fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Malinowski: ze spodenek wyrosnąć łatwo. Z długu trudniej

Bloomberg
Szczyt PR-owskich umiejętności? Wmówić pasażerom tonącego statku, że dostali gratis: darmowy kurs nurkowania we wrakach. Uczestnicząc w panelu „Gospodarka w recesji" Europejskiego Kongresu Gospodarczego, miałem wrażenie, że ktoś właśnie takie „gratisy" chce rozdawać.

Dla mnie w tym panelu kluczowe były dwie kwestie. Pierwsza to największy od 30 lat kryzys gospodarczy, w jakim znalazła się Polska i cała Europa. Druga to rekordowy dług naszych finansów publicznych. Zaczyna on przypominać rozpędzającą się kulę śnieżną. W opinii wielu ekonomistów połączenie tych dwóch okoliczności stawia przed Polską wyjątkowo groźnego przeciwnika. Walka może być ciężka i bolesna.

W trakcie panelu usłyszałem, że z kryzysem Polska radzi sobie niemal wzorcowo. A dług? Nie trzeba go spłacać. Polska ma z niego „wyrosnąć". PKB będzie rósł tak, że dług, dziś widziany jako ogromny, za jakiś czas będzie tyci, tyci. Wystarczy więc go tylko na bieżąco obsługiwać. Słysząc to, poczułem się trochę jak pasażer opisanego na wstępie statku. Jednak zamiast radości z „gratisu" odniosłem wrażenie, że lepiej rozejrzeć się za kapokiem.

Fakty są następujące. Oficjalny deficyt budżetowy na ten rok to 110 mld zł. Rzeczywisty deficyt finansów publicznych to 270 mld zł. A dług Polski w całości w 2021 r. to 1,5 bln zł! To jest to, co ciąży na wszystkich Polakach w wieku produkcyjnym. Problem, że tych będzie... stale ubywać! Mamy na karku potężny kryzys demograficzny. Według prognoz Komisji Europejskiej liczba Polaków zdolnych do pracy zmaleje z obecnych 25 mln do 17 mln za 40 lat. Kto będzie obsługiwać ten dług? Nie mówiąc o spłacaniu? Niedobitki! Zdziesiątkowane na dodatek obniżeniem wieku emerytalnego.

Koszty obsługi długu dziś są do przyjęcia. Choć są one dla Polski wyższe niż dla krajów takich, jak Niemcy. Zapewne jeszcze pójdą w górę. Wielki dług to wielkie koszty. Będą one rosnąć, a liczba „obsługujących" zadłużenie maleje. To już brzmi jak zapowiedź kłopotów. Jednak na tym nie koniec.

„Wyrosnąć" z długu mamy dzięki idącemu w górę PKB. W przyszłym roku ma być on wyższy. To jednak tylko odbicie po wiosennym lockdownie, a nie „cud gospodarczy". Na duży wzrost przez lata trzeba bowiem solidnie zapracować. Ciężka praca jednak nie wystarczy. Musi być produktywna. Przynosząca największe zyski. Oparta na najnowocześniejszych technologiach. Wykonywana przez wysoko wykwalifikowanych pracowników.

Spójrzmy zatem na naszą gospodarkę. Kulejąca innowacyjność. Brak rąk do pracy, w tym zwłaszcza specjalistów. To nasze bolączki od lat. Nie zmienią tego miliardy złotych wrzucane w górnictwo. Przekopywanie kanałów czy budowa lotnisk w polu. Potrzebna jest innowacyjność na poziomie małych i średnich firm. Te jednak, zdławione obciążeniami podatkowymi, opresyjnością urzędów, koncentrują się na przetrwaniu. Zwyczajnie boją się inwestycji.

W filmie „Grek Zorba" jest scena katastrofy. W trakcie uroczystego otwarcia wali się długi taśmociąg zbudowany wzdłuż zbocza góry. Gdy opada kurz, Zorba mówi do właściciela: „Zobacz, szefie, jaka piękna katastrofa!". Jestem pewien, że wielu Polaków „Greka Zorbę" chętnie by sobie obejrzało. Ale katastrof na własne oczy woleliby nie widzieć.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA