fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Paweł Rochowicz: Propaganda działa sprawniej niż wydawanie przepisów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Propaganda działa sprawniej niż wydawanie przepisów. Tylko tak można ocenić działania rządu w sprawie podatku dochodowego dla małych firm.

Niemal w każdym wystąpieniu o polityce gospodarczej premier Mateusz Morawiecki chwali swój rząd i siebie za uszczelnianie systemu podatkowego oraz za obniżanie podatków. Nie da mu się odmówić odrobiny racji, skoro wpływy z podatków wciąż rosną, a w niektórych przypadkach stawki podatków obniżono.

Niestety, tej racji jest tylko odrobina, a ładunek propagandy – spory. Obniżki te dotyczą w praktyce małej grupy podatników. Przyjrzyjmy się hasłu „obniżyliśmy do 9 proc. CIT dla małych firm". CIT to anglojęzyczny kryptonim podatku dochodowego od osób prawnych. Czyli daniny od spółek, fundacji itp. Mali przedsiębiorcy rzadko z tej formy korzystają, bo utrzymywanie spółki kapitałowej przy niewielkiej skali działalności jest z różnych względów nieopłacalne.

W tym roku obniżony CIT miał objąć więcej małych firm, bo zapowiedziano podniesienie progu obrotów, uprawniającego do skorzystania ze stawki 9 proc., do 2 mln zł. Zapowiadano hucznie, ale o stosownych przepisach jakoś zapomniano. Najwyraźniej rząd był pochłonięty innymi ważnymi sprawami, może propagandowymi, a może... wprowadzaniem nowych podatków?

Czytaj także:

Przypomnę, że w międzyczasie podwyższono akcyzę na papierosy i alkohole. Te ostatnie sprzedawane w małych butelkach będą na dodatek obciążone nową daniną. Słodkie napoje i reklamy suplementów diety również.

Ale co mają robić ci nieliczni przedsiębiorcy, którzy jednak już skorzystali z niskiego podatku dochodowego albo przynajmniej chcieli skorzystać? Nawet jeśli dzięki temu rząd zaskarbił sobie na chwilę ich sympatię, to ta chwila właśnie zdaje się kończyć. Bo dziś właściciele tych firm nie wiedzą, czy mają płacić 9 czy 19 proc. podatku. Ich księgowi, choćby najbardziej wyrozumiali, nie kupią propagandowego przekazu o ulżeniu małym firmom. Dla nich liczy się konkret: albo 9, albo 19.

Zresztą zaniedbania legislacyjne rządu w dziedzinie podatków na tym się nie kończą. Z opóźnieniem wprowadzane są nowe europejskie reguły dokumentowania VAT w transakcjach z krajami UE. Gdzieś w próżni zawieszono gotowy projekt nowej ordynacji, która miała ucywilizować relacje podatnika z fiskusem. Może to nie tak spektakularne sprawy jak dylemat „9 vs 19 proc.", ale widać jedno: propaganda ma się nieźle, legislacja – gorzej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA