fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Szułdrzyński: Wybory w RFN to dla nas lekcja pokory

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Jeśli nie wydarzy się nic niedającego się przewidzieć, postchadecja wygra niedzielne wybory w Niemczech.

A Angela Merkel po 12 latach nieprzerwanych rządów znów zostanie kanclerzem, zapisując się w podręcznikach jako najpotężniejsza kobieta w historii naszego zachodniego sąsiada. Z polskiego punktu widzenia najważniejsze jest jednak to, kto zajmie dalsze miejsca za pierwszą CDU i drugą SPD oraz co z tego będzie wynikać. Czyli m.in., jaka powstanie koalicja i jak silne będą partie skrajne – szczególnie antyimigrancka Alternatywa dla Niemiec.

Dlaczego? Od tego zależeć będzie to, w którą stronę pójdzie czwarty rząd Angeli Merkel. Ale nie tylko. Niemcy po wyborach określą kierunki polityki zagranicznej w najważniejszych sprawach europejskich, które będą miały wpływ na przyszłość nie tylko ich, ale również Polaków.

Najważniejszą sprawą będzie wyznaczenie kierunku rozwoju i funkcjonowania Unii Europejskiej. Z jednej strony to zdanie Merkel, jako najważniejszego przywódcy Europy, będzie wpływało na to, czy rozpocznie się praca nad nowymi traktatami europejskimi, które zmienią architekturę Wspólnoty i jej sposób działania, a mówiąc prościej, na to, czy UE rozpadnie się na Unię dwóch prędkości. Z drugiej strony od jej decyzji będzie zależało, jak w szczegółach będzie dalej funkcjonowała Unia – czy strefa euro będzie się ściślej integrowała, czy nastąpią zmiany w zasadach rozdzielania funduszy strukturalnych. Czy Niemcy zgodzą się realizować plany Emmanuela Macrona, który chciałby pozostawić Polskę na marginesie Wspólnoty, czy też rząd w Berlinie będzie – jak dotąd – starał się, by Polska pozostała w centrum.

Powiedzmy sobie też wprost, że dalsze losy konfliktu Brukseli z Warszawą zależą w dużej mierze od decyzji Angeli Merkel. Już od dawna widać rozdźwięk w podejściu do Polski między szefem Komisji Europejskiej Jeanem-Claude'em Junckerem, który często konsultuje się z niemiecką kanclerz, a prowadzącym polskie sprawy Fransem Timmermansem.

Inną kluczową sferą będą relacje z Rosją. Nie mam wątpliwości, że to, jaki kurs obierze Europa wobec państwa Władimira Putina, w największym stopniu zależy właśnie od tego, jakie trendy wyznaczać będzie polityka niemiecka. Mało co zaś ma tak duży wpływ na bezpieczeństwo naszego kraju, jak to, czy wobec neoimperialnej polityki Moskwy jesteśmy sami (no, może razem z Litwą, Łotwą i Estonią), czy też reszta Unii stoi za nami. To również Merkel będzie miała ostatnie słowo w sprawie powstania niekorzystnego z punktu widzenia naszych interesów gazociągu Nord Stream 2.

A jeśli już o naszym bezpieczeństwie mowa – nie ma dla tej sprawy ważniejszego czynnika niż relacje transatlantyckie. Przy rosnącej w Europie histerii antytrumpowej to od postawy i zręczności Merkel będzie zależało, czy między Europą a USA zapanuje zimna wojna czy też szorstka przyjaźń. W sytuacji, gdy bezpieczeństwo militarne Polski zależy dziś tylko i wyłącznie od Stanów Zjednoczonych, a pomoc amerykańska może w przypadku konfliktu przyjść z terytorium Niemiec, poważne ochłodzenie na linii Waszyngton–Berlin byłoby dla Polski wyjątkowo złą wiadomością.

Rzut oka na ten katalog spraw pokazuje, że choć na co dzień emocjonujemy się polską polityką, są sprawy, które od niej nie zależą, a równocześnie mają fundamentalny wpływ na naszą sytuację i nasze bezpieczeństwo. To lekcja pokory. Płynie z niej też wniosek dla naszej polityki zagranicznej – mamy większe szanse wtedy, jeśli będziemy wykorzystywać geopolityczne wiatry do swoich celów. Nie zawsze można iść pod prąd.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA