą okazję, aby ograć naiwnych, zachodnich polityków, jak potencjalnego przyszłego prezydenta Francji François Fillona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA