Podobno już nie tylko wolno, ale wypada być antysemitą. To, że tradycyjni antysemici są w siódmym niebie, że trafiła im się taka gratka, jak wojny z Gazą i Iranem, wydaje się normalne. Snują oni teraz swoje słowotokowe wywody o spiskach, o niewdzięczności, o mackach i innych takich i, jak się okazuje, mają coraz większą publikę. Dla mnie jednak taki Braun jest równie absurdalny, co prezydent Trump. Wystarczy posłuchać z uwagą, przyjrzeć się ich mimice, zwrócić uwagę na interpunkcję i logikę i od razu widać, że wariat. To, że jeden i drugi mają posłuch – ten pierwszy rosnący, ten drugi malejący – może oznaczać, że ich publika oczekiwała takich właśnie dywagacji. To, co jest jednak niepokojące, to, że na całym świecie, nawet w krajach dotychczas obojętnych na, z grubsza mówiąc, kwestie żydowskie, pojawiają się głosy, bardziej z lewa niż z prawa, które pobrzmiewają, delikatnie mówiąc, w tonie, który znamy z propagandy sowieckiej i peerelowskiej.