fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Prezes ZUS: Emerytury będą coraz niższe

Gertruda Uścińska
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
O nowym planie Morawieckiego i potrzebie indywidualnego oszczędzania na emerytury, a także o tym, jak to możliwe, że najniższa wypłacana przez ZUS emerytura wynosi obecnie 24 grosze i jak zaradzić takim przypadkom w przyszłości – opowiada prezes ZUS Gertruda Uścińska w rozmowie z Mateuszem Rzemkiem.

Rz: Czy plan Morawieckiego, który przewiduje przeniesienie środków z OFE na pracownicze plany kapitałowe, zmniejszy rolę ZUS przy wypłacie emerytur w przyszłości?

Gertruda Uścińska: Rola ZUS jest na trwałe wpisana w polski system emerytalny i szerzej: w system ubezpieczeń społecznych. Taka instytucja jest niezbędna do zbierania składek czy obliczania i wypłacania świadczeń i nie ma podstaw sądzić, że w najbliższych kilkunastu czy kilkudziesięciu latach powszechny system emerytalny, a w nim ZUS, przestaną funkcjonować. Może w przyszłości nie nazywać się ZUS po zleceniu mu kolejnych obowiązków.

Na sam plan wicepremiera Morawieckiego trzeba popatrzeć z innej strony. To odpowiedź na wyzwania demograficzne związane z wydłużającym się życiem Polaków i starzeniem się społeczeństwa. Potrzebna jest dywersyfikacja źródeł wypłaty świadczeń emerytalnych w przyszłości. Nasze prognozy przygotowane na rozpoczynający się przegląd emerytalny wskazują, że bez najmniejszych wątpliwości emerytury wypłacane z systemu powszechnego będą coraz niższe. W perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat w niektórych przypadkach mogą wynosić w granicach 30 proc. ostatniego wynagrodzenia osoby ubezpieczonej. Czasem nawet mniej. Polacy powinni więc liczyć się z tym, że w przyszłości państwo będzie gwarantowało wypłaty świadczeń na minimalnym poziomie. Wzrośnie konieczność kontrolowania swojej przyszłości przez samych ubezpieczonych, którzy powinni zdawać sobie sprawę, że trzeba odkładać dodatkowe pieniądze na przyszłą emeryturę. Ważne, by Polacy poczuli się współodpowiedzialni za swoją przyszłość.

Polacy nie lubią płacić składek i przechodzą na emerytury jak najwcześniej. Jak więc zachęcić ich do patrzenia w przyszłość?

Ależ Polacy już reagują na zmiany i zaczynają patrzeć w przyszłość. Już dziś możemy być praktycznie pewni, że liczba osób, które w tym roku przejdą na emeryturę, będzie niższa o kilkanaście tysięcy od tego, co było w założeniach. To widać po danych za pierwsze miesiące tego roku. Wszystko więc wskazuje na to, że do świadomości społecznej powoli trafia, iż w nowym systemie im wcześniej przejdziemy na emeryturę, tym niższe będzie świadczenie.

Pracownicze plany kapitałowe będą dotyczyły wyłącznie zatrudnionych na etatach. Wymyka się więc ogromna grupa, przeszło 2–3 mln osób na zleceniach czy prowadzących działalność gospodarczą.

Nikt nie powiedział, że takie osoby nie będą miały możliwości dodatkowego oszczędzania na przyszłość. Tym bardziej że już obecne przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych w wielu przypadkach stawiają na równi osoby zatrudnione na etatach i wykonujące zlecenia. Podobnie jest w prawie unijnym, które posługuje się bardzo szerokim pojęciem pracownika, obejmującym także osoby wykonujące umowy cywilnoprawne. Nie widzę więc żadnych przeszkód, aby wszystkie takie osoby, bez względu na podstawę prawną ich zatrudnienia, mogły skorzystać z tych nowych możliwości.

Wymagałoby to jednak zmiany podejścia w sprawie płacenia składek na ubezpieczenia społeczne w ZUS czy dodatkowych na III filar, gdy naokoło słychać, że i tak nikt nie dożyje do emerytury, a nawet jeśli to się uda, do tego czasu ZUS i tak zbankrutuje. A nowe składki będą pomniejszały dochód pracownika.

Potrzebna jest zmiana podejścia społecznego do tych kwestii. Trzeba uczciwie ludziom powiedzieć, że emerytury z powszechnego systemu nie będą wysokie i należy dodatkowo oszczędzać na starość, jeśli chcemy zagwarantować sobie dostatnie życie. Uważam, że należy również podjąć się zmian w prawie, aby wzmocnić przezorność obywateli i wręcz wpisać taki obowiązek do przepisów. Jak na razie w Polsce III filar, czyli dodatkowe możliwości oszczędzania w pracowniczych programach emerytalnych IKE czy IKZE, nie rozwinął się tak jak w innych państwach, które wprowadziły podobne rozwiązania. W Wielkiej Brytanii np. pracodawca, który nie stworzył pracowniczych programów emerytalnych, płacił dodatkowe kontrybucje na rzecz państwa.

Może do nowego systemu przekona wicepremier Morawiecki, który w zamian za maksymalnie 7 proc. składki z wynagrodzenia pracownika obiecuje aż 2400 zł dodatkowej emerytury. Jak to będzie możliwe, jeśli w ZUS za 19,52 proc. składki emerytalnej średnie świadczenie wynosi obecnie niewiele ponad 2120 zł?

Pieniądze zebrane na pracowniczych planach kapitałowych mają być inwestowane i tu zapewne jest założenie sporych zysków z inwestycji. Tymczasem środki zebrane na kontach i subkontach w ZUS nie mogą być ze względów bezpieczeństwa inwestowane na giełdzie, w zamian za to są corocznie waloryzowane albo o wskaźnik inflacji i wzrostu wynagrodzeń, albo o wzrost PKB. Plan premiera Morawieckiego mnie zainspirował, dlatego warto rozważyć jego włączenie do trwającego właśnie przeglądu emerytalnego. Dzięki temu uzyskamy dodatkowe rekomendacje niezależnych ekspertów co do tych propozycji. Mam nadzieję, że dojdzie do takiej dyskusji, bo to tylko przysłuży się sprawie.

Jak pani ocenia, czy przesądzony wydaje się już plan powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn? Czy wzrośnie liczba osób pobierających minimalne emerytury?

Jestem prezesem ZUS, który ma obowiązek stosować prawo ubezpieczeń społecznych. Obecny system jest tak skonstruowany, że im wcześniej ubezpieczony przejdzie na emeryturę, tym mniej składek będzie miał zebranych na koncie emerytalnym. Ta mniejsza kwota zostanie podzielona przez więcej miesięcy dalszego trwania życia, co w oczywisty sposób da niższe świadczenie. Nie jest jednak powiedziane, że Polacy po tej zmianie gremialnie zaczną korzystać z niższego wieku emerytalnego. Z naszych najnowszych danych wynika, że nie spieszą się już tak z przechodzeniem na emeryturę.

Pracodawcy nie zostawiają jednak złudzeń, że po obniżeniu wieku emerytalnego pozbędą się pracowników, którzy nabyli już prawo do emerytury.

Wszystkie działania pracodawcy muszą być zgodne z prawem.

Mają wiele sposobów na pozbycie się emerytów. W czasie zwolnień grupowych pracownicy z prawem do świadczeń z ZUS mogą być i są zwalniani w pierwszej kolejności.

Kryteria doboru pracowników do zwolnień grupowych są ustalane indywidualnie przez każdego pracodawcę, często przy współudziale związków zawodowych. Praktyka pokazuje, że posiadanie uprawnień do świadczeń z ubezpieczeń społecznych jest częstym kryterium. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym, aby Polacy zbierali na swoich kontach emerytalnych jak najwięcej składek. Już teraz blisko 150 tys. osób pobiera z ZUS emeryturę minimalną w wysokości nieco ponad 882 zł brutto miesięcznie, czyli około 750 zł netto. Kolejne ponad 70 tys. osób, które nie wypracowało odpowiedniego stażu pracy uprawniającego do minimalnego świadczenia (obecnie 22 lata dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn), pobiera jeszcze niższe świadczenia. Dziś najniższa emerytura wypłacana na podstawie składek zebranych w ZUS i OFE wynosi 24 grosze miesięcznie. W kontekście planu wicepremiera Morawieckiego stawia to zasadnicze pytanie, jak mają być obliczane minimalne emerytury w przyszłości. Czy tylko na podstawie stażu ubezpieczeniowego czy raczej na podstawie zebranych składek, tak by budżet nie musiał dokładać do gwarantowanych emerytur minimalnych. Wykonaliśmy ostatnio prognozy, z których wynika, że kobieta zarabiająca przez całe życie najniższe wynagrodzenie może zebrać kapitał na minimalną emeryturę w wieku 60 lat dopiero po 53 latach pracy. Aby uzbierać pieniądze na minimalną emeryturę, musiałaby więc rozpocząć zatrudnienie w wieku siedmiu lat. Pokazuje to, że budżet państwa będzie niedługo dopłacał coraz większe pieniądze do gwarantowanych minimalnych emerytur.

Co zatem zrobić, by powszechny system emerytalny zapewniał wyższe świadczenia?

Powinniśmy na nowo określić, jak Polacy mają płacić składki na przyszłe emerytury. Obecne przepisy są bardzo kazuistyczne w tym zakresie, szczególnie art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Liczne zwolnienia i wyjątki od obowiązku płacenia składek powodują tylko niepotrzebne zamieszanie. Wprowadzenie powszechnego obowiązku odprowadzania składek od ustalonych tytułów do ubezpieczenia można by np. zrekompensować górnym pułapem przychodu, powyżej którego nie trzeba by płacić na ubezpieczenia społeczne. Mogłoby to zmierzać także do wprowadzenia górnego pułapu wypłacanych świadczeń. Można także wprowadzić dolny pułap przychodu, poniżej którego nie trzeba by płacić składek. Tak jak np. w Niemczech, gdzie wynagrodzenie poniżej 450 euro uzyskiwane w niektórych sektorach nie rodzi takiego obowiązku. Trzeba też dokonać przeglądu przychodów, które nie wchodzą obecnie do podstawy wyliczenia składek na ubezpieczenia społeczne, jak np. diety za podróże służbowe. Uproszczenie przepisów to dobry i ważny kierunek zmian.

Swoje urzędowanie zaczęła pani od zapowiedzi zmian w działaniu ZUS. Czego mogą się spodziewać przedsiębiorcy?

Zacznijmy może trochę od tyłu, tj. od przedsiębiorców, z którymi ZUS współpracuje w ramach zamówień publicznych. Skończył się dyktat usługodawców i stosunki ZUS–wykonawca będą organizowane na zasadzie równości, dialogu i porozumienia stron. Nie ma miejsca na niezasadne narzucanie wysokich cen i żądanie dodatkowych transz wypłat.

A jakie zmiany czekają płatników składek?

Chcemy wprowadzić nowe zasady rozliczeń składek. Każdy płatnik otrzyma specjalne oddzielne konto, w którego numerze będzie zaszyty jego specjalny numer identyfikacyjny, np. NIP. Dzięki temu składki od płatników nie będą zbierane na jednym wspólnym koncie, ale na odrębnym koncie każdego przedsiębiorcy, co ma dać firmom większą przejrzystość przy płatnościach. Szykujemy też głęboką reformę naszych zusowskich formularzy. Niektóre zapewne w ogóle znikną, w innych zlikwidujemy pewne pola i będzie uproszczony język. Przygotowujemy się również do zmiany proponowanej przez Ministerstwo Rozwoju dotyczące elektronizacji akt pracowniczych i skrócenia okresu ich przechowywania przez przedsiębiorców z 50 lat do siedmiu–ośmiu lat. Po zmianach ZUS będzie gromadził wszystkie te dane. We współpracy ze środowiskiem przedsiębiorców delegujących pracowników za granicę pracujemy nad nowymi formularzami A1. Powołaliśmy też specjalny zespół do spraw ujednolicenia interpretacji wydawanych i stosowanych przez ZUS.

A co z usprawnianiem wydawania decyzji?

Od 1 lipca rozpoczęliśmy w niektórych oddziałach pilotaż 15 nowych procesów. Zastąpią aż 482 procesy, które funkcjonowały w ZUS do tej pory. Ma to zwiększyć sprawność naszych usług i szybkość wydawania decyzji. Liczę, że po wakacjach wdrożymy te procesy we wszystkich oddziałach ZUS.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA