fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lennon, Harrison, Marley. Dlaczego dzieciom gwiazd nie zawsze się udaje

Wojciech Waglewski i jego syn Fisz, który wybił się na niezależną karierę w innym gatunku niż ojciec
EAST NEWS
Bycie dzieckiem swoich rodziców w show-biznesie to przekleństwo, które oznacza życie w cieniu. Kluczem do sukcesu jest „bunt kwiatu przeciwko korzeniom". Własną drogą poszli Fisz i Emade, synowie Wojciecha Waglewskiego. I czują się bardziej usatysfakcjonowani niż dzieci Beatlesów czy Leonarda Cohena.

Światowe media poinformowały, że letnie tournée Electric Light Orchestra pod kierunkiem Jeffa Lynne'a, na które złoży się dwadzieścia koncertów w największych halach Ameryki, otwierać będzie Dhani Harrison. W takich sytuacjach uwaga typu „syn swego ojca" nie jest bynajmniej złośliwa, bo trudno sobie wyobrazić, by tak duża gwiazda jak ELO zdecydowała się zaprosić Dhaniego, gdyby nie znajomość jego ojca z Lynne'em.

Hej Jules

Prawdą jest, że Dhani i Jeff wcześniej współpracowali, ale to też była okazja związana z ojcem. Lynne pomagał dokończyć Harrisonowi pośmiertny album George'a, który był jedynie naszkicowany i wymagał wiele pracy. Tak po śmierci Beatlesa w 2002 roku powstała płyta „Brainwashed". Jednocześnie trudno się dziwić, że Lynne, który śpiewał z Harrisonem w supergrupie Travelling Wilburys oraz pomagał mu w nagraniu solowych płyt, a także produkował premierowe nagrania The Beatles z albumu „Anthology", zdecydował się w trudnym czasie wspomóc syna przy...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA