fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Donald Trump a słabości Zachodu

rp.pl
Było coś niezwykłego w tym, jak na warszawskim pl. Krasińskich prezydent Donald Trump, znany dotąd z roli kontrowersyjnego miliardera i nieunikającego skandali celebryty, przedstawił się jako przywódca mocarstwa, które ma bronić tradycyjnych wartości Zachodu. Zamiast uciekać w lewicowo-liberalną nowomowę, zaprezentował wizję zderzenia cywilizacji, którą równie dobrze mógłby przedstawić papież.

Trump, mówiąc o Polsce jako o sercu Europy, bardzo mocno podkreślił duchową siłę Zachodu. Cywilizacja zachodnia to nie tylko dobrobyt, wzrost gospodarczy czy emancypacja kolejnych grup. Kreśląc historię Polski, przypominał jej duchowych przywódców, ojców jej tożsamości. Nie przez przypadek wymienił Kopernika, Chopina, Jana Pawła II.

Jaka jest ta tożsamość? Opiera się na wolności indywidualnej, rodzinie, tradycji i religii.

„Nagradzamy błyskotliwe talenty, dążymy do doskonałości i uwielbiamy inspirujące dzieła sztuki, które oddają cześć Bogu. Cenimy praworządność i bronimy prawa do wolności słowa. Wspieramy kobiety – filary naszego społeczeństwa i sukcesu. A w sercu naszego życia stawiamy wiarę i rodzinę, a nie władzę i biurokrację. Wszystko poddajemy debacie i kwestionujemy. Chcemy poznać wszystko, żeby lepiej poznać siebie. I przede wszystkim doceniamy godność życia każdej ludzkiej istoty, bronimy praw każdego człowieka i podzielamy nadzieję na życie w wolności, tkwiącą w każdej ludzkiej duszy. Tacy właśnie jesteśmy" – mówił Donald Trump, pokazując podobieństwa między Polakami a Amerykanami.

I podkreślał: „Na nic zdadzą się największe gospodarki świata i broń największego rażenia, jeśli zabraknie silnej rodziny i solidnego systemu wartości. Tych, którzy zapomnieli o ich kluczowym znaczeniu, zachęcam do odwiedzenia kraju, który nigdy o nich nie zapomniał – niech przyjadą do Polski".

Polska nie jest więc wyrzutkiem, młodszym bratem, ale świadkiem wartości Zachodu. W Polsce wciąż żywe są te wartości, które są fundamentem naszej cywilizacji. Pomijając fakt, że to słowa miłe dla polskiego ucha, stanowią one bardzo twardą deklarację dotyczącą tego, czym są największe wartości zachodniej cywilizacji, o które trzeba dziś walczyć.

Z kim? To najciekawsze pytanie, które pojawia się po wysłuchaniu przemówienia Trumpa. Wprost wymienił on dżihadystów, którzy za pomocą terroru usiłują zniszczyć naszą cywilizację. Ale czyż innym – niewymienionym z nazwy – wrogiem nie jest słabość Zachodu, która sprawia, że staje się on wrażliwy na ataki terrorystów? Czy tym wrogiem nie jest uległość wobec tych, którzy chcą na jej gruzach zbudować inny świat, co tak dobrze opisał Michel Houellebecq?

Jedną z pierwszych decyzji, które podjął Trump po przejęciu władzy, było zakazanie finansowania z publicznych pieniędzy organizacji aborcyjnych. Czyż więc wrogiem Zachodu jest to, co św. Jan Paweł II nazwał cywilizacją śmierci? Czyżby więc prezydent USA stawał na czele nie tylko koalicji obrony cywilizacji Zachodu, ale wręcz chrześcijańskiej kontrrewolucji?

Wszystkie duże ruchy, które zmieniały historię, prócz nośnej ideologii miały swoich liderów. I tu powstaje pytanie najważniejsze. Czy Trump nadaje się do takiej roli? Nim wystartował w wyborach na prezydenta USA, nie był wzorem konserwatywnych cnót. Stare powiedzenie głosi, że drogowskaz wcale nie musi iść w kierunku, który wskazuje. Czy będzie jednak wiarygodny? Drugim problemem są jego niejasne związki z Rosją. Trudno będzie budować front obrony zachodnich wartości z kimś, kto jest oskarżany o bliskie związki z reżimem, który z wolnością indywidualną niewiele ma wspólnego.

Te pytania pokazują, że wojna cywilizacji będzie ciekawsza, niż mogłoby się to jeszcze niedawno wydawać.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA