Opinie

Jerzy Kowalski: Warto obserwować chwiejne nóżki

Jerzy Kowalski
Fotorzepa, Waldemar Kompala
Ostrożności nigdy nie za wiele. To popularne porzekadło powinno być szczególnie bliskie przedsiębiorcom i sprzedawcom, którzy zarządzają szczególnymi zasobami produktowymi.

Na pewno nie chodzi o słodycze, ciasteczka, czy pieluszki dla niemowląt. Rzecz dotyczy tego co ustawowo przeznaczone jest tylko dla osób dorosłych, czyli napojów wysokoprocentowych. To szczególny przedmiot obrotu towarowego. Aby wypełnić kanały sprzedażowe nie wystarczy mieć produkt. To za mało. Potrzebne jest jeszcze specjalne zezwolenie na handel alkoholem wydane przez wójta, burmistrza albo prezydenta miasta właściwego ze względu na lokalizację punktu sprzedaży. Konieczne jest jeszcze wniesienie odpowiedniej opłaty, której wysokość zależy, m.in. od rodzaju dystrybuowanego trunku. Wydawałoby się, że to koniec administracyjnych utrapień. Jednak, nie. I tu właśnie zaczyna się sprawa konieczności zachowania szczególnej ostrożności przy sprzedaży atrakcyjnych płynów. Jest ponad 150 tysięcy przedsiębiorców handlujących trunkami. Każdy z nich musi uważać na każdym kroku. Możliwość utraty - ciężko zdobytego w walce z konkurencją zezwolenia na sprzedaż alkoholu, a tym samym solidnych i stabilnych dochodów – jest naprawdę duża. Można stracić wszystko z powodu niedbalstwa i braku profesjonalnego zaangażowania. Wystarczy sprzedać butelkę wódki osobie zbyt młodej, która jeszcze nie ukończyła 18 lat albo poruszającej się chwiejnym krokiem., czy woniejącej tanim winem. I już po wszystkim, nie będzie zysków z obrotu towarami wysokoprocentowymi.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu, który niuansuje co nieco obowiązki sprzedawcy w ocenie stanu kupującego na przykład zgrzewkę piwa. Powinien on umieć odróżnić stan nietrzeźwości, od stanu po użyciu alkoholu. Decyzja w takiej kwestii może być trudna, bo przecież nie uda się młodej panienki kupującej wino nakłonić do dmuchania w balonik. Tego się nie da zrobić, ale o dowodzik to już można poprosić. Wtedy będzie bezpieczniej.

Więcej ciekawych szczegółów w tekście Mateusza Adamskiego na kolumnie >D5 „Woń alkoholu i chwiejny krok to za mało, by zabrać zezwolenie".

Zapraszam do lektury także innych artykułów w najnowszym numerze „Biznesu". ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL