fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Co powinnam myśleć o „nielegalnym imigrancie”

Fotorzepa
To miał być odpoczynek od cywilizacji. Kilka dni na plaży w niewielkiej hiszpańskiej wsi. – Musisz odpocząć – powiedzieli mi moi bliscy i namówili na taki wypad. Rzeczywiście wakacje w tym roku upłynęły mi na pisaniu i codzienny horyzont to była przeciwległa ściana, kawałek drzewa za oknem, ekran laptopa i telewizora. Gorący czas w polityce, więc wszystkie artystyczne natchnienia zeszły na drugi plan, bo pokusa śledzenia gorących tematów była zbyt wielka.

Siłą rzeczy moje wakacyjne towarzystwo składało się z polityków wplątanych w większe i mniejsze afery. Codziennie widziałam te same twarze, z makabrycznym grymasem udawanego uśmiechu albo zmęczenia samym sobą, już nie do ukrycia. Właściwie sfera polityczna zamieniła się w kronikę kryminalną na poziomie szarej strefy. Z drugiej strony inny temat – naprawdę gorący, coraz więcej wiadomości o wichurach, suszach, pożarach i wymierających gatunkach zwierząt. Jeden przycisk i znowu zbliżenie twarzy skompromitowanego polityka. Rodzaje bodźców i ich waga tak różna, że obezwładnia.

A może rzeczywiście wyjechać? Bez laptopa, jak najdalej od mediów? Zobaczyć wszystko w innej skali, napatrzyć się na fale, na skały w otwartej przestrzeni? Lecę. Mam miejsce przy oknie samolotu. Większość pasażerów tak jak ja patrzy w okno. – Sucho – słyszę z tylnego fotela. – Sucho – potwierdza ktoś inny. Cieszę się, że to słyszę, bo mogłabym swoje wrażenia uznać za przesadę. A je...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA