Lotnictwo

LOT zwolnił dyscyplinarnie 67 osób. To kara za strajk

Bloomberg
Władze LOT postanowiły zwolnić dyscyplinarnie uczestników strajku. Już 67 pracowników linii lotniczej dostało wypowiedzenia. Skutki protestu odczuwają coraz bardziej pasażerowie.

Od czwartku, 18 października, do poniedziałkowego poranka, 22 października, z powodu braku załóg LOT musiał odwołać 10 lotów. Inne nie odbyły się z powodu złej pogody i kłopotów ze sprzętem. Paradoksalnie LOT w czasie strajku, przy wsparciu wszystkich służb lotniskowych, potrafił tak się zmobilizować, że liczba odwołanych rejsów była mniejsza niż zazwyczaj.

Wiadomo jednak, że z powodu braku załóg LOT odwołany został rejs do Toronto, a w poniedziałek rano do Norymbergi. Pod znakiem zapytania stoją popołudniowe loty za Atlantyk. Dla przewoźnika oznacza to potężne straty finansowe. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", strata z powodu niewykonanego połączenia do Toronto to około milion złotych. M.in. tą kwotą zarząd LOT-u zamierza obciążyć strajkujących związkowców.

W poniedziałek z kolei odwołano 3 rejsy długodystansowe LOT-u - do Japonii, na lotnisko Narita, do Seulu i do Toronto. 

Jednocześnie – jak poinformował na dzisiejszej konferencji prezes LOT-u Rafał Milczarski, zarząd zaczął zwalniać z pracy osoby, które uczestniczą w strajku. Podkreślił, że protest jest nielegalny. Osoby, które uczestniczą w strajku od dzisiaj są zwalniane dyscyplinarnie z pracy.

— Zwolniliśmy dziś dyscyplinarnie ze skutkiem natychmiastowym 67 osób, które oświadczyły, że odmawiają wykonania obowiązków służbowych w związku z przyłączeniem się do strajku. Odbyło się to w trybie prawnym umożliwiającym zrobienie tego bez konieczności konsultacji ze związkami zawodowymi – mówił Milczarski.

Jak twierdzą związkowcy informacje o zwolnieniach większość osób otrzymała drogą mailową.

Czytaj też: Czy można zwolnić pracownika za pośrednictwem maila?

— Dla mnie to bolesna decyzja. Jest ona jednak jedyną możliwą, gdy ktoś od kilku dni manifestuje, że nie chce pracować w LOT, ciesząc się z każdego odwołanego rejsu. Takie postępowanie jest absolutnie nie do zaakceptowania — dodał.

Zarząd firmy twierdzi, że robi wszystko, żeby złagodzić skutki protestu. Na zastępstwa ściągnął personel pokładowy i pilotów. Wynajął także zastępcze samoloty z załogami.

Prezes LOT-u podkreśla, że strajk jest nielegalny, bo jeśli przedmiotem sporu jest zwolnienie szefowej związku, to działacze powinni zorganizować w tej sprawie referendum. Związkowcy twierdzą, że dysponują interpretacją prawną, według której strajk jest legalny.

Jednocześnie Rafał Milczarski poinformował o podpisaniu układu zbiorowego z dwoma związkami działającymi w LOT – Związkiem Zawodowym Pracowników PLL LOT i Związkiem Zawodowym NSZZ Solidarność. Brak tego układu był jednym z powodów sporu. Pozostają w nim więc nadal strajkujące Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT i Związek Zawodowy Personelu Pokładowego i Lotniczego, którego przewodnicząca Monika Żelazik została zwolniona w maju 2018 po nieudanej akcji strajkowej 1 maja. Obydwa związki wspiera OPZZ.

Atmosfera w PLL LOT staje się coraz bardziej napięta i zmniejszają się szanse na złagodzenie konfliktu. Związkowcy mówią o przemocy, „białoruskich metodach tłumienia protestu”, zastraszaniu (za taką formę mobbingu uznają wysyłanie drogą mailową wypowiedzenia dyscyplinarne, bez wcześniejszego wypowiedzenia) i szantażu.

Piotr Szumlewicz, przewodniczący mazowieckich struktur OPZZ pisał w serwisie społecznościowym o tym, że prezes Milczarski szarpał i popychał na korytarzu przewodniczącego związku pilotów, Adama Rzeszota, bo chciał mu wręczyć wypowiedzenie dyscyplinarne. „Dosyć znęcania się psychicznego nad pracownikami” - czytamy z kolei we wpisie ZZ Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT na Twitterze.

Związkowcy zapowiadają, że złożą zawiadomienie do prokuratury, ponieważ — ich zdaniem — przedstawiciele spółki łamią prawo. Deklarują również, że powiadomią o sytuacji w spółce Państwową Inspekcję Pracy, która wcześniej uznała za nielegalne, bo bez zgody strony społecznej, zwolnienie Moniki Żelazik. Jednocześnie kategorycznie domagają się ustąpienia Rafała Milczarskiego ze stanowiska prezesa, a najlepiej całego zarządu, który ich zdaniem działa na niekorzyść spółki.

Tuż przez 16.00 Piotr Szumlewicz napisał na Twitterze, że prezes PLL LOT został "w trybie pilnym" wezwany do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

"Oby wrócił jako były prezes PLL LOT" - napisał przewodniczący mazowieckich struktur OPZZ. Jednak według informacji "Rzeczpospolitej" prezes Milczanowski takiego zaproszenia nie dostał.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL