Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Otwarcie Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu na Ukrainie (2004 r.)
Idę ulicą, mijam dwie młode kobiety: rozmawiają po ukraińsku. Po drodze wpadam do marketu – ekspedientka przy kasie, podając mi cenę, mówi z wyraźnym wschodnim akcentem. Na plakietce wypisano imię: „Oksana". Wreszcie docieram do mieszkania zaprzyjaźnionego małżeństwa. Gospodyni sama podaje do stołu, jej ukraińska pomoc domowa ma dzisiaj wolne. Umawiamy się na wieczorny koncert zespołu z Kijowa.
Do podobnych scen zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Informacje o tym, że dwa, a nawet trzy miliony obywateli Ukrainy mieszka w Polsce i zarabia tu na życie, przestały na nas robić wrażenie. Polacy, jeszcze niedawno ekscytujący się perspektywą 7 tysięcy uchodźców z Syrii, z dziwnym spokojem przyjęli do wiadomości ten istny zalew sąsiadów ze wschodu. Bo on nam w niczym nie przeszkadza. Nie słychać o narodowościowych ekscesach, nawet najbardziej jadowici z narodowców jakoś nie wzywają do oczyszczenia polskiej ziemi z obcego nalotu. Obcego? Przecież jesteśmy dziwnie do siebie podobni. Może to jest właśnie przyczyną postępującej cicho, lecz skutecznie, zmiany naszego wspólnotowego paradygmatu? Jesteśmy państwem jednonarodowym – wmawiano nam od 1945 r. z wyraźną ulgą. Dziś to stwierdzenie jest już nieaktualne.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: