fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Nowe lotnisko pod Berlinem to nie jest konkurencja dla CPK

Budowa portu trwała 14 lat, o dziewięć lat dłużej, niż planowano. Koszt został „przestrzelony” o ok. 2 mld euro i wyniósł 7,3 mld euro.
AFP, Tobias Schwarz
Port lotniczy na peryferiach stolicy Niemiec zastąpi dwa inne obsługujące dotąd to miasto: Tegel i Schoenefeld. W pewnym stopniu będzie też rywalem dla lotnisk w zachodniej Polsce.

Za nieco ponad dwa tygodnie pierwsze samoloty wylądują na berlińskim lotnisku Berlin Brandenburg. – Wszystko jest już gotowe i sprawdzone – zapewnia Luetke Daldrup, prezes Flughafen Berlin Brandenburg (FBB).

Lotnisko było budowane jako port przesiadkowy dla linii Air Berlin, która zbankrutowała 27 października 2017 roku, bo... nie było chętnych do przesiadek w Berlinie. Nowy port lotniczy zastąpi dwa lotniska obsługujące stolicę Niemiec – Tegel i Schoenefeld, które w 2019 r. łącznie zarejestrowały 35 mln pasażerów. Przepustowość FBB to 40 mln pasażerów. Przed pandemią sądzono, że możliwości rozwoju są zbyt małe i że od początku FBB został źle zaplanowany. W tej chwili o ciasnocie na lotniskach nikt już nie mówi. Zresztą i prezes Luetke Daldrup sam nie ukrywa, że pandemia Covid-19 skłoniła zarząd portu do wyłączenia przez przynajmniej pół roku jednego z trzech terminali, co pozwoli zaoszczędzić pół miliona euro. Terminal 2 ma być udostępniony dopiero w sezonie wiosenno-letnim 2021.

Liczy się oferta

Czy spore i dość nowoczesne lotnisko będzie zagrożeniem dla polskich portów, zwłaszcza tych położonych blisko naszej zachodniej granicy? A w dalszej przyszłości również dla CPK w Baranowie? Eksperci są zgodni: pasażerowie w wyborze lotniska kierują się przede wszystkim atrakcyjnością ofert. – Dla Szczecina i Poznania to oczywiście będzie problem. Nie jest to równoznaczne z zagrożeniem upadkiem tych lotnisk, ale będą one musiały bardziej postarać się o klienta, aby nie odpływał do Berlina, gdzie nastąpi znacząca poprawa jakościowa obsługi ruchu. Już przecież przed pandemią widać było na berlińskich lotniskach polskie rejestracje samochodów z województw położonych blisko granicy. A zarządzający nim zapraszali niejednokrotnie Polaków, którzy zapewne będą chcieli skorzystać z ciekawej oferty lotów czarterowych. To może kusić – uważa Adrian Furgalski, prezes zespołu doradców gospodarczych TOR.

Podobnego zdania jest Sebastian Gościniarek z BBSG, związany z branżą lotniczą od ponad dziesięciu lat. – Z pewnością Berlin Brandenburg będzie konkurentem dla polskich lotnisk położonych na zachodzie kraju: Szczecina, Poznania oraz Wrocławia. Tyle że przecież nie pojawi się tam nic nowego, rewolucji nie będzie, szczególnie w porównaniu z wcześniej działającymi portami w Berlinie. Natomiast będzie ono jeszcze dalej położone na południe od Berlina. To oznacza, że np. ze Szczecina czy regionu zachodniopomorskiego trzeba będzie dojeżdżać o godzinę dłużej, niż było to w przypadku np. Tegel – mówi. – Czyli będzie to po prostu nowoczesny sprawny port, a jego konkurencyjność w porównaniu z naszymi lotniskami będzie zależała wyłącznie od oferowanej siatki połączeń. A jaka ta siatka będzie, to ze względu na obecną sytuację pandemii Covid-19, trudno przewidywać – dodaje. W drugiej kolejności liczy się, na ile „fajne" jest lotnisko. – Dlaczego wiele osób tak chętnie lata Emirates przez Dubaj? Bo Dubaj sam w sobie jest atrakcyjny. Natomiast czy nowy port berliński będzie tak atrakcyjny, żeby go wybierać z tego właśnie powodu? Nie sądzę, aby różnica jakościowa była aż tak znacząca – uważa Sebastian Gościniarek.

Wyłącznie regionalne

Zdaniem ekspertów jeszcze mniejszym zagrożeniem FBB będzie dla Lotniska Solidarność, które ma funkcjonować w ramach planowanego Centralnego Portu Komunikacyjnego. W swoich założeniach centralne polskie lotnisko ma być centrum przesiadkowym dla całego naszego regionu. – Lufthansa nieustannie powtarza, że Berlin Brandenburg nie będzie jej kolejnym portem przesiadkowym. Nie spotkałem się z jakąkolwiek wypowiedzią, żeby miało się to wydarzyć – podkreśla Adrian Furgalski. – To zupełnie inny rodzaj ruchu – dodaje.

– Przecież mają już centra przesiadkowe we Frankfurcie, Monachium, Zurychu i Wiedniu. W tej sytuacji otwieranie kolejnego byłoby bezsensowne. Czyli Berlin stanie się wyłącznie dużym lotniskiem regionalnym. I niczym więcej, bo jest to inna liga – wtóruje mu Sebastian Gościniarek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA