fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

AC/DC. Dinozaury rocka jeszcze walczą

Angus Young w londyńskim Hammersmith Odeon w listopadzie 1979 r. po wydaniu przełomowej płyty „Highway To Hell”
David Corio/Redferns
Angus Young przypomina chłopca z blaszanym bębenkiem z książki Güntera Grassa: nie chce żyć w świecie dorosłych. Po śmierci brata Malcolma, wodza szkockiego klanu Youngów, zastąpił go jednak i nagrał album „Power Up".

Metr pięćdziesiąt siedem, podkolanówki, krótkie spodenki, gimnazjalna marynarka – czarna bądź w wiśniowym kolorze, krawat, na głowie czapeczka, najczęściej z symbolem „A", czasami z rogami – tak prezentuje się autor najgłośniejszej premiery roku, czyli albumu „Power Up", Angus Young, lider AC/DC.

Na jego kieszonkowe złożyło się m.in. ponad pół miliarda dolarów brutto za „Black Ice Tour", które obejrzało 5 mln fanów na całym świecie. Cudowne dziecko rock and rolla obchodziło 31 marca urodziny. Jak zwykle było grzeczne. Zresztą zawsze stroniło od alkoholu, z napojów preferując mleczne koktajle i dobrą herbatę.

Gdyby nie pandemia, kilka wieczorów z bieżącego tygodnia Angus spędzałby z pewnością na mierzącej zazwyczaj 1500 metrów kwadratowych scenie, z kilkudziesięciometrowym wybiegiem i podnośnikiem hydraulicznym. Wyniósłby go w powietrze podczas grania solówki w trwającym 17 minut „Let There Be Rock". Co dobrze pokazuje DVD „Live At River Pl...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA