W poniedziałek protestujący - głównie uczniowie szkół średnich - podpalili budynki rządowe w mieście Wamena. Co najmniej 16 osób, uwięzionych w płonących budynkach, zginęło.
Z kolei w prowincji Jayapura grupa uczniów miała zaatakować żołnierza i policjantów maczetami. Siły bezpieczeństwa odpowiedziały ogniem. W wyniku ataku śmierć poniosły cztery osoby - zaatakowany żołnierz i trzech demonstrantów.
Do gwałtownych protestów miało dojść w wyniku wygłoszenia przez nauczyciela rasistowskich uwag pod adresem uczniów.
To kolejne w ostatnich tygodniach zamieszki w Papui. W sierpniu w prowincji tej dochodziło do regularnych starć protestujących z policją, która używała gazu łzawiącego, by rozpraszać demonstrantów. Również wówczas do zamieszek doszło w związku z oskarżeniami o rasizm.
Do zamieszek w sierpniu doszło po tym, jak indonezyjscy nacjonaliści oskarżyli studentów z uniwersytetu w Papui, że ci uszkodzili flagę narodową w czasie obchodów święta niepodległości. Studentów tych nacjonaliści określili mianem "małp", "świni" i "psów" - co doprowadziło do wybuchu przemocy w prowincji.
Teraz zamieszki miały wywołać rasistowskie uwagi skierowane pod adresem uczniów przez nauczyciela. Jednak policja z Papui zaprzecza tym doniesieniom twierdząc, że do zamieszek doszło w wyniku eskalacji starcia między uczniami z różnych szkół.
Papua, była holenderska prowincja, w 1961 roku ogłosiła niepodległość, ale w 1969 roku została anektowana przez Indonezję. Od tego czasu w Papui działa ruch separatystyczny domagający się oderwania od Indonezji.