fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona środowiska

Wątpliwa ochrona dębów i klonów w nowych przepisach o wycince

123RF
Nowe przepisy nie zablokują dzikiej wycinki. W wielu wypadkach gminy nie będą mogły wnieść sprzeciwu, ponieważ nie będzie podstawy prawnej.

Przepisy dotyczące usuwania drzew są dziurawe. W wielu wypadkach gminy nie zablokują wycinki – ostrzegają samorządowcy oraz prawnicy.

Chodzi o nowelizację ustawy o ochronie przyrody, która czeka na podpis prezydenta. Ma ona zapobiec dzikiej wycince, która rozpoczęła się po 1 stycznia, czyli po zniesieniu zezwoleń dla prywatnych działek.

Zgodnie z nowymi przepisami może być nie lepiej. Osoba, która planuje wyciąć drzewo na prywatnej posesji, ma wnieść zgłoszenie do urzędu gminy (miasta). Urzędnicy na jej działce przeprowadzą oględziny drzew przeznaczonych do wycinki w ciągu 21 dni od daty wniesienia zgłoszenia. Jeżeli tego nie zrobią, drzewo będzie można ściąć.

– W wielu wypadkach wniesienie sprzeciwu będzie jednak fikcją – ostrzega Przemysław Dziąg, radca prawny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Nowela przewiduje cztery merytoryczne przesłanki zabronienia wycinki, a mianowicie: na zabytkowej nieruchomości, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie pod zieleń lub gdy drzewo znajduje się na terenie parku krajobrazowego (rezerwatu itd.) lub jest pomnikiem przyrody.

Pierwsza przesłanka będzie w praktyce martwa, a więc ochrona przed wycinką iluzoryczna.

Większość gmin nie chroni zieleni w miejscowych planach, a uchwalenie planu to długa i kosztowna procedura.

Sprzeciw będzie można więc wnieść tylko dla drzew na nieruchomościach zabytkowych oraz chronionych przyrodniczo. Ale też nie od razu od wejścia w życie nowych przepisów. Najpierw bowiem musi wejść w życie rozporządzenie ministra środowiska doprecyzowujące te przesłanki. Teoretycznie powinno to nastąpić po upływie miesiąca od daty wejścia w życie noweli, a ta może zacząć obowiązywać w połowie czerwca.

– Przepisy przewidują tylko te przesłanki. Nie podają już żadnych innych – mówi mecenas Przemysław Dziąg. – W praktyce wójt (burmistrz, prezydent miasta) będzie wyrażał milczącą zgodę, nawet gdy nie chce. Zabraknie mu bowiem przepisu, który mógłby posłużyć jako podstawa odmowy. Najlepiej pokaże to przykład. Kilka lat temu dekretowiec odzyskał nieruchomość, na której obecnie znajduje się park. Jeśli teraz zechce go wyciąć do celów prywatnych, to władze dzielnicy będą mogły wnieść sprzeciw, tylko gdy dekretowa działka jest przeznaczona pod zieleń w miejscowym planie lub objęta ochroną konserwatorską – podkreśla Dziąg.

Poza tym wniesienie sprzeciwu wymaga wydania decyzji spełniającej wymogi z art. 107 kodeksu postępowania administracyjnego, a na to potrzebny jest czas.

W dużych miastach, w których tych spraw są tysiące, może wystąpić problem z dotrzymaniem terminu przeprowadzenia oględzin, a mianowicie 21 dni. Jeżeli gmina w tym czasie nie przeprowadzi oględzin, będzie to oznaczało, że wyraziła milczącą zgodę.

– Jest to prawdopodobne w bardziej skomplikowanych sprawach – przyznaje Ewa Olszewska-Dej z Urzędu Miasta w Krakowie.

etap legislacyjny: czeka na podpis prezydenta

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: renata.krupa@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA