fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Walonki po hiszpańsku

materiały prasowe
Powiedzcie im, aby przestali kłamać – z taką prośbą amerykańskie wolontariuszki zwróciły się do opiekunów kilkusetosobowej grupy Polaków, która jesienią 1943 r. dotarła do portu w Los Angeles. Wcześniej próbowały przesłuchiwać uchodźców, ale gdy ci opowiadali, co przeżyli w ZSRR od chwili wywiezienia z Polski, nie mogły uwierzyć, że niewinni ludzie mogli być tak nieludzko traktowani. „Kilka dni zajęło, zanim Amerykanki pojęły rozmiar tragedii (...), a przesłuchania łagodniały, zamieniając się w rozmowę, pełną szczerej delikatności" – wspominał Władysław Rattinger Wysocki, który był jednym z kierowników polskiej grupy w drodze z ZSRR przez Bliski Wschód i Indie.

Jako specjalista od łączności został zmobilizowany w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. Trafił do niemieckiej niewoli, z której uciekł i dotarł do rodzinnego Lwowa. Po 17 września działał w ruchu oporu, nosił paszporty dyplomatyczne przez granicę z Rumunią. Aresztowany przez Rosjan i skatowany w więzieniu trafił do łagrów. Kopał kanały, budował baraki, był felczerem... Po zwolnieniu latem 1942 r. przedostał się do armii Andersa. Na polecenie dowództwa poszukiwał polskich sierot w Uzbekistanie i Kazachstanie. Z jedną z takich grup dotarł przez USA do Meksyku, gdzie po wojnie pozostał.

Dopiero po pół wieku dał się namówić dzieciom na wojenne wspomnienia, które zostały spisane i wydane po hiszpańsku. Warto to mieć w pamięci, czytając polski przekład, który niedawno ukazał się przy wsparciu Ambasady RP w Meksyku. Bo choć tłumacz pominął niektóre fragmenty z oryginału, wielu polskich czytelników i tak czasami może łapać się na myśli: przecież to oczywiste, co się stało w Katyniu, jak wygląda życie w łagrze, czy do czego służą onuce lub walonki, więc po co to dokładnie opisywać? Tak, to jasne dla nas, żyjących nad Wisłą, z „Innym światem" Herlinga-Grudzińskiego i dziesiątkami wojennych wspomnień w księgarniach. Tymczasem Rattinger Wysocki próbował przybliżyć tamten świat nie tylko często niemówiącym już po polsku dzieciom i wnukom wojennych tułaczy, lecz także rodowitym Meksykanom.

Opowiada prostym, pełnym emocji, czasem bardzo naturalistycznym językiem. Niektóre obrazy mocno zapadają w pamięć. Ze Lwowa – gdy jako anonimowy kierowca ciężarówki, zmuszony do uczestnictwa w akcji aresztowania Polaków, podjechał pod rodzinny dom i usłyszał, że Sowieci wyczytują... jego nazwisko. Z Charkowa – gdy jako jeden z 2 tys. duszących się w fetorze więźniów był przetrzymywany w dawnej cerkwi, w której latrynę urządzono na ołtarzu. Z Moskwy – gdzie wraz z innymi skazanymi był przez kilka dni wyzywany i opluwany jako „wróg ludu" przez niekończące się „kolumny dzieci, dorosłych, cywilów i wojskowych".

Pokazuje też heroiczną walkę o godność – fińskich jeńców potrafiących się okaleczyć, byle nie pracować dla znienawidzonych komunistów, czy polskiego żołnierza, który mimo szykan bronił wojskowego płaszcza z guzikami z orzełkiem, a po zwolnieniu z obozu „cieszył się szacunkiem Sowietów za wierność i oddanie swojej ojczyźnie".

Tęsknota, samotność, gasnąca nadzieja, ale też ratunek, ocalenie, czasem graniczące z cudem odnalezienie bliskich... Rattinger Wysocki daje przejmujące, uniwersalne świadectwo. Stara się, by polska historia była przyjmowana ze zrozumieniem, a nie z niedowierzaniem. Czy mu się udało? Odpowiedzieć mogą meksykańscy czytelnicy, którym – już jako Ladislao – zadedykował swoją książkę.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA