fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Błażej Kmieciak: Paradoks w aborcji

Obecna dyskusja dotycząca modyfikacji krajowych przepisów odnoszących się do legalnych aspektów przerwania ciąży, musi zostać uzupełniona o kilka kluczowych uwag wskazujących na luki oraz paradoksy aktualnie obowiązujących rozstrzygnięć ustawowych.

Zagrożone życie

Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala w art. 4a pkt 1 na dokonanie aborcji w przypadku, w którym „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej". Pierwsza część przywołanego w tym miejscu przepisu odnosi się do szczególnej sytuacji, w której zgodnie z wiedzą medyczną istnieje pewność, iż dalsze trwanie ciąży w sposób bezpośredni prowadzić może do stanu zagrożenia życia kobiety w ciąży. Dokładna analiza drugiej części wspomnianego unormowania (dotycząca zdrowia ciężarnej) prowadzi jednak do pojawienia się interesujących refleksji. Literalne stosowanie cytowanego przepisu powoduje, iż dostrzec można pojawienie się paradoksalnego wniosku, zgodnie z którym: każda ciąża potencjalnie może być przerwana z racji na pojawienie się samej ciąży.

Podobny, wydawałoby się sprzeczny pogląd w pełni ukazuje niespójny oraz wadliwy charakter obecnych przepisów dotyczących legalnych aspektów przerwania ciąży. Warto bowiem pamiętać, że prenatalny okres oczekiwania na narodzenie się dziecka, nieuchronnie wiąże się z pojawieniem się u kobiety objawów, bezpośrednio (często negatywnie) wpływających na jej stan zdrowia fizycznego i psychicznego. Objawy te to np.: senność, bóle mięśni, skurcze, stany obniżonego nastroju, czasowe problemy nefrologiczne, niebezpieczeństwo wystąpienia zakrzepów żył spowodowanych długotrwałym przyjmowaniem pozycji leżącej, m. n. wymaganej z racji na problemy z donoszeniem ciąży cukrzyca ciążowa, wymuszająca nagłą zmianę nawyków żywieniowych itd.

Podobne stany są niejednokrotnie elementem towarzyszącym ciąży. Wprost powiązane są one z dynamicznymi zmianami obserwowanymi w kobiecym ciele, niejako przygotowującym się na rozwój dziecka w fazie prenatalnej. W praktyce jednak podobne, naturalne objawy, mogą zostać uznane za niepokojące symptomy prowadzące do niebezpieczeństwa utraty zdrowia przez daną kobietę.

Aktualnie obowiązujący przepisy de facto zezwalając w podobnym przypadku na przerwanie ciąży jest, jak podkreślono wewnętrznie sprzeczny. Wskazuje on bowiem na możliwość dokonania aborcji w sytuacji, w której to ciąża powoduje zagrożenie dla zdrowia kobiety. Podobne zagrożenie czasowej utraty zdrowia jest jednak stałym i nieodzownym elementem okresu oczekiwania na narodziny dziecka. Przepis ten powoduje ponadto pojawienie się mylnego przekonania, zgodnie z którym wystąpienie u kobiety np. objawów obniżonego nastroju stanowi podstawę do usunięcia ciąży, w której to występowanie podobnych objawów jest zjawiskiem naturalnym spowodowanym zmianami hormonalnymi.

Niepełnosprawny poczęty pacjent

Jak stanowi art. 4a pkt. 2 ustawy o planowani rodziny przerwanie ciąży jest możliwe również gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu", Pojawiające się co roku rządowe sprawozdanie dotyczące wykonania ww. ustawy wskazują, iż to właśnie przywołana w tym miejscu tzw. eugeniczna przesłanka stanowi podstawę przeprowadzenia w Polsce większości aborcji. Do dzisiaj nie wiadomo jednak o jakich konkretnych zaburzeniach, anomaliach oraz chorobach mowa we wspomnianym unormowaniu. Doskonale ukazują omawiany stan przykłady prezentowane przez media.

Warto w tym miejscu przypomnieć przykład tzw. "Ani z Poznania". W przywołanej w tym miejscu sprawie lekarze odmówili pacjentce aborcji jej nienarodzonego dziecka, u którego w wyniku badań prenatalnych wykryto zespół Downa. Jak się okazuje ginekolodzy nie powołali się w omawianym przykładzie na klauzulę sumienia. Podkreślili natomiast, że omawiana aberracja chromosomowa nie wypełnia wskazanych w ustawie kryteriów zezwalających na przerwanie ciąży. Lekarze także podkreślali, że zespół ten nie jest tzw. wadą letalną płodu skutkującą śmiercią dziecka przed lub też tuż to narodzeniu. Innego jednak zdania byli lekarze jednego z warszawskich szpitali, który po przybyciu wspomnianej pacjentki natychmiast przerwali jej ciążę.

W tym miejscu konieczne jest zwrócenie uwagi na art. 157a par. 2. Kodeksu Karnego. Zgodnie z jego treścią "Nie popełnia przestępstwa lekarz, jeśli uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia dziecka poczętego są następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu kobiety ciężarnej albo dziecka poczętego". Cytowany przepis prezentowany jest, jako uzasadnienie nie pociągania do odpowiedzialności karnej lekarza dokonującego terminacji ciąży. Dokładna jednak analiza treści cytowanego artykułu, dokonana w kontekście aborcji, prowadzi do pojawienia się kolejnych, zaskakujących wniosków.

Zrozumiałym jest, iż lekarz nie może ponosić odpowiedzialności karnej w chwili, w której ratując życie kobiety, doprowadził do śmierci dziecka poczętego. Działa on bowiem w podobnej sytuacji, w stanie wyższej konieczności (art. 26 KK) Sytuacje, w których dalszy rozwój ciąży stwarzać może zagrożenie dla życia kobiety -co warto zaznaczyć- aktualnie należą jednak do rzadkości. Wskazany powyżej przepis (tj. art. 157a par. 2 KK) nie przewiduje również kary w przypadku, gdy lekarz ratując zdrowie lub życie poczętego dziecka, w sposób niezamierzony doprowadził do jego śmierci. W artykule tym nie znajdujemy jednak sytuacyjnego wzorca odnoszącego się do momentu, w którym to lekarz doprowadza do śmierci dziecka, uprzednio diagnozując u niego określone schorzenie, które, jak wskazano w art. 4a ustawy o planowaniu rodziny zagraża jego życiu. W podobnej konstelacji zdarzeń diagnoza określonej wady nie skutkuje zatem zastosowaniem terapii wobec dziecka poczętego, ale staje się wyłączną przyczyną podjęcia działań doprowadzających do jego śmierci. Omawiany przepis wyłącza odpowiedzialność karną lekarza w chwili, w której to lekarz doprowadza do śmierci dziecka poczętego, jednocześnie dążąc do poprawę jego stanu zdrowia- ratując jego życie. W wypadku jednak aborcji nie mamy do czynienia z podobną intencją. Lekarz nie ratuje życia dziecka, ale przyczynia się do jego zakończenia.

Ukazując wybrane konteksty związane ze stosowaniem w Polsce aborcji warto także zwrócić uwagę, iż art. 4a pkt. 2 ustawy o planowaniu rodziny wskazuje, że uprawnienie do dokonania aborcji pojawia się w chwili, w której występuje zaledwie „duże prawdopodobieństwo" pojawienia się wady uniemożliwiającej samodzielną egzystencję dziecka, lub zagrażającej jego życiu. Innymi słowy, samo pojawienie się przypuszczenia dotyczącego poważnej choroby dziecka poczętego, pozwala na podjęcie działań, których finałem jest śmierć owego dziecka. Co istotne w tym momencie, dziecko to jest pacjentem. Do podobnego wniosku dojść można czytając art. 39 Kodeksu Etyki Lekarskiej. Przepis ten zobowiązuje lekarzy, by podejmując działania wobec kobiet w ciąży obejmowali troską lekarską zarówno mamę, jak i rozwijające się w niej dziecko.

Refleksja

Obserwując polską debatę dotycząca aborcji można mieć zapewne wiele uwag i refleksji. W tym miejscu trudno nie dostrzec jednakże nowego zjawiska. Lektura wskazanych powyżej ustawowych oraz deontologicznych zobowiązań skłania do stwierdzenia, iż aborcja dotyczy nie tylko, jak wskazuje polskie ustawodawstwo płodu, czy też dziecka poczętego, ale przede wszystkim pacjenta, któremu – co istotne- do momentu przeprowadzenia aborcji udzielane były świadczenia zdrowotne.

Autor jest doktorem socjologii prawa oraz pedagogiem specjalnym, Ordynuje prace Centrum Bioetyki Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA