fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Co Kaczyński mówił o lotach Tuska do Sopotu w 2011 r.?

Fotorzepa, Jakub Ostałowski
W 2011 roku "Wprost" ujawnił, że w latach 2007-2011 Donald Tusk latał rządowym samolotem 175 razy do swojego domu w Sopocie. Sprawę tę przypomniał na konferencji prasowej Marka Kuchcińskiego zastępca rzecznika PiS, Radosław Fogiel. - Wystarczy czasami 30 sekund w wyszukiwarce, żeby przeczytać artykuły medialne nt. lotów innych urzędników państwowych, chociażby w randze premiera - mówił doprecyzowując następnie, że chodzi mu o Donalda Tuska. A co w 2011 roku o lotach Tuska mówili politycy PiS?

Fogiel mówił, że w przypadku lotów Tuska, o których w 2011 roku pisał "Wprost", a rok później "Newsweek", "jeżeli podlegało to krytyce z punktu widzenia opinii publicznej, jak spotkaliśmy się teraz, to w porządku, ale nikt wówczas nie podważał uprawnień Prezesa Rady Ministrów do korzystania z transportu specjalnego i stąd mój apel do mediów o równe traktowanie wszystkich polityków".

A co w 2011 roku o lotach Tuska mówili czołowi politycy PiS? Rzeczywiście, tak jak mówił Fogiel, w zasadzie nie krytykowali Donalda Tuska za sam fakt latania rządowym samolotem do domu w Sopocie. 

- Jeśli chodzi o latanie samolotem, to premier ma takie prawo. Każdy też ma prawo być w swoim domu, nie można przyjąć, że każdy kto jest premierem musi mieszkać w Warszawie - mówił po publikacji "Wprost" Jarosław Kaczyński. Dodał, że "on by z tego sprawy nie robił".

- Premier 40 milionowego kraju musi móc korzystać z lotnictwa rządowego - mówił z kolei Joachim Brudziński, który zarzucił Tuskowi jedynie to, że ten zapowiadał latanie tanimi liniami lotniczymi, co według Brudzińskiego było "szopką". 

Tuska za loty rządowym samolotem do Sopotu skrytykował natomiast obecny szef PiS, Mariusz Błaszczak. Kiedy w 2012 roku tabloidy wyliczały, że łącznie loty Tuska rządowym samolotem kosztowały ponad 5 mln złotych, Błaszczak oburzał się, że "te pieniądze można by wydać na setki innych rzeczy, np. na upadające szpitale". W przypadku Tuska nie pojawiły się jednak zarzuty latania rządowym samolotem wraz z członkami rodziny.

W kontekście lotów Tuska do domu politycy PiS krytykowali go głównie za to, że do Sopotu miał latać często w czwartek popołudniu, a wracać dopiero w poniedziałek. - Bycie szefem rządu to ciężkie zajęcie, jeśli ktoś tego nie lubi, nie musi być premierem - ironizował Kaczyński.

Z kolei ówczesne Centrum Informacyjne Rządu, czy politycy PO bronili premiera w podobny sposób, w jaki teraz z lotów rządowym samolotem tłumaczył się Marek Kuchciński.  "W czasie wizyt premiera na Pomorzu miały miejsce m.in. tak ważne wydarzenia, jak wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę Muzeum II Wojny Światowej czy spotkanie z kandydatem na prezydenta USA" - tłumaczyło CIR. Z kolei Andrzej Halicki mówił, że "premier musi być mobilny i jest w pracy 24 godziny na dobę" oraz "szef rządu musi także móc szybko i w nadzwyczajnych sytuacjach dotrzeć do Warszawy".

Przed kilkoma dniami Radio Zet podało, iż dotarło do dokumentów potwierdzających sześć lotów, podczas których na pokładzie rządowego samolotu znajdował się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, członkowie jego rodziny oraz oficer Służby Ochrony Państwa.

Według informacji Radia Zet, w lotach marszałkowi Kuchcińskiemu towarzyszyli najbliżsi "w różnym składzie" - albo żona, albo córka, albo synowie. Dwa z sześciu lotów marszałek odbył na pokładzie najnowszego rządowego samolotu Gulfstream G550.

Na informacje Radia Zet zareagowało Centrum Informacyjne Sejmu. "Każda ze zrealizowanych samolotem rządowym podróży drugiej osoby w państwie miała charakter służbowy" - oświadczyło.

Według CIS, kalendarz marszałka Sejmu "jest bardzo napięty", a Kuchciński "realizuje średnio ok. 30 spotkań służbowych w miesiącu, nie licząc obowiązków podstawowych związanych z funkcjonowaniem" Sejmu.

Zdaniem Centrum, podróże lotnicze realizowane przy pomocy samolotów rządowych są najbezpieczniejszym i najkorzystniejszym logistycznie sposobem na pogodzenie licznych obowiązków.

"Odnosząc się do dat wskazanych w dzisiejszych doniesieniach CIS podkreśla, że były to podróże realizowane zazwyczaj w bezpośredniej styczności kalendarzowej z posiedzeniami Sejmu, co nakładało na Kancelarię Sejmu dodatkowe zadania o charakterze logistycznym" - stwierdziło CIS.

Odnosząc się do informacji, że z marszałkiem Kuchcińskim podróżowali członkowie jego rodziny Centrum oświadczyło, że "obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu".

"Z możliwości towarzyszenia marszałkowi Sejmu w podróżach korzystają zresztą przede wszystkim reprezentanci Izby, pracownicy Kancelarii Sejmu oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, co ułatwia sprawną realizację programu podróży, a zarazem nie ma nic wspólnego z korzyściami o charakterze osobistym" - podało CIS.

Po ujawnieniu informacji o podróżach rządowym samolotem Kuchcińskiego w towarzystwie rodziny, Platforma Obywatelska złożyła wniosek o jego odwołanie ze stanowiska.

Już w dniu ujawnienia informacji przez Radio Zet media podały, że Jarosław Kaczyński osobiście zdecydował, że Kuchciński ma pokryć koszty przelotów swojej rodziny rządową maszyną. Co więcej, stwierdził, że takie sytuacje są niedopuszczalne i nie mogą się nigdy powtórzyć. Taką informację podało RMF FM.

Informację o zwrocie kosztów i przekazaniu ich na cele charytatywne potwierdził dyrektor CIS Andrzej Grzegrzółka. Dodał, że zgodnie z umową Kancelarii Sejmu z PLL LOT "koszty przelotów poselskich są zryczałtowane na poziomie 572,40 zł i w ten sposób zostanie ustalona wysokość przelewu".

Grzegrzółka przekazał, że marszałek Sejmu przekazał 15 tysięcy złotych na cele charytatywne w związku z 23 lotami w tej kadencji, w czasie których marszałkowi towarzyszyli członkowie rodziny.

W oświadczeniu wygłoszonym 5 sierpnia Kuchciński zadeklarował, że kolejne 28 tys. zł - za lot żony rządowym samolotem - przekaże na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych.

Źródło: rp.pl, TVN24,
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA