fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Maciej Hamankiewicz: Minister zdrowia falandyzuje wyroki Trybunału Konstytucyjnego

Maciej Hamankiewicz
Fotorzepa/Robert Gardziński
Jako członek Naczelnej Rady Lekarskiej minister Konstanty Radziwiłł ma obowiązek podporządkować się uchwałom Rady i zjazdów lekarzy. Robiąc odwrotnie, staje w „rozkroku mentalnym" – mówi Karolinie Kowalskiej dr n. med. Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Rz: Minęło 13 miesięcy, od kiedy ministrem zdrowia został były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jak samorząd ocenia jego rządy?

Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej: Kiedy Konstanty Radziwiłł został ministrem, natychmiast poprosiliśmy go o spotkanie, żeby przedstawić mu naszym zdaniem najpilniejsze zadania. Zgodził się i wysłuchał szeregu postulatów, wśród których najbardziej palącym wydawała nam się nowelizacja ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, przywracająca staż podyplomowy. Z niepokojem zaczęliśmy bowiem obserwować spadek jakości wykształcenia lekarzy.

Na szczęście udało się temu zaradzić i staż został przywrócony, a lekarze stażyści otrzymali pełne prawo do wykonywania zawodu. Zapisanie w ustawie, że lekarz stażysta otrzymuje pełne prawo wykonywania zawodu, jest korzystne dla podmiotów, które prowadzą staże, bo będą mogli ich zgłaszać do Narodowego Funduszu Zdrowia jako wykonujących kontrakt – a wiadomo, jak trudno lecznictwu zamkniętemu zdobywać lekarzy mogących go realizować. Tak więc z jednej strony wydłużamy czas szkolenia, z drugiej przyśpieszamy wejście lekarzy do praktycznego wykonywania zawodu.

Ta sama nowelizacja wprowadza też niekonstytucyjny zapis, że pytania egzaminacyjne z Lekarskiego Egzaminu Końcowego (LEK) i Lekarsko-Dentystycznego Egzaminu Końcowego (LDEK) będą udostępniane wyłącznie w siedzibie Centrum Egzaminów Medycznych (CEM) i tylko osobie przystępującej do egzaminu.

I to jest łyżka dziegciu w beczce miodu. Pan minister sfalandyzował wyrok Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2016 r. (sygn. akt K 8/16) nakazujący jawność pytań testowych z egzaminów już przeprowadzonych. Naczelna Rada Lekarska zabiegała o pełną jawność i powszechny dostęp do tych pytań od dawna, tym bardziej że treści zadań zapamiętane przez egzaminowanych rok w rok budzą poważne wątpliwości. Niektórych egzaminów nie zdaje nawet 90 proc. osób. Nie można tego tłumaczyć ich słabym przygotowaniem, bo to ludzie po sześcioletnich studiach medycznych, roku stażu podyplomowego i kilku latach szkolenia specjalizacyjnego, podczas którego zobowiązani są do zaliczeń cząstkowych. Możliwość szybkiego i sprawnego zdania egzaminu ma duże znaczenie nie tylko dla młodych lekarzy, ale i społeczeństwa, bo, jak wiemy, Polska boryka się z brakiem medyków. Jest ich najmniej w krajach OECD (2,3 lekarza na 1000 mieszkańców, podczas gdy średnia to 3,5 – według raportu OECD z 23 listopada 2016 r).

Jak niekonstytucyjną decyzję tłumaczy Ministerstwo Zdrowia?

Tym, że tworzenie zupełnie nowych pytań na każdą sesję egzaminacyjną jest kosztowne. Dla nas to argument nie do przyjęcia. Dlatego będę rekomendował Naczelnej Radzie Lekarskiej, aby podjęła decyzję o zaskarżeniu do Trybunału Konstytucyjnego tych nowych przepisów, ograniczających dostęp do pytań egzaminacyjnych.

Czy jako wieloletni działacz NRL minister Radziwiłł miał na ten temat inne zdanie?

Nie pamiętam, żeby mówił co innego. Jako sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej miał obowiązek przedstawiać jej stanowisko.

Rezydenci wypominają ministrowi, że nie poparł ich w walce o podwyżki dla lekarzy. Twierdzą, że jako działacz postulował podwyżki w wysokości trzech średnich krajowych dla lekarza specjalisty, dwóch średnich dla rezydenta i jednej dla stażysty, a teraz zmienił zdanie.

Skoro jako prezes NRL żądał wprowadzenia wynagrodzeń w takiej wysokości, to żądania te nie tylko wiązały go w przeszłości, ale także wiążą obecnie. Również dzisiaj Konstanty Radziwiłł zobowiązany jest do przestrzegania uchwał nie tylko NRL, ale i zjazdów lekarzy. Dobrze, że podjął temat wynagrodzeń minimalnych, ale co do stawek nie może się zasłaniać niepamięcią. Zaproponowanie w ministerialnym projekcie ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia obraźliwych w swojej wysokości podwyżek dla rezydentów oburzyło wszystkich.

Czy w związku z tym minister zostanie wykluczony z NRL?

O powołaniu kogoś do Naczelnej Rady Lekarskiej decydują delegaci na Krajowy Zjazd Lekarzy, wybierają te osoby na czteroletnią kadencję. Tylko oni w czasie krajowego zjazdu mogliby ten mandat wygasić. Inną sprawą są wnioski z zakresu odpowiedzialności zawodowej, które od rzecznika mogą trafić do sądu lekarskiego, ale o żadnym takim wniosku przeciwko Konstantemu Radziwiłłowi na razie nie słyszałem.

Ale gdyby złożyli wniosek, byłaby taka szansa?

Za nieprzestrzeganie uchwał samorządu możliwość ukarania ma pion odpowiedzialności zawodowej – jeśli ktoś złoży skargę do rzecznika odpowiedzialności zawodowej, on to rozważy i jeśli uzna przesłanki winy, skieruje do sądu lekarskiego, a ten rozstrzyga o winie lub niewinności. Niewątpliwie minister zdrowia, będąc lekarzem, członkiem Naczelnej Rady Lekarskiej i nie podporządkowując się uchwałom, które przecież również w jego imieniu podejmuje NRL, jest w dziwnym „rozkroku mentalnym".

Ale niekonstytucyjne przepisy i brak podwyżek to niejedyne zarzuty NRL do ministra.

Brak rozwiązań praktycznych, które wynikają z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 7 października 2015 r. (sygn. akt K 12/14) dotyczącego prawa do odmowy wykonywania świadczenia zdrowotnego niezgodnego z sumieniem, może zaprzepaścić osiągnięcia tego wyroku i doprowadzić do – słusznych zresztą – niepokojów społecznych.

Minister powinien wskazać, w jaki sposób kobieta mająca wskazania do terminacji ciąży może jej dokonać w sposób dyskretny i gdzie szukać lekarza i miejsca, w którym można wykonać ten zabieg.

Trybunał Konstytucyjny przyznał lekarzowi prawo odmowy świadczenia, jeśli nie jest ono zgodne z jego sumieniem. O takie rozstrzygnięcie walczyliśmy z ówczesnym panem ministrem i ucieszyło nas ono tym bardziej, że nie można powiedzieć, że mogła na nie wpłynąć skłonność światopoglądowa. Zaniechanie wprowadzenia rozwiązań praktycznych jest dużym błędem, bo wyrok jednocześnie zobowiązuje urzędników państwa do zorganizowania takiego systemu świadczeń medycznych, które przysługują pacjentce, nawet jeśli konkretny lekarz w danym miejscu jej ich odmówi.

Rada mocno krytykuje też projekty ustaw ministra Radziwiłła.

Ustawa o sieci szpitali, która ma wejść w życie w lipcu tego roku, jest kompletnie nieprzygotowana. Sieć, gwarantująca finansowanie ze środków publicznych, miała być tworzona w oparciu o plany zabezpieczenia zdrowotnego, czyli epidemiologię. Trudno jednak powiedzieć, że przyjęto takie kryteria. Wystarczy bowiem, że dyrektor któregoś ze szpitali wykluczonych z sieci urządzi protest, by okazało się, że jednak do tej sieci wejdzie. Skoro jeden z panów posłów udaje się na południe kraju i mówi, że szpital, który miał nie wejść do sieci, jednak w niej będzie, to jest to zachęta do protestów. Pokazanie: krzyczcie, awanturujcie się, a przepisy zostaną zmienione. Taki model tworzenia sieci jest z gruntu niewłaściwy. Zresztą, o czym tu mówić, jeśli w kolejnym projekcie ustawy o sieci, który pojawił się tuż przed świętami, minister zmienia zdanie i wskazuje, że to szefowie lokalnych oddziałów Narodowego Funduszu Zdrowia mają wskazywać, które szpitale znajdą się w sieci, a które nie. To jest pomyłka.

Narodowy Fundusz Zdrowia ma przecież zniknąć?

Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia jest niemożliwa do wykonania i widać to było już wtedy, gdy wicepremier Mateusz Morawiecki wycofał się z pomysłu łącznego opodatkowania zdrowotnego, na ubezpieczenie społeczne i PIT. Bez zmian finansowania likwidacja Funduszu nie przyniesie niczego poza zmianą tabliczki i będzie to po prostu działanie nielogiczne.

Kontrowersje budzi też ustawa o podstawowej opiece zdrowotnej (POZ).

Projekt ustawy o POZ zawiera przepis, przeciwko któremu protestujemy jako samorząd lekarski, że lekarzami POZ powinni być tylko lekarze rodzinni. Minister zdrowia jest specjalistą medycyny rodzinnej, być może to z tego wynika. Wszyscy jednak wiemy, że najlepszą pomoc lekarską dzieci uzyskują od pediatrów, a dorośli – od specjalistów chorób wewnętrznych. Wykluczenie tych lekarzy z możliwości świadczenia takich usług jest błędem. To na nich bowiem trzeba budować przyszłość POZ. Tym bardziej że już dzisiaj odnotowujemy, że ogromny procent lekarzy pediatrów to grono, które zbliża się do wieku emerytalnego. W dobie braku lekarzy krzywda dla nich w postaci wyeliminowania z POZ byłaby wyjątkowo zauważalna i ze strony odpowiedzialnych za zdrowie dzieci po prostu nierozsądna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA