fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Dziewięcioro dzieci i ksiądz

Cmentarz Powązkowski w Warszawie
AdobeStock
Szli po mieście i Aleksandrowi Aleksandrowiczowi zachciało się siusiu. – Przepraszam najmocniej, gdzie tu mogę się wysikać? – spytał skonfundowany. – Pan? Pan wszędzie – odpowiedział mu Iwaszkiewicz. Aleksander Fadiejew, szef związku sowieckich pisarzy, główny stalinista literatury, rzeczywiście mógł w Warszawie pozwolić sobie na wszystko. Nie wiedziałem o nim zbyt wiele, właściwie poza tą anegdotą chyba nic, kiedy włócząc się po Nowodziewiczym trafiłem przypadkiem na jego grób.

Bo ja, przyznać to muszę, uwielbiam cmentarze. Łażąc po górach, zbaczałem do wsi i zatapiałem się w wiejskich cmentarzykach, ot, choćby w Bartnem. Byłem tam teraz, nie do poznania, niestety. To wcale nie tak, że uwielbiałem nekropolie od zawsze, ale kiedy i gdzie się to zaczęło? To chyba niemożliwe, żeby to była Moskwa, chociaż kto wie, może właśnie tam? Na samym początku lat 90. jeździłem tam co roku i Nowodziewiczy czy Wagańkowski były stałymi punktami programu.

Zaczęło się od tego drugiego, gdzie poszedłem obejrzeć mogiły Okudżawy (zwyczajny, wielki kamień) i Wysockiego (z nieco groteskowym pomnikiem). Pod mogiłą Wołodii zawsze leżą świeże kwiaty i flaszki po wódce, bo któż by nie chciał się z nim napić. Rosjanie mają zresztą tragikomiczną predylekcję do dosłownych pomników, nic dziwnego, że Lew Jaszyn jest na własnym grobie w krótkich gaciach, ale za to z piłką.

Zupełnie w innym stylu jest minimalistyczny katolicki gró...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA