Nauka

Pożar i góra lodowa zatopiły "Titanica"

Czarne plamy na prawej burcie mają świadczyć o rozmiarach pożaru
AFP
Ogień pod pokładem osłabił kadłub i przyczynił się do zatonięcia liniowca - uważa badacz historii tej katastrofy.

1 września 1985 roku odnaleziono wrak "Titanica" - w rocznicę tego wydarzenia przypominamy tekst ze stycznia 2017 roku o okolicznościach zatonięcia największego statku w historii świata.

"Titanic" zatonął w kwietniu 1912 roku, jednak nawet teraz, ponad 100 lat po katastrofie, naukowcy i hobbyści odkrywają nieznane fakty związane z tą historią. Nową (choć prawdę powiedziawszy nieco odgrzewaną) teorię wysnuł irlandzki dziennikarz Senan Molony, który od ponad ćwierć wieku bada sprawę zatonięcia luksusowego statku.

Hipoteza dziennikarza ma początek w zdjęciach "Titanica", które niedawno wystawiono na aukcji. Widać na nich burtę statku z ciemniejszymi plamami. Molony uważa, że to ślady po pożarze, który wybuchł w jednej z kotłowni statku po tym, gdy transatlantyk ruszył z Belfastu do Southampton. Płonący węgiel prawdopodobnie naruszył gródź wodoszczelną, jednak ślady uszkodzeń zamalowano, aby nie wzbudzać podejrzeń pasażerów.

Ale to było wiadomo już wcześniej. Teoria, że pożar przyczynił się do katastrofy pojawiła się kilkanaście lat temu. Podejrzewano m.in. że palacze chcieli poradzić sobie z pożarem wrzucając płonący węgiel go palenisk kotłów. Transatlantyk miał dwie maszyny parowe zasilane z 29 kotłów dysponujących w sumie 162 paleniskami. Takie "przeciwpożarowe" działanie miało - skutek uboczny - niepotrzebnie przyspieszyć statek tuż przed uderzeniem w górę lodową.

Ciemne plamy na kadłubie widoczne na archiwalnych zdjęciach są wskazówką, że trwający kilka dni pożar uszkodził jednak strukturę kadłuba. Znajdują się one w dodatku w tym miejscu na prawej burcie, które zostało rozerwane przez zderzenie z górą lodową. Moloney twierdzi, że ogień spowodował nagrzanie grodzi do ponad 1000 stopni Celsjusza.

- Mamy ekspertów od metalurgii, którzy powiedzieli nam, że taka temperatura sprawia, iż stal staje się krucha. Jej wytrzymałość jest zmniejszona o około 75 procent - zapewnia Molony w rozmowie z "The Times". - To nie jest zwykła i prosta historia statku uderzającego w górę lodową. Doszło do zbiegu okoliczności - ognia, lodu i karygodnych zaniedbań.

Teoria o wpływie pożaru na rozmiar uszkodzeń po zderzeniu była również rozważana podczas badania katastrofy w 1912 roku na zlecenie Brytyjskiej Izby Handlowej. Wówczas nie uznano jej za znaczącą. Hipoteza irlandzkiego dziennikarza została przedstawiona w brytyjskiej telewizji w programie "Titanic: New Evidence" ("Titanic: Nowe dowody").

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL