fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Były dyktator do Hagi? Może lepiej skazać go na śmierć w Sudanie

Omer Ismail
Fotorzepa, Jerzy Haszczyński
W tymczasowych władzach Sudanu trwa spór, czy obalony przed rokiem Omar Baszir ma być odesłany przed międzynarodowy trybunał. - Są różne zdania, czekamy na decyzję - mówi „Rzeczpospolitej” wiceszef sudańskiego MSZ Omer Ismail.

Nie oznacza to, że Rada Suwerenna, która rządzi Sudanem przejściowo do wyborów planowanych na koniec 2022 roku, nie zamierza rozliczyć dyktatora. Nie jest natomiast pewne, czy rozliczenie nastąpi przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym w Hadze (MTK).

Część członków Rady, jak tłumaczy wiceminister Omer Ismail, który odwiedził w ostatnich dniach lutego Warszawę, chciałaby osądzić Omara Baszira w kraju.

- Gdyby trafił do Hagi i tam zapadłby wyrok, to już nie mógłby być sądzony w Sudanie. A niektórzy uważają, że za zbrodnie, których się dopuścił, należy mu się kara śmierci. W Hadze takiej nie dostanie, w Sudanie jest taka możliwość - dodaje dyplomata.

W połowie lutego w świat popłynęła wiadomość, że tymczasowe władze w Chartumie zgadzają się odesłać Baszira do Hagi. Jest poszukiwany listem gończym przez MTK od jedenastu lat. Zarzuty: o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo w Darfurze (buntującej się zachodniej części kraju) w latach 2003–2008. Gdy rządził, wydawał się bezkarny, musiał jedyne omijać Zachód, poza tym bez problemu poruszał się po Afryce, Bliskim Wschodzie, Azji, często wpadał do Rosji.

Rada Suwerenna składa się z wojskowych i cywilów, o zgodzie na odesłanie obalonego dyktatora do Hagi mówił jeden z cywilów. To wojskowi przewodzą teraz radzie, pojawiały się podejrzenia, że nie są zainteresowani takim rozwiązaniem, bo przez lata wspierali Baszira.

- Są wojskowi, którzy chcą go odesłać. I są cywile, którzy nie chcą. Podziały nie przebiegają w ten sposób - wyjaśnia Omer Ismail. I dodaje, że ci, co na antyrządowych protestach rok temu domagali się sprawiedliwości, czekają na jej wymierzenie.

Sudan po 30 latach dyktatury - represji, wojen, korupcji, złego zarządzania i flirtu z fundamentalizmem islamskim - jest jednym z najbiedniejszych krajów świata (według Międzynarodowego Funduszu Walutowego zajmuje 173 miejsce wśród 186 państw pod względem PKB na głowę). Mimo bogactw naturalnych, obfitości ziem uprawnych i dostępu do Nilu.

Rada Suwerenna ma przygotować prawa i instytucje do przeprowadzenia bezpiecznych wolnych wyborów. Omer Ismail wierzy, że po nich będzie możliwe utrzymanie demokracji, która na krótko już pojawiała się w Sudanie (ostatni raz przed zamachem wojskowym, którego Omar Baszir dokonał 1989 roku).

Przez 30 lat nie można było poznać poglądów Sudańczyków (w historii tego kraju to epoka; mniej niż jedna trzecia mieszkańców może pamiętać czasy sprzed dyktatury, pozostali urodzili się później. A 43 procent ma mniej niż 14 lat). Trudno powiedzieć, kto może wygrać wybory? Czy Sudańczycy chcą utrzymać szariat jak podstawę prawodawstwa? I czy nadal najpopularniejsza jest umiarkowanie religijna partia Umma, związana z rodziną Mahdiego (przywódcy ruchu wyzwoleńczego z końca dziewiętnastego wieku, znanego z „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza).

Omer Ismail przez wiele lat był na emigracji, gdzie zajmował się nagłaśnianiem tragedii Darfuru, regionu, z którego pochodzi. Ludobójstwo, za które odpowiada Omar Baszir, oznaczało śmierć co najmniej 300 tysięcy ludzi oraz ucieczkę ze stron rodzinnych paru milionów.

- Darfurczycy nie byli separatystami, nie chcieli oddzielnego państwa, chcieli więcej praw, równości, sprawiedliwości - mówi obecny wiceszef MSZ Sudanu o początkach konfliktu.

Czy równości i sprawiedliwości chcieli Afrykanie uciskani przez Arabów? - Darfur jest i arabski, i niearabski. Ja jestem produktem tej różnorodności. Mama jest pochodzenia arabskiego, ojciec afrykańskiego. Kim więc jestem? Musimy zostawić te sprawy za sobą. Musimy myśleć o nowym Sudanie - dodaje mój rozmówca, który po spotkaniach w Warszawie w MSZ, ministerstwie rolnictwa i z przedstawicielami biznesu był pełen optymizmu.

Chwalił osiągnięcia polskich archeologów pracujących w Sudanie i polskich nubiologów. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA