fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Samowole budowlane: najpierw donos, potem legalizacja

Najsłynniejsza w Warszawie samowola budowlana: budynek hotelu "Czarny Kot"
materiały promocyjne
Na prostowanie sytuacji prawnej budynku decydują się dziś nieliczni. Powodem są przede wszystkim wysokie opłaty.

Rząd chce „darować" stare samowole budowlane popełnione przed 1999 r. I najważniejsze: nie będzie to dotyczyć tylko domów mieszkalnych, ale wszystkich budynków wzniesionych z naruszeniem prawa – np. sklepów.

Tymczasem można je już dziś zalegalizować. Robi to jednak niewiele osób – z różnych powodów. Jednym z nich są słone opłaty.

Czytaj też:

Samowole budowlane do darmowej legalizacji

Między fikcją a praworządnością - komentuje Tomasz Pietryga

Skąd się biorą najbrzydsze budynki świata

Stare samowole, stare zasady

Samowole popełnione przed 1 stycznia 1995 r. legalizuje się bezpłatnie na podstawie prawa budowlanego z 1974 r. Mówi o tym jego art. 103 ust. 2.

– Nie jest to takie proste. Stare przepisy odstają od obecnych realiów rynkowych. Wiele spraw trafia do sądów administracyjnych, które rozstrzygają wątpliwości – mówi Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana.

– Z orzecznictwa wynika, że nadzór budowlany może zalegalizować samowolę poprzez wydanie pozwolenia na użytkowanie budynku. Wcześniej bada jednak, czy wzniesiono go zgodnie z przepisami obowiązującymi w dacie popełnienia samowoli. A gdyby się okazało, że ówczesne przepisy na to nie pozwalały, sprawdza się, czy samowola nie narusza tych obecnie obowiązujących – dodaje Mariola Berdysz.

Przykładowo stare miejscowe plany zakazywały w danym miejscu budowy domów jednorodzinnych, a współczesne plany już tego nie zakazują. Starą samowolę się więc zalegalizuje.

Zaporowa opłata

Inaczej sytuacja się przedstawia z legalizacją samowoli popełnionych po 1 stycznia 1995 r., czyli po wejściu w życie obowiązującego prawa budowlanego.

– Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego sprawdza, czy budynek nie narusza przepisów. Głównie chodzi o ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, a także przepisy techniczno-budowlane. Na przykład sprawdza, czy budynek zachowuje odpowiednie odległości od granic działki etc.

By udowodnić, że budynek nie narusza przepisów, trzeba bowiem dostarczyć zaświadczenie wójta (burmistrza lub prezydenta miasta) o zgodności nielegalnego obiektu z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Na obszarze, dla którego nie został ustanowiony plan miejscowy, trzeba dostarczyć decyzję ustalającą warunki zabudowy.

Jeżeli legalizujący dostarczy komplet dokumentów i nadzór stwierdzi, że faktycznie budynek spełnia warunki do legalizacji, ustalona zostanie opłata legalizacyjna. Dopiero po jej wpłaceniu samowola może zostać zalegalizowana.

Wysokość opłaty zależy od rodzaju samowoli, a mianowicie od tego, czy dom lub sklep został postawiony bez wymaganego pozwolenia na budowę, czy też bez zgłoszenia (lub pomimo sprzeciwu złożonego do zgłoszenia).

W pierwszym przypadku, (kiedy dla inwestycji nie było pozwolenia na budowę), trzeba sporo zapłacić. Opłatę wylicza się na podstawie wzoru zawartego w prawie budowlanym. Stawkę 500 zł mnoży się przez 50 i przez odpowiedni współczynnik: kategorii obiektu i jego wielkości (zawiera je załącznik do prawa budowlanego). Przykładowo w wypadku domu jednorodzinnego opłata wynosi 50 tys. zł, dla sklepu o kubaturze do 2500 m sześć. – 375 tys. zł. Tyle samo jest przewidziane dla garażu powyżej dwóch stanowisk o kubaturze do 2500 m sześć.

W drugim przypadku (gdy obiekt został wzniesiony bez zgłoszenia) opłata jest niższa. Przepisy podają ją kwotowo – w zależności od rodzaju obiektu wyniesie 2,5 lub 5 tys. zł.Ostatnią deską ratunku bywa wojewoda, który może odroczyć termin płatności lub rozłożyć opłatę na raty albo ją umorzyć w całości lub w części. Przepisy przewidują dwa warunki: musi zaistnieć ważny interes inwestora lub publiczny. Trzeba spełnić jeden z nich lub oba łącznie, by uzyskać umorzenie lub rozłożenie na raty.

Brak zachęt

– W przepisach brakuje zachęt do legalizacji, a opłaty są zaporowe. W praktyce jednak niewiele osób decyduje się na legalizację. Zazwyczaj to osoby, wobec których nadzór budowlany prowadzi postępowanie z urzędu albo w reakcji na donos – wyjaśnia adwokat Rafał Dębowski.

Więcej w dodatku „Nieruchomości" 8 marca

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA