fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Ofiary księży pedofilów milczą latami - wywiad z adwokat Anną Frankowską, Prawnikiem Pro Bono 2018

Anna Frankowska
materiały prasowe
Sprawcy przestępstw czują się bezkarni tylko dlatego że są duchownymi mówi mec. Anna Frankowska, Prawnik Pro Bono 2018 i pierwszy w Polsce prawnik o statusie starszego partnera w międzynarodowej kancelarii, który wybrał pracę w fundacji.

Film dokumentalny Tomasza Siekielskiego "Tylko nie mów nikomu" oraz film fabularny Wojciecha Smarzowskiego "Kler" uzmysłowiły Polakom, jak trudnym i złożonym problemem jest pedofilia w kościele. Pani pomaga ofiarom księży. Od dawna?

W drugiej połowie 2017 r, skontaktował się ze mną rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar z prośbą, żebym pomogła Markowi Lisińskiemu, ówczesnemu prezesowi fundacji „Nie lękajcie się" przygotować się na konferencję międzynarodową organizacji zrzeszającej ofiary pedofili z całego świata. Pomogłam m.in. przetłumaczyć wytyczne episkopatu polskiego dotyczące tego, jak księża mają radzić sobie z ofiarami pedofilii.

I tak moja współpraca z fundacją zaczęła rozwijać się. Razem z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus oraz warszawską radną Agatą Diduszko-Zyglewską pracowałam nad kilkoma projektami. W październiku 2018 r. fundacja opublikowała mapę pedofilii w kościele. A w lutym 2019 r. światło dzienne ujrzał raport o naruszeniach prawa świeckiego i kanonicznego przez polskich biskupów, w którym wykazaliśmy, że hierarchowie kościelni chronią sprawców pedofilii. Przekazaliśmy osobiście ten raport papieżowi Franciszkowi.

Aktywnie uczestniczę również w pracach komitetu, utworzonego przez fundację oraz członków Stowarzyszenia Lepszy Gdańsk, który opracowuje projekt obywatelskiej ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia.

Nadzorowałam również powstanie konsorcjum firm prawniczych, które na bieżąco wspierają ofiary. Na początku tego roku fundacja otworzyła centrum pomocy ofiarom, w którym na pełnym etacie pracuje psycholog, jest więc i bezpieczne miejsce, gdzie ofiary mogą się regularnie spotykać i uzyskać pomoc.

Dlaczego tak niewiele ofiar się zgłasza? Czy winna jest zmowa milczenia, a może prawo jest ułomne?

Myślę, że duży wpływ na to ma specjalny status kościoła w Polsce, ale nie tylko. W większości wypadków nie dochodzi do zgłoszenia molestowania seksualnego, ani do procesów o zadośćuczynienie. Ofiary wstydzą się powiedzieć rodzinie. A jak się odważą, nikt im nie wierzy. „Jak to ksiądz ciebie molestował? Nie, to nie możliwe. Zmyślasz!"

Zwykle też ofiary księży dopiero po 40–tce są gotowe mówić, co ich spotkało w dzieciństwie.

Dlaczego tak późno? Czy chodzi o to, że czas leczy rany?

Wstydzą się. W USA przeprowadzono badania, że średnia wieku to 52 lata. Dopiero wtedy czują się na siłach. „Przepracują" winę. Wychodzi to też czasami w trakcie terapii związanej z nałogiem. Ofiary pedofili są bowiem często uzależnione od alkoholu, narkotyków.

Czy po upływie tylu lat udaje się doprowadzić do skazania sprawcy molestowania?

Nie. Polskie prawo przewiduje, że przedawnienie przestępstw na tle seksualnym następuje, jak ofiara kończy 30 lat. Po tym terminie co do zasady nie można już składać pozwów. Możemy więc wesprzeć ofiary pedofilii jedynie psychologicznie.

Czasami zdarza się, że do fundacji przychodzą osoby młodsze, przed 30-dziestką, ale kościół robi wszystko, by nie poszły na policję. Mimo, że wewnętrzne wytyczne kościoła oraz dokumenty papieskie obligują hierarchów kościelnych do ujawniania tego rodzaju przestępstw, podobnie zresztą jak kodeks karny. Wtedy sprawcy unikają kary.

To smutne, co Pani mówi. Sprawcy przestępstwa mogą czuć się bezkarnie tylko dlatego, że są duchownymi.

Niestety często tak się dzieje. Ale mam nadzieję, że to się zmieni. W ramach prac nad projektem ustawy o Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia, chcemy zaproponować zmiany w prawie umożliwiające złożenie pozwów mimo, że sprawa uległa przedawnieniu. Takie przepisy obowiązują m.in. w USA. Tam w niektórych przypadkach dopuszcza się złożenie pozwu, choć doszło do przedawnienia. Chcemy, by nasza ustawa przewidywała krótki okres na składanie pozwów i skarg do wydziałów cywilnych i karnych sądów powszechnych.

Kościół broni się, że nie kościół jako instytucja jest odpowiedzialny za przestępstwa pedofilii, tylko ksiądz który dopuścił się molestowania, a ten oczywiście nie ma żadnego majątku. W ubiegłym roku zapadł pierwszy wyrok w Poznaniu. Sąd zobowiązał Towarzystwo Chrystusowe do zapłaty miliona złotych zadośćuczynienia. Liczę na to, że takich wyroków będzie coraz więcej. Choć jest to bardzo trudne.

Wspomniała Pani, że fundacja wspiera komitet, który pracuje nad powołaniem Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia. Czy Pani zdaniem powinna się ona zająć tylko ofiarami pedofili w kościele czy, tak jak chce PiS, wszystkim poszkodowanymi na skutek tego przestępstwa?

Propozycja, by komisja zajęła się wszystkimi ofiarami pedofilii jest próbą rozmycia problemu, ponieważ tylko kościół jako instytucja ukrywa pedofilów. Oczywiście są przypadki pedofilii np. wśród nauczycieli, ale nie słyszeliśmy o tym, by go z tego powodu przenoszono do pracy w innej szkole. Natomiast w kościele jest to dość powszechna praktyka. Przenosi się niewygodnych kapłanów z parafii do parafii.

Proponujemy, by komisja była niezależna od państwa i władz kościelnych. Chcemy, aby miała prawo wglądu do akt kościelnych oraz podejmowała działania, które będą zmierzały do pociągnięcia do odpowiedzialności winnych.

Długim cieniem na działalność fundacji "Nie lękajcie się" kładą się zarzuty pod adresem jej prezesa. To prawda, że jest oszustem finansowym? Jakie będą dalsze losy fundacji?

Musimy pamiętać, że Marek Lisiński to nie fundacja. Jak tylko powzięliśmy informację o wyłudzeniu przez niego pieniędzy od podopiecznej fundacji, doprowadziliśmy do jego dymisji.

Nie będę ukrywać, że fundacja jest w trudnej sytuacji, ale jesteśmy jedyną fundacją w Polsce, która pomaga ofiarom pedofili w kościele. Jak przestanie istnieć, ofiary księży zostaną same ze swoim problemem. A na to się nie godzę.

Proszę też pamiętać, że w fundacji pracuje skromny póki co zespół osób, który jednak przyczynił się do upowszechnienia tematu pedofilii w kościele i stworzył zalążki organizacyjne do pracy na szerszą skalę. To dopiero jednak początek i najtrudniejsze dopiero przed nami.

Zrezygnowała Pani z pracy w kancelarii. Czy ta decyzja jest w związana z Pani działalnością w fundacji?

Już w styczniu wiedziałam, że nie będę w stanie pracować i w kancelarii i w fundacji. Musiałam wybrać. I postanowiłam wybrać fundację. Zrezygnować z kancelarii. Od końca maja mam już status emerytowanego partnera. Teraz potrzebuję kilku tygodni na podjęcie decyzji, jak dalej będzie wyglądała moja praca w fundacji. Serce mówi mi jasno, co mam zrobić. Ale wiem, że dużym wyzwaniem będzie kwestia radzenia sobie psychicznie z ogromem cierpienia podopiecznych fundacji.

Pracując w fundacji już się Pani z nim zetknęła. Czy obawia się Pani, że będzie go jeszcze więcej?

Tak. Pomagając poszkodowanym nie będę mogła zachowywać się, jak prawnik, analizować przepisów, udzielać porad, zarządzać fundacją. Będę więcej spotykać się z ludźmi. Ale czy temu podołam? Nie wiem. To nie takie proste.

Choć już teraz mój numer telefonu mają podopieczni fundacji i mogą dzwonić do mnie całą dobę przez siedem dni w tygodniu.

Dzwonią?

Tak. Dzwonią i piszą sms-y o różnych porach dnia i nocy.

Potrafi Pani rozmawiać z tymi ludźmi? Jest Pani przecież świetnym fachowcem od giełdy i prawa finansowego, a nie psychologiem.

Staram się, ale kieruję je najczęściej do psychologów. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Niedawno zadzwonił pan, który ma obecnie 86 lat i chciał mi opowiedzieć, jak był molestowany w dzieciństwie. Nie mogłam przerwać i powiedzieć: „przepraszam, proponuję porozmawiać z psychologiem”. Przyznam, że początkowo próbowałam. Mówiłam, że jestem prawnikiem i od kontaktów z dziennikarzami. Ale ten pan mówił. Wiedziałam, że jest to jego pięć minut. Nie oczekiwał, że cokolwiek zrobimy. Jego sprawca już dawno nie żyje. Po raz pierwszy zdobył się na odwagę, by opowiedzieć swoją historię. A ja musiałam jej wysłuchać.

Zrezygnowała Pani z posady, o jakiej marzy każdy prawnik. Z prestiżu, wysokich zarobków i pięknego gabinetu na 20 piętrze drapacza chmur w samym centrum Warszawy. Do tej pory nie słyszałam, by prawnik o statusie starszego partnera w międzynarodowej kancelarii wolał pracę w fundacji.

Faktycznie, jestem chyba pierwszym partnerem, który podjął taką decyzję. Mogę też śmiało powiedzieć: tak, wykazałam się odwagą. Jak zresztą kapituła nagrody, która nagrodziła mnie za działalność na rzecz ofiar pedofilów księży. To bardzo trudny i niewygodny problem w Polsce. Dziękuję za odwagę i wybór.

Pomaga Pani nie tylko ofiarom molestowania seksualnego, ale i nieuleczalnie chorym dzieciom i ich rodzinom.

Wszystko zaczęło się od mojego spotkania z Sylwią Zarzycką i od założonej przez nią fundacji Między Niebem a Ziemią. Całe swoje życie zawodowe pomagałam ludziom w przeróżny sposób. Uważam, że jest to mój przywilej. Czuję się zaszczycona , że mogę się z innymi dzielić i wspierać. Ale dzięki Sylwii miałam pierwszy raz kontakt z podopiecznymi jej fundacji i wyszłam ze swojej strefy komfortu. Podziwiam Sylwię, że nie tylko pomaga finansowo, ale stworzyła miejsce dla matek, które mogą dostać wsparci psychiczne. Wpadłam też na pomysł, by zorganizować matkom chorych dzieci wyjazd fotograficzny. Ten wspólny weekend wiele mnie nauczył. A potem pojawiła się w moim życiu fundacja „Nie lękajcie się".

Uważam, że każdy prawnik raz na jakiś czas powinien wyjść ze swojej strefy komfortu, ponieważ życie to nie tylko paragrafy i przytulny gabinet. To coś więcej.

rozmawiała Renata Krupa-Dąbrowska

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA