Reklama

„Księżycowy pył”: Zagrzebani w pyle

Jak poradzą sobie turyści na Księżycu, kiedy nie mogą wołać o pomoc…?
„Księżycowy pył”, Arthur C. Clarke, wyd. Rebis

„Księżycowy pył”, Arthur C. Clarke, wyd. Rebis

Foto: mat.pras.

Podobno człon lądujący Apollo 11 tuż nad powierzchnią Księżyca wysunął z łap cztery szpikulce, których zadaniem było namacać twardy grunt poprzez warstwę pyłu. W ten sposób Armstrong z Aldrinem mieli się uchronić przed zapadnięciem w pył księżycowy, w którego istnienie wierzono jeszcze na początku lat 60. XX wieku.

W wydanej u nas niedawno powieści Arthura C. Clarke’a „Księżycowy pył” z 1963 r. fenomen ten potraktowany został całkiem serio. Na Księżycu, w fikcyjnym Morzu Pragnienia, pył ów wypełnił spore zagłębienie, a właściwości ma takie, że można po nim ślizgać się jak po wodzie. Czytelnik świadkuje rejsowi wycieczkowemu liniowca „Selene” z turystami na pokładzie. Wskutek katastrofy tektonicznej „Selene” zapada się w ów pył na głębokość 15 metrów, co wystarczy, by zniknąć bez śladu. Naelektryzowany pył odcina fale radiowe oraz izoluje cieplnie; turyści zostają uwięzieni z ograniczoną ilością tlenu i bez możliwości wołania o ratunek.

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama