fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Głęboki kryzys w izraelskich liniach El Al

Bloomberg
Trzy dni trwał kryzys w izraelskich liniach El Al. W ostatnią środę, 1 lipca linia uziemiła niemal wszystkie rejsy. Od ostatniego piątku, 3 lipca mozolnie odbudowuje siatkę. Ale większość maszyn pozostała na ziemi.

Po tym, jak w ostatnią środę piloci odmówili wejścia na pokład samolotów, bo obawiali się, że bardzo prawdopodobne uziemienie zastanie ich gdzieś zagranicą, izraelska linia była zmuszona do odwołania niemal wszystkich rejsów.

Czytaj także: Izrael nie pomoże narodowemu przewoźnikowi. El Al grozi bankructwo

El Al nie jest dużym przewoźnikiem. Ma 42 samoloty latające w 40 kierunkach, w tym w czasach przed kryzysem także do Warszawy. Ale ma wysokie zatrudnienie – razem z personelem naziemnym 6,3 tys. osób.

Tak, jak całą branżę, tak samo i El Al został dotknięty kryzysem COVID-19. Linia latała już na stratach w 2019 roku (55 mln dol.), a w 2020 w I kwartale zanotowała 140 mln dolarów straty. Mimo to, kiedy zniknęły pierwsze obostrzenia w lotnictwie El Al sukcesywnie przywracał połączenia, w tym także rejsy do Stanów Zjednoczonych.

Bunt pilotów

Piloci się zbuntowali, bo zarząd nie respektował porozumień kryzysowych podpisanych ze związkami zawodowymi. Między innymi — jak napisał „Maariv" chodziło o przekształcenie samolotów Boeing 737 w maszyny przewożące tak pasażerów, jak i cargo. W tej sytuacji załogi uznały, że zarząd nie jest w stanie wyprowadzić przewoźnika z kryzysu.

Z kolei zarząd przekonywał cały czas pracowników, że jest w zaawansowanych negocjacjach z rządem i wkrótce linia otrzyma pomoc publiczną. Tyle, żeby tę pomoc otrzymać firma musi działać normalnie, pracownicy i związkowcy muszą być w pełnej zgodzie z zarządem.

„To nieprawda, że wstrzymaliśmy loty. Nasza działalność operacyjna w lipcu została starannie zaplanowana i zarząd jest gotowy do pełnej realizacji, ale do tego musimy mieć zapewnionych pilotów i personel pokładowy" napisał El Al w oświadczeniu dla „Jerusalem Post", który jako pierwszy poinformował o kłopotach w El Al.

Zwolnienia, obniżki, cięcia

El Al zaczął restrukturyzację jeszcze w maju. 80 proc. z liczącej 6,3 tys. osób załogi została wysłana na bezpłatne urlopy, zarząd obniżył sobie pensje o 20 proc., wstrzymano wszystkie inwestycje i podpisała umowę o sprzedaży i ponownym leasingu 3 Boeingów 737-800. A w poszukiwaniu gotówki zarząd zdecydował się sięgnąć po środki zgromadzone przez pracowników w funduszach emerytalnych. Na 350 mln dolarów są szacowane długi przewoźnika wobec pasażerów, którzy wykupili bilety na odwołane rejsy.

W ostatni czwartek ruszyła druga fala zwolnień. Pracę straciło kolejnych 500 osób, w tym pozostałych pilotów 100 pilotów którzy wcześniej nie stracili pracy, bądź nie zostali wysłani na bezpłatne urlopy. „W sytuacji, kiedy piloci odmawiają pracy, nie mamy innego wyjścia, jak dostosować liczbę pracowników do rozmiarów operacji" — pisał zarząd El Al w kolejnym oświadczeniu. Tyle, że jednak znaleźli się chętni do latania, ponieważ w niedzielę, tylko jeden rejs – z Tel Awiwu do Chicago został odwołany. Piloci El Al zarabiają ok 30 tys. dol. rocznie.

Specjalna linia

Ograniczenie operacji przez El Al wywołało w Tel Awiwie reakcję lawinową. Masowe zwolnienia zapowiedziano już m.in. w firmie cateringowej Tamam wyspecjalizowanej w przygotowywaniu koszernych posiłków i ich dostarczanie na pokłady większości przewoźników operujących z lotniska Ben Guriona.

El Al został sprywatyzowany w 2003 roku i rząd Benjamina Nietanjahu uznał to wtedy za jeden z największych sukcesów ekonomicznych. Linię kupiła rodzina Borrowichów i rzeczywiście pierwsze lata po zmianie właściciela były bardzo pomyślne. Ze strat w wysokości 30 mln dol. przed zmianą właściciela, El Al nagle zaczął wypracowywać zyski. W kolejnych latach było to 6,4 mln dol., 33 mln dol. i 64 mln dol. Tyle, że potem przyszła druga wojna w Libanie i kryzys w roku 2008/9, ale w roku 2010 znów był zysk — 57 mln dol. netto. Kolejne lata to prawdziwa finansowa huśtawka z rekordowym zyskiem 107 mln dol. w roku 2015 i kolejnymi latami strat, w końcu w 2019 przyszło twarde lądowanie nie tylko ze stratą 55 mln dol., ale i z zadłużeniem w wysokości 2 mld dol. Kryzys wywołany przez pandemię COVID-19 dołożył kolejnych trudności.

El Al jednak musi przetrwać, ponieważ Izraelczycy, a zwłaszcza ortodoksyjni obywatele tego kraju, czują się niezwykle związani z narodowym przewoźnikiem. Linia jest wystawiona na ostrą konkurencję (dzisiaj na lotnisku Ben Guriona najbardziej aktywny jest Ryanair, El AL ma 25 proc. udziałów w rynku), ale jest jedyna w swoim rodzaju. Ma nadzwyczajnie wyszkolonych pilotów zaliczających się do światowej elity, pasażerom oferuje najwyższy stopień bezpieczeństwa lotów (widać to dokładnie podczas odpraw przed wylotem), na pokładzie jest jedynie jedzenie koszerne i nie lata w Szabat, chociaż aby zrównoważyć straty El AL wynajmuje na soboty swoje maszyny innym przewoźnikom. Dodatkowa ochrona zapewniona przez państwo dla maszyn, załóg i pasażerów kosztuje państwo Izrael 250 mln dol. rocznie.

Wsparcie, jakie rząd izraelski przygotowuje dla El Al składa się z kilku elementów. Linia ma otrzymać gwarancje państwowe na 140 mln dolarów, za kolejne 150 mln rząd chce wykupić akcje przewoźnika na ofercie publicznej, gdyby okazało się, że na rynku nie ma wystarczającego popytu. To jednak byłoby równoznaczne z nacjonalizacją, której władze chcą uniknąć.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA