fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Zadyszka Piasta

Paweł Jaroszyński (z prawej) przeciwko Piastowi strzelił swoją debiutancką bramkę w ekstraklasie. Na zdjęciu z Marcinem Pietrowskim
PAP, Andrzej Grygiel
Meczem kolejki było remisowe spotkanie Piasta z Cracovią, a nie klasyk, czyli Wisła – Legia.

Piast do meczu przystępował po laniu, jakie w środku tygodnia dostał od Górnika Zabrze. Po porażce 2:5 pojawiły się już głosy, że stało się to, co wieszczono od początku sezonu: Piast w końcu złapał zadyszkę i teraz już zacznie gubić punkty, by w końcu wrócić na swoje miejsce, czyli w okolice środka tabeli.

Zwracano też uwagę na to, że ekipa Radoslava Latala po raz pierwszy w tym sezonie została zmuszona do gry co trzy dni. I właśnie teraz się okaże, czy zawodnicy Piasta, który ma dość wąską kadrę, wytrzymają takie tempo. Latal co prawda posłał na boisko w tym sezonie aż 26 zawodników, ale aż sześciu z nich wystąpiło tylko raz (w przegranym meczu o Puchar Polski ze Stalą Stalowa Wola) i na dobrą sprawę czeski trener porusza się w kręgu zaledwie 16 nazwisk.

Zabawy Bońka

W Cracovii z kolei zmartwienia były innego rodzaju. Po wygranych derbach piłkarze poszli uczcić zwycięstwo w klubie nocnym. Impreza źle się skończyła dla 19-letniego odkrycia sezonu i nadziei reprezentacji Polski Bartosza Kapustki, który został pobity. Nie wiadomo, co się stało naprawdę, trener Jacek Zieliński na konferencji prasowej tłumaczył, że Kapustka ma lekki uraz.

Z okazji, by powiedzieć coś mądrego, znów nie skorzystał Zbigniew Boniek, który bardzo nieodpowiedzialnie korzysta ze swojego konta na Twitterze. Prezes PZPN napisał – oczywiście w formie żartu – jakoby Kapustka miał zostać pobity za to, że nie chce przedłużyć umowy z menedżerem piłkarskim Cezarym Kucharskim (jest on jednym z największych adwersarzy Bońka).

Boniek cały czas nie rozumie, że wpisy zamieszcza jako prezes związku, a nie były piłkarz, i że podobnymi kiepskimi żartami na dłuższą metę robi krzywdę i sobie, i PZPN. Ciekawe, czy Kucharski skieruje sprawę do sądu?

Kapustka faktycznie kontraktu z nim przedłużyć nie chce i nie przedłuży. Osobną kwestią jest to, czy 19-latek powinien w środku tygodnia, kilka dni przed meczem z liderem przebywać w dyskotece.

Cracovia bez Kapustki na boisku lidera zdołała jednak wywalczyć remis 2:2. I tak naprawdę to goście byli bliżej zwycięstwa. Piast strzelał nieco przypadkowe bramki: najpierw wyręczył napastników lidera obrońca gości Bartosz Rymaniak, a później, już w drugiej połowie, Martin Nespor trafił w sytuacji, gdy wszyscy byli przekonani, że jest na pozycji spalonej (nie był).

Defensywa Urbana

W drugiej połowie widać było, że oba zespoły nie są fizycznie przygotowane do rywalizacji co trzy dni, ale to jednak Cracovia tworzyła sytuacje bramkowe.

Dla Piasta był to pierwszy z trzech meczów prawdy, jakie mu zostały do końca roku. Za tydzień piłkarze Latala zagrają z Legią przy Łazienkowskiej, a na koniec czeka ich jeszcze wizyta będącego na fali wznoszącej Lecha. Może się okazać, że ogromna jeszcze do niedawna przewaga Piasta nad drugą w tabeli Legią (10 punktów) stopnieje w tempie wyjątkowo szybkim.

Legia pojechała do Krakowa na mecz z Wisłą z oczekiwaniami, że stratę do Piasta zmniejszy. W drużynie prowadzonej tymczasowo przez Marcina Broniszewskiego nie mógł przecież zagrać z powodu kontuzji Paweł Brożek, za czerwoną kartkę pauzował Maciej Sadlok. Na ławce rezerwowych Wisły zasiedli niemal sami juniorzy. Gdy po 20 minutach gry kontuzji doznał Boban Jović w jego miejsce musiał wejść 19-letni Jakub Bartosz – dla którego był to drugi mecz w lidze.

Po raz kolejny okazało się, że w ekstraklasie czasem ważniejsze od tego co kto umie, jest to, komu się bardziej chce. Chciało się bardziej Wiśle, ale to Legia ma Nemanję Nikolicia, który pięć minut przed końcem zdobył pierwszego gola.

Lech, pokonując na wyjeździe Koronę Kielce 1:0, wygrał piąty mecz w ekstraklasie z rzędu. Jedynego gola zdobył niezawodny Kaspar Hamalainen, któremu w grudniu kończy się kontrakt i niemal na pewno Fina w kolejnej rundzie w Poznaniu zabraknie. Hamalainen twierdzi, że decyduje o tym sytuacja rodzinna. Coraz głośniej o tym, że ofensywny pomocnik wróci do Skandynawii – ponoć znajduje się wysoko na liście życzeń Broendby Kopenhaga.

Po raz kolejny Lech Jana Urbana rozegrał mecz według sprawdzonej recepty. Uważnie w obronie i do bólu skutecznie w ataku. To właśnie poprawa gry defensywnej całego zespołu, nie tylko linii obrony, jest najbardziej widoczną zmianą (oprócz wyników), jaka nastąpiła po przyjściu Urbana. W 11 meczach ligowych pod wodzą Macieja Skorży mistrz Polski stracił 19 bramek. W ośmiu spotkaniach z Urbanem w roli głównodowodzącego zaledwie cztery.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA