fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Frankowicze i problem bezpodstawnego wzbogacenia

AdobeStock
Coraz częstsze unieważnianie przez sądy umów „frankowych” potęguje wątpliwości co do sposobu dokonywania rozliczeń między bankiem a klientem. Problem ten w ostatnich miesiącach stał się przedmiotem opinii takich podmiotów jak Rzecznik Praw Obywatelskich czy Rzecznik Finansowy. Rozbieżności w stanowiskach różnych instytucji każą jednak zadać pytania: czy koszt wieloletniego kredytu, po jego unieważnieniu, może wynieść zero i czy taki stan znajduje uzasadnienie w przepisach prawa?

Odnośnie do konsekwencji unieważnienia umowy kredytowej wypowiedział się Rzecznik Praw Obywatelskich. Na stronie internetowej tego podmiotu słusznie wskazano, że „w odniesieniu do skutków unieważnienia umowy o kredyt dotychczasowe rozstrzygnięcia TSUE ograniczają się do stwierdzenia, że wywiera ono następstwa tożsame do postawienia kredytu w stan natychmiastowej wymagalności (wyrok z dnia 30 kwietnia 2014 r., Ka?sler i Ka?slerne? Ra?bai, C-26/13, pkt 83). Na tle prawa polskiego zastosowanie powinien znaleźć art. 410 § 2 k.c., zgodnie z którym wpłacone przez strony kwoty traktuje się jako nienależne, jako że na skutek orzeczenia sądu (skutecznego ex tunc) podstawa prawna świadczeń obu stron odpadła – umowa bowiem okazała się nieważna (łac. condictio causa finita)".

Unieważnienie oznacza utratę statusu konsumenta

Przytoczony powyżej fragment wypowiedzi RPO nie budzi wątpliwości, gdyż faktycznie w przypadku unieważnienia umowy kredytowej zachodzi sytuacja, w której konieczne jest dokonanie rozliczeń między jej stronami. Także dalszej części wywodu RPO trudno się odmówić słuszności, gdyż faktycznie w takich przypadkach rozliczenie powinno przebiegać stosownie do przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu. Powyższe stwierdzenia nie budzą najmniejszych nawet kontrowersji. Analizując dostępne w prasie wypowiedzi stron sporów sądowych, jak i przedstawicieli istotnych organów państwowych, łatwo dostrzec, że jeden z głównych problemów to określenie kwot, które strony mają sobie wzajemnie zwrócić po unieważnieniu umowy. Kredytobiorcy, których umowy mają zostać unieważnione, z reguły podzielają stanowisko prezentowane na stronie RPO, zgodnie z którym: „Kredytobiorca powinien więc zwrócić bankowi otrzymaną od niego kwotę kapitału, a zatem bez odsetek i kosztów dodatkowych, bank zaś powinien zwrócić kredytobiorcy wszelkie wpłacone przez niego raty kredytowe i inne opłaty oraz składki".

W mojej ocenie powyższe stanowisko mogłoby być uznane za odpowiadające względom etycznym, gdyby nie fakt, że zazwyczaj strony pozostawały w nieważnym łączącym je stosunku prawnym przez długi czas, a przedmiotem świadczenia były znaczące kwoty pieniężne. Okoliczności te istotnie wpływają na sposób postrzegania istniejącego problemu i jednocześnie skłaniają do głębszych poszukiwań adekwatnego rozwiązania prawnego, uwzględniającego także aspekt etyczny. W rozważanych przypadkach zasadniczo istnieje zgoda co do faktu, że za przesłankę unieważnienia umowy kredytowej w takich przypadkach uznaje się condictio sine causa, która oznacza nieważność czynności prawnej zobowiązującej do danego świadczenia. Jak wskazuje się w literaturze, przesłanka ta obejmuje sytuacje, gdy czynność prawna zobowiązująca do spełnienia świadczenia była w chwili jego spełnienia nieważna i nie stała się ważna w chwili jego wykonania (por. K. Mularski, w: M. Gutowski, Komentarz KC, t. 1, 2016, s. 1560; P. Księżak, Bezpodstawne wzbogacenie, 2007, s. 199).

Powyższa okoliczność w mojej ocenie może wywierać istotne skutki nie tylko względem przedmiotu tych świadczeń, ale i statusu prawnego podmiotów będących stronami unieważnianej umowy kredytowej. Zakładając więc, że umowa kredytowa wiążąca bank i kredytobiorcę nigdy nie była ważna, uprawniony może okazać się wniosek, że kredytobiorca nigdy nie miał względem banku statusu konsumenta. Aby osoba fizyczna miała taki status, konieczne jest bowiem dokonanie przez nią czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową (por. art. 22(1) KC).

Potwierdzenia takiego rozumowania można dopatrywać się w doktrynie, która opowiada się za twierdzeniem, że kondykcja sine causa dotyczy jedynie przypadków, gdy czynność prawna była od początku nieważna (bezwzględna nieważność). Skoro więc czynność prawna (umowa kredytu) tworząca więź pomiędzy osobą fizyczną (kredytobiorcą) a bankiem (przedsiębiorcą) od samego początku była nieważna, to nie można mówić o istnieniu relacji przedsiębiorca-konsument.

Groźba unieważnienia to wystarczająca sankcja

Skoro na mocy orzeczenia sądowego zostanie przyjęte, że umowa kredytu była od samego początku nieważna, to konsekwencją takiego stanu powinno być przyjęcie, że rozliczenia pomiędzy stronami należy dokonać w myśl zasad polskiego prawa cywilnego – tj. zgodnie z zasadą równorzędności stron stosunku prawnego. W takim przypadku bowiem nie mamy już do czynienia z relacją konsument-przedsiębiorca, w której ten pierwszy korzysta z preferencyjnego traktowania.

W różnego rodzaju publikacjach można spotkać się z aprobatą stanowiska RPO, że „dopuszczalność potencjalnych roszczeń banków (mowa o np. wynagrodzeniu za korzystanie z kapitału – uwaga autora) stałaby w rażącej sprzeczności z celami Dyrektywy 93/13, w szczególności w odniesieniu do osiągnięcia skutku prewencyjnego (art. 7 ust. 1 Dyrektywy 93/13), to jest zniechęcenia przedsiębiorców do wykorzystywania w zawieranych umowach nieuczciwych postanowień umownych". Dla mnie przytoczone powyżej twierdzenia są słuszne jedynie częściowo. Faktycznie, celem dyrektywy 93/13 jest zniechęcenie przedsiębiorców do podejmowania działań skutkujących zamieszczaniem w umowach z konsumentami postanowień nieuczciwych. W mojej ocenie jednak „odstraszający charakter" dyrektywy wyraża się w możliwości eliminacji z umowy postanowień abuzywnych przy jednoczesnym utrzymaniu jej w mocy oraz w samej możliwości unieważnienia umowy.

Zauważyć należy, że „groźba" unieważnienia umów kredytowych dla banków stanowi istotną niedogodność. Już samo to ryzyko powoduje niepewność co do finalnego, ustalanego przez sąd sposobu i formy dokonywania wzajemnych rozliczeń miedzy stronami. Wiadomym jest, że znacząca liczba sporów sądowych o unieważnienie umów kredytowych wymusza na banku konieczność poczynienia określonych rezerw finansowych, podważa jego wiarygodność na rynku, a w konsekwencji może nawet zaburzyć istniejące wcześniej plany inwestycyjno-biznesowe. Z tego powodu nie sposób nie uznać, że samo widmo unieważnienia umowy kredytowej spełnia cel prewencyjny powołanej powyżej dyrektywy i zniechęca banki do popełniania naruszeń.

Ponadto z treści przepisów wspomnianej dyrektywy jasno wynika intencja prawodawcy, którą jest jednak utrzymanie umowy w mocy po wyeliminowaniu z niej (o ile to możliwe) uznanych za nieuczciwe warunków. Tym samym można uznać, że prawodawca unijny unieważnienie umowy kredytowej potraktował jako szczególną alternatywną formę rozwiązania sporu.

Zauważyć należy, że omawiana dyrektywa nie dotyczy wyłącznie spraw „bankowych", ale ma zastosowanie do całego spektrum relacji, jakie mogą zachodzić na rynku pomiędzy przedsiębiorcami a konsumentami. Z tego względu w różnych innych stanach faktycznych unieważnienie umowy łączącej te dwie kategorie podmiotów (tj. konsumenta i przedsiębiorcę) może być korzystne dla konsumenta, gdyż pozwala mu na wyjście z negatywnej dla niego sytuacji poprzez dokonanie zwrotu świadczeń wzajemnych i powrót do stanu sprzed zawarcia stosunku prawnego. W kontekście prowadzonych rozważań najistotniejszy pozostaje jednak fakt, że powołana dyrektywa dotyczy „nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich". Tym samym nie powinna być ona stosowana do relacji powstałych po unieważnieniu umowy kredytowej. Wynika to z faktu, iż relacje pomiędzy bankiem a byłym jego kredytobiorcą nie mają już charakteru konsumenckiego.

Bezpodstawne wzbogacenie kredytobiorcy

W doktrynie prawa wskazuje się, że najważniejszym przypadkiem bezpodstawnego wzbogacenia jest nienależne świadczenie (por. art. 410 par 2 kc). Takie znamiona bez wątpienia wypełnia zachowanie stron unieważnionego stosunku umowy kredytu. Twierdzenie to pozostaje raczej niepodważalne. Różnie interpretowana pozostaje natomiast kwestia ewentualnych roszczeń banku opiewających na kwotę wyższą niż ta przekazana przez niego kredytobiorcy tytułem umowy kredytu.

Oceniając wartość przysporzenia powstałego po stronie byłego kredytobiorcy, nie sposób nie dostrzec, że w większości przypadków doszło do powstania korzyści majątkowej wskutek tzw. zaoszczędzenia wydatku na uzyskanie korzyści niemajątkowej. Korzystając z pieniędzy pochodzących z kredytu, kredytobiorcy w wielu przypadkach nabywali i wyposażali mieszkania, z których swobodnie potem korzystali. Tym samym, gdyby nie skorzystali z kredytu bankowego, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że byliby zmuszeni do wynajęcia zbliżonego standardem lokum. Taki stan faktyczny można kwalifikować jako „zaoszczędzenie wydatków stanowiące już korzyść majątkową" (por. Domański, Instytucje. Część ogólna, s. 566; A. Ohanowicz, Niesłuszne wzbogacenie, s. 69; E. Łętowska, Bezpodstawne wzbogacenie, s. 69).

W przypadkach unieważnienia umowy kredytu bankowego i przyjęcia założenia, że strony zwracają sobie jedynie nominalne kwoty, które sobie świadczyły, doszłoby do sytuacji, w której byli kredytobiorcy staliby się nadmiernie przysporzeni. Po ich stronie doszłoby do bezpodstawnego wzbogacenia (art. 405 kc) poprzez fakt darmowego i często wieloletniego korzystania przez nich z nieruchomości sfinansowanych ze środków pochodzących z unieważnionego kredytu bankowego. Biorąc pod uwagę ceny rynkowe wynajmu mieszkań oraz długi okres, jaki upływa zwykle od zawarcia umowy kredytowej do uznania jej przez sąd za nieważną – kwoty te są znaczące.

Rozliczenia wzajemne stron a zasada słuszności

Unieważnienie umowy kredytu bankowego niesie za sobą poważne skutki prawne dla obydwu stron stosunku prawnego. Z tego względu każda indywidualna sprawa, w której dochodzi do konieczności dokonania przez strony wzajemnych rozliczeń w myśl przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu, wymaga przeprowadzenia przez sąd wnikliwej i rzetelnej analizy. Jej celem powinno być ustalenie wymiaru faktycznie uzyskanych przez strony korzyści. Dokonanie tego typu ustaleń powinno polegać na odniesieniu się przez sąd nie tylko do wspomnianej powyżej kwestii „zaoszczędzonych wydatków", ale także wszelkich innych istotnych dla danej sprawy okoliczności.

Uwzględnieniu powinien podlegać w szczególności fakt zmiany wartości pieniądza w czasie, co może w praktyce oznaczać zasądzenie np. odsetek ustawowych. Finalnym skutkiem takich rozliczeń powinno być osiągnięcie stanu, w którym żadna ze stron nie zostanie w ich wyniku bezpodstawnie przysporzona.

Przyjęcie założenia, że byłemu kredytobiorcy należy się od banku „prezent" w postaci możliwości bezpłatnego korzystania z dużej kwoty kapitału (za który finalnie zapłacą inni klienci banku – ale to już inny temat), jest sprzeczne z zasadą, iż prawo stanowi sztukę dobra i słuszności.

Małgorzata Urban-Theocharakis – doktor nauk prawnych, wykładowca. Adiunkt w katedrze Prawa Gospodarczego i Finansów Publicznych w Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji. Prowadzi też zajęcia na SGH. W przeszłości współpracowała m.in. z Uczelnią Łazarskiego i Politechniką Warszawską

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA