fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Bezrobocie straszy, ale jeszcze nie teraz

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Zwolnienie z pracy nie jest tylko perspektywą, dotknęło ono już część pracowników. Ilu? Nawet 900 tys. Dokonane do tej pory zwolnienia będą pojawiały się na rynku pracy stopniowo i stopa bezrobocia wzrośnie do około 10 proc. – takie tezy sformułowali w ostatnich dniach analitycy mBanku. Choć z wnioskiem, że stopa bezrobocia w Polsce w tym roku będzie stopniowo rosła i potencjalnie może osiągnąć poziom dwucyfrowych, trudno dziś polemizować, to baza, na podstawie której go wysunęli, wydaje się mocno dyskusyjna.

Słuszność wnioskowania Badanie przeprowadzone na zlecenie mBanku, o którym pisał serwis rp.pl, sugeruje, że już 8 proc. z ogółu pracujących w Polsce straciło pracę w wyniku kryzysu COVID-19. Zatrzymajmy się zatem chwilę na tym wyniku. Jest on podany punktowo, ale warto pamiętać, że badania opinii, nawet najlepiej przygotowane (tu trzeba oddać, że metodologia badawcza wydaje się spełniać warunki reprezentatywności, choć nie znamy szczegółów doboru próby) ma pewien określany poziom błędu. W przypadku omawianego badania wynosi on około +/- 3 pkt. proc., przy poziomie ufności na poziomie 0,95. Oznacza to, że na podstawie zrealizowanego badania należy wnioskować, że między 5 a 11 proc. Polaków straciło pracę, co można powiedzieć z 95 proc. pewnością. Czy to pozwala na precyzyjne określenie ile osób do 17-20 kwietnia (termin realizacji badania) realnie i ilościowo straciło pracę? To mocno ryzykowne, bo każdy punkt procentowy różnicy w tych wyliczeniach to setki tysięcy osób, a to może generować bardzo duży błąd w wyliczenia ostatecznej stopy bezrobocia.

Podczas przeprowadzania wnioskowania statystycznego, czyli uogólniania wyników z próby na populację, należy wziąć pod uwagę tzw. precyzję względną szacunku, która pozwala ocenić, czy takie uogólnienie jest możliwe. Mamy trzy możliwości: wnioskowanie na populację jest możliwe, gdy poziom precyzji względnej jest poniżej 5 proc.; wnioskowanie jest możliwe, ale z zalecaną ostrożnością, gdy precyzja względna przyjmuje wartości od 5 do 10 proc.; wnioskowanie należy przerwać, gdy poziom precyzji względnej przekracza 10 proc. W przypadku tego badania poziom precyzji względnej dotyczący uogólniania na całą populację osób pracujących procentu Polaków, którzy stracili pracę w wyniku kryzysu COVID-19, wynosi 13,7 proc. Oznacza to, że wnioskowanie to należy przerwać. Innymi słowy to, że wedle badania 8 proc. spośród wcześniej pracujących straciło pracę, dotyczy tylko tej badanej próby, a nie wszystkich pracujących w Polsce. Nawet, gdybyśmy uwzględnili błąd szacunku na poziomie 3 pkt proc. i przyjęli, że pracę straciło między 5 a 11 proc. wcześniej pracujących, nasze wnioskowanie i tak należałoby odrzucić.

Innym elementem jest sam dobór metody badawczej. Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI, a więc za pośrednictwem ankiety online na panelu badawczym Ariadna. I znów, jest to dobra i ogólnie przyjęta metodologia, choć jak każda ma pewne braki. W przypadku omawianego badania, wyklucza ona osoby niedysponujące dostępem do Internetu, a według GUS takich gospodarstw domowych w 2019 r. w skali kraju było 13,3 proc. Wśród aktywnych zawodowo ten odsetek sięgał 10 proc. To oznacza, że części osób stanowiących zasób kadrowy w Polsce w badaniu nie możemy uwzględnić, a te osoby, które mają dostęp do internetu, są nad reprezentowane.

Rynek pracy

Co na dziś wiemy o sytuacji na rynku pracy i co można przewidywać? Wiemy relatywnie niewiele, ale dane z GUS pokazały spadek zatrudnienia w dużych i średnich firmach w marcu o 34,2 tysiąca etatów. To niespełna 4 proc. tego, co sugeruje omawiane badanie zrealizowane w połowie kwietnia. Trudno przypuszczać, że tak duża fala zwolnień wystąpiła w małych firmach i pierwszej połowie kwietnia, szczególnie biorąc pod uwagę to, że od początku kwietnia funkcjonuje postojowe, które zamraża część planów redukcji etatów.

Innym wątkiem jest wyraźny spadek popytu na pracę. Z analizy PIE przygotowanej na podstawie danych z portalu pracuj.pl wynika, że już w marcu o 1/3 spadł popyt na pracę, a dane z pierwszej połowy kwietnia sugerują pogłębienie tego zjawiska. Tu najtrudniejsza sytuacja występowała w sektorze HoReCa, turystyce, transporcie i usługach związanych ze zdrowiem urodą i rekreacją. Podobne wnioski płynęły ze spadku ofert pracy z centralnej bazy ofert.

A co bezrobociem? Tu czas pokaże jak daleko idące zmiany będziemy obserwować. Wiele zależy od tego, jak głęboka recesja czeka w tym roku polską gospodarkę. Warto rozpatrywać różne możliwości rozwoju epidemii. Zakładając scenariusz skrajny, a więc taki, w którym epidemia wraca z podobną lub zwiększoną siłą na jesieni, moglibyśmy się spodziewać, że polski rynek pracy pójdzie ścieżką Hiszpanii czy Irlandii po 2008 r., a więc odnotujemy wzrost bezrobocia o nawet 7-8 pkt proc., czyli w okolice 13 proc. Natomiast dziś trudno przewidywać, że tak faktycznie się stanie. Z historii wiemy, że polski rynek pracy reagował z dużym opóźnieniem na różnorodne szoki, a takiej skali wzrostu bezrobocia w ciągu roku nie notowaliśmy od czasu przemian wolnorynkowych.

Biorąc po uwagę wszystkie te czynniki warto na pewno rozpatrywać przewidywania analityków mBanku w średnio lub długoterminowych perspektywach. Skalę bezrobocia i perturbacji na rynku pracy w pełni i rzetelnie będziemy mogli diagnozować najwcześniej po odczytach majowych. Do tego czasu warto zachować sporą powściągliwość i analizować zmienność warunków zewnętrznych, które bezpośrednio na zatrudnienie będą wpływać.

Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora PIE ds. badań i analiz.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA