fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Marek Domagalski: Kto pokieruje SN w nowej kadencji po 30 kwietnia 2020 r.

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Odżywa temat następcy prezes Małgorzaty Gersdorf na stanowisku I prezesa SN. Czy "stara" większość może zablokować wybór nowego prezesa lub utrzyma np. prof. Gersdorf na drugą kadencję?

Formalnie jest to możliwe, praktycznie raczej nie. Wszystko wskazuje, że prezydent mianuje pierwszego prezesa z kandydatów nowych sędziów mimo, że nadal są w mniejszości. A gdyby wybór się nie powiódł wyznaczy tymczasowo kierującego SN.

Wśród kilku noweli naprawczych, w tym noweli przywracającej sędziów z przymusowego stanu spoczynku, pisowska większość dopracowała się przepisów, które umożliwią spokojne przejmowane kontroli nad SN przez nowych sędziów, co jednak wymagało czasu.

Kalendarz jest jednak nieubłagany, sześcioletnia kadencja prof. Małgorzaty Gersdorf upływa 30 kwietnia 2020 r. Zgodnie z art. 12 ustawy o SN zgromadzenie ogólne sędziów SN, wybiera spośród siebie pięciu kandydatów na stanowisko pierwszego prezesa SN nie później niż na 6 tygodni przed upływem kadencji, a więc winni to zrobić do połowy marca.

Do podjęcia takiej uchwały wymagana jest obecność co najmniej 2/3 liczby sędziów każdej z izb, a jeżeli by zabrakło kworum, na kolejnym posiedzeniu wymagana jest obecność co najmniej 3/5 liczby sędziów SN. Dodajmy, że każdy sędzia może oddać tylko jeden głos, a głosowanie jest tajne.

Obecnie w SN jest 101 sędziów, w tym 64 starych i 37 nowych, ale za chwilę liczba nowych zwiększy się o kilku bo KRS już wybrało kandydatów, a do marca może dojść kilkunastu. Wciąż trwa nabór, gdyż docelowo SN ma liczyć 125 sędziów. Z drugiej strony mniej więcej każdego miesiąca jeden sędzia odchodzi w stan spoczynku. Proporcje te będą wyglądać więc z grubsza: 60 - starych sędziów; 45-55 - nowych.

Czy sędziów w SN będzie 105 czy 115 wśród kandydatów z łatwością znajdzie się przedstawiciel nowych sędziów, wystarczy, że otrzyma 1/5 głosów, i reszta należy do prezydenta.

Nikt nie zmusi jednak sędziego SN do uczestniczenia w zgromadzeniu wyborczym, choć to jego obowiązek. Ale gremialny bojkot przez starych sędziów raczej wykluczam, tym bardziej, że ani wyrok TSUE, ani ostatni wyrok trójki z Izby Pracy, tak radykalnie nie zakwestionował nowych sędziów. Być może w tej czy innej głowie rodzi się jednak pokusa by zablokować wybór I prezesa na nową kadencję i poczekać na ewentualną zmianę prezydenta?

Byłaby to raczej karkołomna koncepcja. Po pierwsze wymagałaby solidarnego złamania prawa przez tych sędziów, w każdym razie narażenia się na taki zarzut. Po drugie kadencja prezydenta niezależnie od wyniku wyborów kończy się w sierpniu 2020 r., a do tego czasu proporcje w SN zwiększą się jeszcze bardziej na korzyść nowych sędziów. Nie jest zresztą wykluczone zwiększenie przez prezydenta liczby sędziów SN, który już to czynił.

W tym czasie od 1 maja 2020 r. SN kierowałby wskazany przez prezydenta sędzia SN, jak stanowi art. 111 § 4 ustawy o SN, który ma uprawnienia prezesa.

I prezes SN nie dyryguje SN, ale koordynuje jego pracę, co może mieć duże znaczenie przy wytyczaniu linii orzeczniczej po wyroku Luksemburga. Kieruje też całą biurokracją SN i reprezentuje go na zewnątrz. Podobnie jak odejście prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego kończyło okres najostrzejszego sporu w Trybunale, tak może być też w SN 30 kwietnia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA