fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Dziesięć razy Messi

Leo Messi przez 15 lat gry w Barcelonie strzelił już 600 goli. Dwa ostatnie w pierwszym meczu z Liverpoolem
AFP
Liverpool, by zagrać w finale, musi dziś odrobić trzy bramki straty. Historia zna takie przypadki. Ale jak pokonać Barcelonę bez dwóch kontuzjowanych napastników?

– Jeśli awansują, będzie to ich największy powrót – mówi Kenny Dalglish, były piłkarz i trener Liverpoolu, ostatni człowiek, który sięgnął z drużyną po mistrzostwo Anglii (1990). Zespół z Anfield już raz zadziwił świat – w 2005 roku, gdy przegrywając do przerwy 0:3 z Milanem w finale Ligi Mistrzów, doprowadził do dogrywki, a później zwyciężył w rzutach karnych. Swój wielki wieczór w Stambule miał Jerzy Dudek.

Do niedawna Milan dzierżył też inny niechlubny rekord. W sezonie 2003/2004, w ćwierćfinale roztrwonił w La Coruni trzy gole zaliczki. To jednak drobiazg w porównaniu z tym, co dwa lata temu zrobiło PSG. Po zwycięstwie 4:0 nad Barceloną pojechało na Camp Nou pewne swego i zostało upokorzone (1:6). – Nigdy nie słyszałem takiego hałasu – nie ukrywał Sergi Roberto, który w piątej minucie doliczonego czasu zdobył bramkę na wagę awansu do ćwierćfinału.

Bez Salaha i Firmino

Rok później to samo mogli powiedzieć piłkarze Romy.

– Nikt w nas nie wierzył, a my dokonaliśmy czegoś nieprawdopodobnego, szalonego, sam nie wiem, jak to opisać – cieszył się Edin Džeko. Rzymianie przegrali pierwsze spotkanie na Camp Nou 1:4, ale w rewanżu rozbili Barcę 3:0 i dostali się do półfinału.

– Nie możemy sobie pozwolić na chwile rozluźnienia. Widzieliśmy grę Liverpoolu i tempo, jakie utrzymują na swoim stadionie – ostrzega trener Barcelony Ernesto Valverde. Wtorkowy wieczór na Anfield pokaże, czy jego zawodnicy wyciągnęli z tej bolesnej lekcji wnioski. Jordi Alba przyznał, że po wygranej z Liverpoolem w szatni nie było euforii.

W tym sezonie drużyna Juergena Kloppa strzeliła co najmniej trzy gole w aż 20 meczach. Ale w rewanżu z Barcą będzie musiała radzić sobie nie tylko bez Roberto Firmino, ale i bez Mohameda Salaha, który w ligowym spotkaniu z Newcastle zderzył się z bramkarzem rywali i doznał wstrząsu mózgu.

Egipcjanin został zniesiony z boiska na noszach, nie pamiętał całej sytuacji. I choć nie trafił do szpitala, końcówkę meczu oglądał w szatni przed telewizorem, a Klopp przekonywał, że czuje się nieźle, lekarze nie wyrazili zgody, by już we wtorek wyszedł na boisko.

Salah i Firmino w tym sezonie zdobyli do spółki 42 ze 107 bramek dla Liverpoolu. Klopp zdaje sobie sprawę z powagi zadania, jakie czego jego piłkarzy, ale zapewnia, że broni nie złożą. – Niezależnie od tego, co się stanie, będę z nich dumny – zaznacza trener, podkreślając, że przed tygodniem rozegrali świetne spotkanie. Zabrakło tylko skuteczności.

Strzelić cztery gole w rewanżu to jedno, zachować czyste konto – drugie. Zwłaszcza gdy naprzeciw staje Leo Messi. Kłopoty z upilnowaniem go miał nawet Virgil van Dijk, być może najlepszy, a bez wątpienia najdroższy obrońca świata.

Papież futbolu

Genialnemu Argentyńczykowi, który dwiema bramkami przybliżył Barcelonę do pierwszego od 2015 roku finału Champions League, okładkę poświęcił nawet madrycki „AS", tytułując go papieżem futbolu. Prezes klubu Josep Maria Bartomeu w rozmowie z „Guardianem" stwierdził, że Złota Piłka to za mało, by docenić jego kunszt, gdyż gra on w innym wymiarze i powinien mieć własną kategorię. I zapowiedział, że na nowym Camp Nou stanie dziesięć posągów Messiego,

Argentyńczyk, tak jak Luis Suárez, Gerard Piqué czy Marc-André ter Stegen, w weekend odpoczywał. Valverde mógł w przegranym meczu z Celtą (0:2) wystawić rezerwowych, bo Katalończycy już wcześniej obronili tytuł.

Klopp takiego komfortu nie miał. Liverpool nie mógł sobie pozwolić na stratę punktów. Wciąż walczy o mistrzostwo Anglii. Wszystko rozstrzygnie się w ostatniej kolejce w niedzielne popołudnie. Granica między sukcesem a porażką jest bardzo cienka. Gdyby Liverpool został z pustymi rękami, byłby chyba najpiękniej grającym zespołem, który zakończył sezon bez trofeum.

LIGA MISTRZÓW – REWANŻE 1/2 FINAŁU

Wtorek

Liverpool – Barcelona (21.00, Polsat Sport Premium 1); pierwszy mecz 0:3

Środa

Ajax – Tottenham (21.00, TVP 1, TVP Sport, Polsat Sport Premium 1); pierwszy mecz 1:0

MANCHESTER UNITED BEZ LIGI MISTRZÓW

Już na kolejkę przed końcem sezonu w Anglii kibice Czerwonych Diabłów wiedzą, że w przyszłorocznej Lidze Mistrzów ich klubu zabraknie.

A przecież Jose Mourinho został zwolniony w grudniu właśnie dlatego, że Manchester United znajdował się poza czołową czwórką (z Premier League cztery zespoły awansują bezpośrednio do LM).

Ole Gunnar Solskjaer, który objął zespół jako trener tymczasowy, miał imponujący początek. Wygrał kolejnych osiem spotkań, czego przed nim nie dokonał nawet sir Alex Ferguson, do którego na każdym kroku Norweg się odwoływał.

Dziś wygląda jednak na to, że nie wystarczyło usunąć toksycznego Portugalczyka, bo gdy efekt nowości się skończył, kresu dobiegła też bajka o reinkarnacji Fergusona w osobie Solskjaera.

Norweg przejmował United od Mourinho na szóstym miejscu i na szóstym miejscu rozgrywki skończy. Pod koniec marca podpisał umowę i z trenera tymczasowego stał się pełnoprawnym szkoleniowcem. Od tamtej pory jego drużyna przegrała pięć razy i dwa mecze zremisowała, m.in. z Huddersfield 1:1. Ten ostatni rezultat oznaczał, że straciła szansę na zajęcie miejsca w czołowej czwórce.

Ferguson odszedł w 2013 roku i od tamtej pory tylko w dwóch sezonach Manchester United zajmował miejsce gwarantujące grę w Lidze Mistrzów.

Mimo to klub nie narzeka na finanse. Wciąż jest świetnie funkcjonującym biznesem. W styczniu co prawda spadł z pierwszego na trzecie miejsce na liście najbogatszych klubów świata według Deloitte (za Real i Barcelonę), ale przychód roczny w wysokości 590 milionów funtów robi wrażenie.

I tylko kibicom żal, że Czerwone Diabły już tak się rozwinęły, że nie potrzebują Ligi Mistrzów.

—żzny

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA