fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Tumidalski o koronawirusie: Nie strzelać do komara z armaty

AFP
Dzięki policjantom, którzy osobami w kwarantannie bardziej się opiekują, niż ich pilnują, rośnie zaufanie do policji. Ważne, by nie zaprzepaścili go ci, którzy bez wyobraźni będą szafować sankcjami ustalonymi przez rząd.

Siedzenie w domu ma swoje zalety. Nawet pracując zdalnie, można poświęcić trochę czasu – choćby tyle, ile zwykle zajmują dojazdy do i z pracy – na zaległe porządki, lekturę czy inne pożyteczne zajęcia. Większość „zdalnych" zachowuje się racjonalnie, ale już w trzecim tygodniu odosobnienia niejednemu przychodzą do głowy niemądre pomysły. Nie pochwalam ich, a np. historia zakażonego koronawirusem uciekiniera ze szpitala czy pewnego zdrowego człowieka kaszlącego na innych, by ich wystraszyć, to ekstrema. Czy jednak kwalifikują się na wniosek o areszt?

Pragnienie wyjścia z domu jest zrozumiałe, ale jeśli ktoś ma obowiązek przestrzegać kwarantanny, to przecież przymus pozostawania w domu nie ma na celu uprzykrzenia mu życia, lecz bezpieczeństwo ogółu. To kwestia odpowiedzialności każdego z nas. Dobrze, że większość policjantów kontaktujących się z osobami w kwarantannie prawidłowo rozumie swą rolę: nie mają być bezwzględnymi strażnikami uwięzionych, lecz troskliwymi opiekunami ludzi, którym może być potrzebna pomoc. Taka postawa dobrze wpływa na notowania policji, która w końcu musi się oderwać od peerelowskiego bagażu braku zaufania. Dzięki temu może w końcu ziści się wizja, w której mundurowy w pierwszej kolejności mówi: „w czym mogę pomóc?", a nie „proszę o dokumenty".

Do tego jednak jeszcze długa droga. Kolejnym krokiem na niej powinny być roztropność i umiar w stosowaniu przepisów i egzekwowaniu zakazów. Owszem, wprowadzanie ostrych rygorów ograniczających swobodę całego społeczeństwa powinno nastąpić w innym trybie niż rozporządzeniem ministra zdrowia czy nawet całego rządu. Od tego jest ustawa o stanach nadzwyczajnych. Zostawmy to jednak, bo przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się epidemii trzeba tu i teraz.

Rząd postawił na wariant represyjny: policja na ulicach i groźba wysokich kar: za wykroczenie do 500 zł mandatu lub wniosek do sądu (wtedy kwota może wzrosnąć) albo też decyzja administracyjna inspektora sanitarnego o grzywnie od 5 tys. zł. Oby mundurowi pamiętali, że nie można dwa razy karać za to samo, więc albo mandat, albo kara od sanepidu. Najłatwiej karać każdego za najdrobniejsze wykroczenia. Ale to droga donikąd. Policjant, prokurator czy sędzia muszą miarkować sankcję, dostosowując ją do okoliczności i stopnia winy. I pamiętać, że najsurowsza kara musi być zarezerwowana dla naprawdę zagrażających wielu osobom i szkodliwych społecznie zachowań.

Strzelanie z armaty do komara nigdy nie jest dobrym pomysłem. I – co najważniejsze – nie działa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA