fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Trudny powrót Boeinga 737 MAX

Bloomberg
Boeing naciska na firmy leasingowe, aby przejmowały jak najwięcej B737 MAX i wypożyczały je liniom lotniczym. Tyle że na takie transakcje w tej chwili brakuje chętnych.

— Nikt w tej chwili nie chce brać nowych samolotów, a tym bardziej nikt nie chce MAX-ów - mówi anonimowy wysoki przedstawiciel branży leasingowej cytowany przez Reutera. Po tym, jak linie lotnicze i firmy leasingowe zrezygnowały z odebrania 355 MAX-ów, rynkowa wartość tych maszyn spadła o 80 proc. — I będzie spadała dalej w najbliższych miesiącach. Oczywiście jeszcze wszystko jest uzależnione od tego, jak szybko MAX uzyska ponowną certyfikację, ale presja na ceny będzie trwała - mówi Eddy Pieniazek, analityk rynku lotniczego z firmy Ishka.

Presja będzie trwała, bo linie lotnicze mają kłopoty z pozyskaniem środków na wzbogacenie floty na rynkach kapitałowych. I w tej chwili praktycznie tylko firmy leasingowe mają środki na przejęcie nowych maszyn. Ale też się nie spieszą, ponieważ właśnie negocjują z przewoźnikami nowe warunki leasingu, które z pewnością będą dla nich mniej korzystne, bo zapaść na rynku przewozów pasażerskich nadal jest bardzo głęboka. Jedną z linii negocjujących z leasingodawcami jest polski LOT. Jakie plany ma polski przewoźnik wobec MAX-ów?

— Mamy 5 uziemionych maszyn i czekamy na ich ponowną certyfikację przez amerykańską FAA, a potem Europejską EASA, żeby mogły wykonać pierwsze loty — mówi Krzysztof Moczulski, szef biura prasowego LOT-u. — Natomiast co do pozostałych 9, które nie zostały przez nas odebrane nie mamy jeszcze sprecyzowanych planów. Zobaczymy jak przebiegnie certyfikacja i kiedy te maszyny rzeczywiście będą mogły wrócić do latania z pasażerami. Wtedy podejmiemy decyzję — dodaje.

Nowy MAX kosztuje dzisiaj 135 mln dolarów. Ale przy większych zamówieniach ta cena może spaść nawet o połowę. Jaką dokładnie zniżkę jest dzisiaj gotowy dać Boeing, trudno powiedzieć, bo jest to dzisiaj jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic handlowych. — Nie powiedziałbym nawet mojemu spowiednikowi, jakiej zniżki udzielił mi Boeing — mówił niedawno prezes Ryanaira, Michael O’Leary.

A plany Boeinga na razie są takie: namówić jak najwięcej leasingodawców na odebranie nowych maszyn i wynajęcie ich przewoźnikom. W zamian za to Boeing pozwoliłby firmom leasingowym na rezygnację z odbioru części zamówionych maszyn. W ostateczności Amerykanie dopuszczają takie rozwiązanie, że odkupiliby część samolotów i za pośrednictwem Boeing Capital wypożyczyliby je przewoźnikom.

W tej chwili Boeing odmawia jakichkolwiek informacji na temat popytu na MAX-y, w każdym razie gigant z Seattle nerwowo oczekuje na decyzję American Airlines, które zamówiły 76 takich maszyn. Gdyby ostatecznie AA zdecydowały się zrezygnować z ich odbioru, byłby to dotkliwy cios dla Boeinga, bo American był pierwszą linią, która zamówiła i odebrała ten model samolotu. Cios może jednak być bardzo dotkliwy ponieważ AA sugerował, że nie jest wykluczone skierowanie takiego samego zamówienia do Airbusa. Boeing przyznaje, że zagrożone są dostawy kolejnych 439 MAX-ów, w tym prawie 100, które chciał kupić Norwegian, ale teraz nie bardzo ma za co. W styczniu 2020 Boeing nie ukrywał, że kryzys MAX-a kosztował go już 18 mld dolarów i że w tej sytuacji nie ma innego wyjścia, jak pozbyć się 16 tys. pracowników.

Eksperci z rynku lotniczego są jednak zdania, że B737 MAX przetrwa, ponieważ, poza znaną już wpadką z autopilotem, jest to bardzo ekonomiczny model. — Nie można powiedzieć, że jest fenomenalny, ale to nie oznacza, że wszystko jest stracone — uważa cytowana przez „Flightglobal” Sheila Kahyaoglu z banku inwestycyjnego Jefferies. Jej zdaniem linie, takie jak American Airlines i Southwest, pozostaną przy MAX-ach, ponieważ maszyna, jeśli wszystko pójdzie dobrze z certyfikacją, jest bardzo oszczędna w eksploatacji, chociażby dlatego, że spala o 14 proc. mniej paliwa niż poprzednie porównywalne modele Boeinga. A wydatki na paliwo stanowią dzisiaj 20 proc. kosztów operacyjnych linii lotniczych. Dla Southwest Airlines wyliczono, że gdyby w swojej flocie liczącej 750 samolotów utrzymała 275 MAX-ów, to oszczędności tylko z tytułu wydatków na paliwo sięgnęłyby 230 mln dolarów. A mniejsze spalanie to także większa dbałość o środowisko i możliwość oferowania tańszych biletów, co w obecnej sytuacji na rynku lotniczym jest bezcenne.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA