fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

PiS nie może tego przemilczeć - komentuje Tomasz Pietryga

Marek Falenta
Fotorzepa, Piotr Nowak
Polityczną bombę, a może jedynie kapiszona, odpala Marek Falenta. Skazany na dwa i pół roku więzienia biznesmen, który od paru miesięcy ukrywał się w Hiszpanii, właśnie wrócił do kraju.

Falenta już kilkakrotnie zwracał się do prezydenta RP o ułaskawienie. „Rzeczpospolita" dotarła do ostatniego wniosku skazanego w tej sprawie, w którym stawia swoiste ultimatum. Jeżeli Andrzej Duda nie skorzysta wobec niego z prawa łaski, biznesmen grozi, że ujawni kulisy tzw. afery taśmowej i zaangażowanie w nią polityków PiS. Falenta twierdzi, że o jego działaniach politycy prawicy nie tylko wiedzieli, ale wręcz inspirowali całą operację, obiecując z tego tytułu profity. W piśmie sypie całą listą nazwisk. Kluczową rolę ma odgrywać Stanisław Kostrzewski, doradca prezesa PiS, który namawiał go do nagrywania. A o sprawie wiedzieli sam Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS, np. Mariusz Kamiński, a także agenci CBA.

Czytaj także: Falenta proponuje układ za ułaskawienie

Nie ulega wątpliwości, że ujawnione przed wyborami z 2015 r. taśmy z restauracji Sowa & Przyjaciele zaszkodziły Platformie Obywatelskiej i mogły mieć wpływ na lepszy wynik wyborczy prawicy, która  przejęła władzę. Zresztą politycy PO wielokrotnie oskarżali PiS o inspirowanie afery taśmowej. Nigdy jednak nie przedstawiono na to dowodów.

Marek Falenta, rzucając oskarżenia, gra va banque. Odświeża tamte oskarżenia, a jako że sam jest jednym z głównych bohaterów tej afery – urealnia je.

Jednocześnie nie zmienia to faktu, że Falenta ma duży problem z wiarygodnością. Skazany, ukrywający się przed wymiarem sprawiedliwości, desperacko starający się uniknąć więziennej celi, składający propozycje zostania świadkiem koronnym – to wszystko skłania, by do rewelacji biznesmena podchodzić z dużym dystansem. Zwłaszcza że w jego wywodzie są logiczne dziury. Nie do końca wiadomo, kiedy rzekome obietnice politycy PiS mieli składać. Jeżeli przed wyborami i przed nagraniami w słynnej restauracji – to były one mocno na wyrost. Nie mówiąc już o obietnicy ułaskawienia. Czy Falenta jeszcze przed wybuchem afery zakładał, że może zostać oskarżony i skazany, i że prezydentem zostanie polityk prawicy? Część nagrań miała miejsce już w 2013 roku, kiedy jeszcze Andrzejowi Dudzie nawet się śniło, że może zostać kandydatem na prezydenta RP i wygrać wybory z Bronisławem Komorowskim. I to jest słaby punkt opowieści Falenty.

Stawiając tak poważne oskarżenie, biznesmen będzie musiał je teraz uwiarygodnić i przedstawić dowody. I zapewne będzie miał ku temu okazję, gdyż jego rewelacje zostały przekazane przez sąd do prokuratury; chodzi o powiązania polityków PiS z biznesmenem oraz powoływanie się na wpływy.

Bez względu na finał prawny tej historii – to przede wszystkim będzie zależeć od przedstawionych dowodów – sprawa ma olbrzymi ładunek polityczny, który politycy opozycji będą starali się teraz wykorzystać. Zapewne odżyją oskarżenia, że PiS starał się wpłynąć na wynik wyborczy, inspirując nielegalne działania.

Główny aktor afery taśmowej wywołał w ten sposób partię rządzącą do tablicy. PiS ma dziś otwarte wszystkie szuflady służb i instytucji, aby wykazać, że biznesmen kłamie. Zarzuty są zbyt poważne, żeby przejść obok nich obojętnie, i trzeba będzie się z nich opinii publicznej wytłumaczyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA