fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof A. Kowalczyk: PPK - dobry program w złym momencie

Adobe Stock
Koronawirus, Zbigniew Ziobro i dekoniunktura gospodarcza podstawiają nogę programowi pracowniczych planów kapitałowych (PPK), z którego startem PiS zbyt długo zwlekał.

Gdyby pruski korpus von Bülowa nie pojawił się we właściwej chwili pod Waterloo, prawdopodobnie siły brytyjskie Wellingtona uległyby Napoleonowi i historia świata przybrałaby inny obrót. Tak w polityce, jak i w biznesie wykorzystanie tzw. okna możliwości decyduje o powodzeniu przedsięwzięcia i nawet najlepsze projekty potrafią iść jak po grudzie, gdy nie trafią na dobry moment. Czy to grozi kluczowemu dla przyszłości polskiej giełdy programowi PPK?

Czytam właśnie wyniki badań pokazujące, że zwłaszcza pracownicy średnich firm, którzy za chwilę będą podejmować decyzję – zostać w PPK czy się zeń wypisać – mają nikłą wiedzę, co program długoterminowych oszczędności dla nich oznacza. Aż dwóch na pięciu twierdzi, że pracodawca nie przedstawił informacji na temat PPK w ich firmie, a tylko co dziesiąty uważa się za dobrze poinformowanego. To zaskakujące, biorąc pod uwagę wysiłek informacyjny Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), który odpowiada za wdrożenie PPK.

Czytaj także: Średnie firmy w lesie z gotowością do PPK

Sęk w tym, że choćby nie wiem jak mocno biły bębny PFR, mają małe szanse przedrzeć się przez zgiełk bitewny polityki. Wielkie programy, które jak PPK angażują miliony osób, potrzebują spokoju społecznego i skupienia, by przekonać do siebie masy. Tymczasem PiS dwa lata zwlekał z zapaleniem zielonego światła dla przedsięwzięcia i w efekcie realizacja przypadła najpierw na dwie kampanie wyborcze – europejską i do parlamentu – a teraz na kampanię prezydencką. Siłą rzeczy rządzący skupili się na czystej polityce, ze szkodą dla PPK, dla których warunkiem powodzenia jest wyjęcie z pola sporu.

Czytaj także: Trudny start II etapu PPK

Jest jeszcze jeden warunek powodzenia programu długoterminowego oszczędzania – zaufanie. Ale jak tu mówić o zaufaniu do wdrażającej go władzy, gdy zachęcający do powierzenia pieniędzy nowym instytucjom rząd jednocześnie prowadzi walkę z niezależnymi sądami? W tym kontekście kampania Zbigniewa Ziobry szkodzi czołowemu projektowi PPK firmowanemu przez premiera Morawieckiego. Im mniej zaufania do rządu, tym więcej obaw w związku z PPK.

Dwa lata wahania z decyzją o wprowadzeniu PPK mszczą się jeszcze z innego powodu. Rząd przegapił najbardziej dogodny moment, jakim był szczyt koniunktury gospodarczej ponad rok temu. Gdyby zrobił to w tempo, miał szanse pokazać pracownikom rosnące wyceny ich oszczędności w PPK. Było to o tyle prawdopodobne, że wyceny spółek na warszawskiej giełdzie są niskie, gdyż nie brała ona udziału w ogólnoświatowej hossie. Teraz polska gospodarka hamuje i ekonomiści w najczarniejszych scenariuszach ostrzegają wręcz, że w związku z koronawirusem może nam zagrozić tzw. techniczna recesja, czyli dwa kwartały ze spadkiem PKB. Epidemia zresztą mocno rozchwiała giełdy, które to spadają, to rosną o 3–5 proc. dziennie.

Koronawirus nie tylko osłabia perspektywy gospodarki, ale przede wszystkim absorbuje uwagę opinii publicznej. Jak Polacy mają decydować o odkładaniu pieniędzy na starość, skoro nie wiedzą, czy za tydzień czy dwa nie zostaną objęci kwarantanną, jeśli wirus – odpukać – dotrze i do naszego kraju?

Tak oto okoliczności zdecydowanie nie sprzyjają programowi PPK. Co potwierdza, że nie warto było z nim zwlekać. Wszystko ma swoje okno możliwości, nie tylko odsiecz Prusaków dla Wellingtona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA