fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatki

Podwyżki podatku od nieruchomości

Adobe Stock
W 2021 roku firmy i obywatele mogą zapłacić więcej za budynki, domy czy mieszkania.

Obwieszczenie w sprawie maksymalnych stawek podatku od nieruchomości na przyszły rok nie pozostawia złudzeń. Obciążenia lokalną daniną mogą iść w górę, dla biznesu to wzrost prawie o 1 zł za każdy metr kwadratowy. Eksperci podatkowi ostrzegają jednak samorządy przed zbyt pochopnym sięganiem po maksymalne podwyżki, bo dla poturbowanych przez pandemię wspólnot, a zwłaszcza biznesu, może się to okazać zabójcze. Wiele wskazuje, że gminy mają tego świadomość i nie będą kierowały się tylko interesem własnego budżetu.

Wynik kalkulacji

Jak wyjaśnia Weronika Nazarkiewicz, konsultant podatkowy z kancelarii KNDP Kolibski, Nikończyk, Dec & Partnerzy, obwieszczenie ministra finansów w sprawie górnych stawek podatków i opłat lokalnych na 2021 r. znacząco – bo od 4 do 5 proc. – podwyższa maksymalne stawki podatku od nieruchomości. W latach 2018–2020 było to od 2 do 3 proc.

– Wzrost nie wynika z chęci maksymalizacji obciążeń podatkowych. To efekt ustawowego sposobu waloryzacji i powiązania jej ze wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych – przypomina Weronika Nazarkiewicz.

Maksymalna stawka od domów czy mieszkań wzrośnie z 0,81 zł od 1 mkw. do 0,85 zł. Kwotowo najwyższy wzrost o 0,94 zł może dotyczyć nieruchomości związanych z prowadzeniem działalności.

– Jeśli gmina zdecyduje się na maksymalną stawkę dla przedsiębiorców za halę produkcyjną o powierzchni 1000 mkw. w 2021 r., podatek od nieruchomości będzie wyższy aż o 940 zł rocznie w stosunku do br. Jest to całkiem realne, bo budżety samorządowe świecą pustkami – ocenia Weronika Nazarkiewicz.

Podobnego zdania jest Mariusz Korzeb, doradca podatkowy, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– Wszystko zależy oczywiście od polityki fiskalnej danego samorządu, ale ryzyko, żeby ratować lokalne budżety, stosując maksymalne stawki podatku od nieruchomości, jest. Przez koronawirusa poważne problemy finansowe mają zwłaszcza duże miasta, które np. jak Warszawa już sygnalizują podwyżki. Przykładem realizacji tej strategii jest podniesienie choćby kar za parkowanie bez biletu w stolicy z 50 do 250 zł – wskazuje Mariusz Korzeb.

Maksymalizacja zysków z danin lokalnych może się jednak okazać krótkowzroczna.

– Polski biznes jest bardzo poturbowany przez pandemię. Firmy długo będą się borykać z problemami. I dotyczy to wszystkich. Zwłaszcza przekonanie, że przedsiębiorcy z dużych miast są w lepszej kondycji, jest złudne. W obecnej sytuacji zbytnie obciążanie ich podatkami to droga donikąd – uważa Piotr Biernatowski, adwokat, partner w kancelarii Gawroński & Partners.

Mariusz Korzeb przypomina zaś, że podatek od nieruchomości to niejedyny zysk, jaki samorządy czerpią z lokalnego biznesu.

– To udział w PIT oraz CIT i przede wszystkim miejsca pracy czy ogólny rozwój. Na firmie, która upadnie, nikt nic nie zarobi, ani państwo, ani samorząd – podkreśla Mariusz Korzeb.

O tym, że nie tylko samorządy ale także państwo powinno bardzo ostrożnie obchodzić się z podatkami w pandemii, przekonany jest też Piotr Biernatowski. – Koronawirus i wywołana nim recesja jest faktem. Każde zwiększenie obciążeń podatkowych w obecnej sytuacji potęguje ryzyko upadłości. W imieniu klientów negocjujemy właśnie warunki najmu lokali komercyjnych w związku z nadzwyczajną zmianą stosunków gospodarczych. To są trudne rozmowy, ponieważ najemcy i wynajmujący są poturbowani. Wrzucenie na środek stołu granatu w postaci podwyżek podatków od nieruchomości może się źle skończyć. Powinien o tym pamiętać każdy ustawodawca, zarówno krajowy, jak i lokalny, i racjonalnie prowadzić politykę fiskalną – przekonuje Piotr Biernatowski.

Gminny rozsądek

Ekspert Związku Miast Polskich Marek Wójcik zapewnia, że samorządy mają świadomość, w jak trudnej sytuacji przez wirusa są wszyscy, nie tylko one.

– Pamiętajmy, że rady gmin mogą, ale nie muszą, stosować maksymalne stawki podatku od nieruchomości. I zapewne większość z nich nie podniesie opodatkowania na przyszły rok. Przyszłością naszych wspólnot jest gospodarka. W pandemii samorządy już zrobiły maksymalnie dużo, żeby ją ochronić. Wprowadziły specjalne ulgi, przesuwały terminy płatności podatków, w dużej mierze kosztem swoich budżetów – przypomina Wójcik.

Nie wyklucza, że niektóre samorządy zdecydują się na maksymalne stawki, ale w jego ocenie każda taka decyzja będzie poprzedzona racjonalną i wnikliwą analizą sytuacji.

– Nie wszystkie branże straciły na koronawirusie, np. kurierska. Są miejsca w kraju, w których lokalne biznesy mają się nawet lepiej niż przed pandemią. Samorządy w większości przypadków są w trudnej sytuacji finansowej i ich strategia podatkowa na przyszły rok będzie uzależniona od wielu czynników. Przy czym to, o ile wzrośnie opodatkowanie, nie będzie zależało od wielkości jednostki, ale od indywidualnej sytuacji na danym terenie. Nie będzie to na pewno prosty podział na duże miasta i mniejsze gminy – uważa Marek Wójcik.

W ocenie Weroniki Nazarkiewicz to nadchodzące miesiące pokażą, w jaki sposób samorządy będą ratować swoje osłabione finanse. Oby się nie okazało, że będziemy w tym uczestniczyć wszyscy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA