Reklama

Maciejewski: Kwietna Wniebowzięta

Czy Nieskalana może mieć brudne stopy? Wniebowzięta wyglądać, jakby właśnie wydała z siebie ostatnie tchnienie? To kiedy mają zabrzmieć anielskie trąby, pojawić się obłok i unieść Ją w przestworza? I w którym momencie ceremonii nastąpi obmycie tych nieszczęśliwie umorusanych stóp? Ostatecznie płótno Caravaggia obrazujące śmierć Matki Bożej usunięto z jednego z rzymskich kościołów, zastępując je – pod każdym względem – czystszym przedstawieniem tej prawdy wiary. Ale problemu z wniebowzięciem się w ten sposób nie rozwiąże. A warto, bo jest ono jak klamra spinająca całą dotychczasową historię chrześcijaństwa.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Maciejewski: Kwietna Wniebowzięta

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Reklama
Reklama
Reklama

Z jednej strony było w niej od samego początku. Już w pierwszych wiekach wierzono, że Maryja została wzięta do nieba dosłownie, razem z ciałem. Było to pierwsze „Jej" święto. Dlatego też katolicy zdążyli podzielić się tym przekonaniem (czego nie można powiedzieć o kilku innych tyczących się Matki Jezusa) z prawosławnymi. Którzy swoją drogą ze sprawy wybrnęli kompromisowo, o wniebowzięciu wyrażając się per „zaśnięcie". Ale jest to też jednocześnie ostatni z ogłoszonych dotychczas przez Rzym dogmatów. Dopiero Pius XII w 1950 r. zobowiązał wszystkich katolików do tego, by weń uwierzyli. Coś najbardziej intuicyjnego okazało się najtrudniejsze do wypowiedzenia oficjalnie i wprost.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama